www.sp6.lublin.pl

 
Menu
Licznik
Jesteś naszym
Licznik
gościem.
 
 



PUBLICYSTYKA

- to Wasze opinie, komentarze, refleksje na różne, niekoniecznie szkolne tematy.

Rok szkolny 2013/2014


Październik 2013

 

Wywiad z nowym nauczycielem muzyki

Zaciekawione nowym nauczycielem muzyki P.Mikołajem Giszczakiem zakładamy redakcyjne koszulki i biegniemy przeprowadzić z nim wywiad.

Red: Jak się Panu podoba w naszej szkole?
P.M: Bardzo mi się podoba. Dużo się dzieje.
Red: Ile lat uczy Pan w szkołach?
P.M: Dziewięć lat, nie liczę tego.
Red: Dlaczego wybrał Pan pracę nauczyciela muzyki?
P.M: Od czwartej klasy gram i śpiewam.
Red: Co najfajniejszego jest w pracy nauczyciela?
P.M: Nauczyciel spotyka na swojej drodze mnóstwo młodych ludzi i charakterów.
Red: A najgorszego?
P.M: To porażka... Jak nauczyciela nie chcą słuchać dzieci i młodzież.
Red: Jaki rodzaj muzyki lubi pan najbardziej?
P.M: Każdy, od klasyki przez Jazz, Disco i Gospel, zależy od nastroju. Szukam jeszcze.
Red: Dziękujemy za wywiad i życzymy sukcesów w szkole i poza nią.

Red. Joanna Pietraś, Patrycja Kuta, Zofia Głuchowska Kl.6D

Czerwiec 2013

 

Recenzja książki "Osiedle bogów" - Franek Maciuk

 

 

Grudzień 2012

 

Wywiad mikołajkowy

MIKOŁAJKI kl.1A

1.Jakie dostaliście prezenty?

Odp.: Dziewczynki dostały zublesy, a chłopcy klocki lego.

2.Jaki był Mikołaj?

Odp.: Dzieciom Mikołaj wydawał się miły i fajny.

3.Warto czekać na mikołaja?

Odp.: Warto, ponieważ przynosi prezenty (Ola)

4.O czym można rozmawiać z mikołajem?

Odp.: Z mikołajem można rozmawiać o zabawkach, o Świętach, można powiedzieć, że się go lubi.

5. O jakich prezentach marzycie?

Odp.: Wymarzony prezent to tablet dla Maksa, a dla Oli lalka Monster High.

6.Jakie prezenty są nie do zapakowania?

Maja: rodzina
Pani Chlebus: przyjaciółka oraz zdrowie.


Aleksandra Piądłowska kl.IV D

 

Kwiecień 2012

 

Wywiady z przyszłymi uczniami Szkoły Podstawowej nr6 !
Przygotowały: Anna Urban klasa 5d i Dominika Rejdak klasa 6d .

Wywiad z Mają

Dominika: Jak się nazywasz ?
Maja: Maja
Ania : A ile masz lat ?
Maja: Siedem.
Dominika: Podoba Ci się nasza szkoła ?
Maja: Tak.
Ania: A która sala najbardziej?
M: Numer 10, bo ma ładne rysuneczki na ścianach.
D: A chciałabyś tutaj się uczyć?
M: Bardzo i chyba będę.
A: A jakie zajęcia najbardziej Cię zainteresowały: lego, origami, zajęcia plastyczne?
M: Origami, ale podobało mi się też przedstawienie.
D: Bardzo Ci dziękujemy za wywiad i życzymy Ci powodzenia w szkole podstawowej już we wrześniu.
M: Dziękuję, do widzenia.

Wywiad z 7 letnim Kubą.

Dominika: Jak się nazywasz ?
Kuba: Kuba.
Ania: Podoba Ci się nasza szkoła ?
K : Tak.
D: A co najbardziej?
K: Lego.
D: A co lubisz robić?
K: Grać na komputerze i oglądać telewizję.
A : A w co lubisz grać ?
K: W 'Lego Star Wars' .
D: A co lubisz oglądać ?
K: Noooo… różne takie ciekawe rzeczy .
A: A czy coś Ci się nie podoba w naszej szkole ?
K: Nie chcę przez całą godzinę siedzieć w ławce i się uczyć.
D: Na pewno nie będzie tak dużo siedzenia, będzie wiele zabaw ruchowych. Czy lubisz sport ?
K: Nie, wolę komputer! Nie chcę do szkoły.
A: W szkole jest fajnie!
D: Ja już opuszczam SP6 i będę za nią tęsknić!
A: Dziękujemy Ci za wywiad i życzymy powodzenia w nowej szkole. Na pewno będzie fajnie.
K: …

Wywiad z 6 letnią Joasią (siostrą uczennicy naszej szkoły Justyny Telengi z klasy 5 d)

A: Jak się nazywasz ?
Joasia: Joasia Telenga.
D: Ile masz lat ?
J: Mało, bo sześć.
A: Podoba Ci się nasza szkoła ?
J: Taak, jest bardzo kolorowa.
D : Która sala Ci się najbardziej podoba ?
J: Tamta!
A: Sala 10 ?
J: Tak, ma takie śmieszne domki na ścianie.
D: Tak, ja do niej kiedyś chodziłam i mój tata zrobił daszki na tych domkach.
J: Łaał! Fajniee.
A: Jakie zajęcia Ci się podobają ?
J : Ooo takie zwierzątka.
D: Bardzo ładne, masz talent.
J: Dziękuję.
A: A podoba Ci się świetlica ?
J: Tak, ale ta dla starszaków.
D: Dziękujemy Ci i powodzenia w naszej szkole!
A: I spotkamy się 1 września !
J: Czeeść !

Wywiad z Julią Sobczak z klasy 3a, która chciałaby opowiedzieć o wrażeniach z naszej szkoły w ciągu 3 lat

D: Jak się nazywasz ?
Julia: Nazywam się Julia Sobczak i chodzę do klasy 3a.
A: Jak Ci się podoba w naszej szkole ?
J: Szkoła jest bardzo fajna i ładna. Nie dawno wybudowany orlik jest super. Mamy wspaniałą panią i wspaniałych kolegów i koleżanki.
D: Cieszysz się, że idziesz do 4 klasy ?
J: Tak cieszę się, ponieważ zmienię w końcu salę, ale szkoda mi, że nie będę mieć już lekcji z moją panią i nie będę chodzić do wspaniałej świetlicy. Będą też plusy np. będę mogła wychodzić na dwór i tam spacerować jak będzie ciepło. Będę mogła też siedzieć w bibliotece .
A: Słuchaj co do twojej pani to będziesz mogła ją odwiedzać !
J: Pewnie tak ,bo niektóre dziewczynki które są teraz w 6 klasie odwiedzają ją.
D: Podoba Ci się nauka w SP6 ?
J: Oj bardzo ciekawa, trudna ale niektóre rzeczy są łatwe . Uważam że szkoła jest wymagająca ale jest odpoczynek dla głowy kiedy wyjeżdżamy na wesołe wycieczki klasowe .
A: Dziękujemy Ci bardzo i życzymy powodzenia w ciągu trzech lat w naszej szkole .
J: To ja bardzo dziękuję.


 

"Moje wymarzone ferie"


Moje wymarzone ferie to: wyjazd w wysokie góry i odkrycie nowej, górskiej
przyrody, zjeżdżanie na nartach i śmianie się z upadków. Chciałabym także
rzucać śnieżkami w koleżanki i w kolegów, lepić bałwana i jeździć na
łyżwach. Po atrakcjach na śniegu czas na wypoczynek, więc chlup do basenu i
siedzenie w jacuzzi.A wieczorem, po pysznej kolacji siadamy razem ja mama i
tata i gramy w karty lub słucham opowieści rodziców.Potem wtulam się w
kołderkę i zasypiam spokojnie. I czekanie na nowy dzień, i atrakcje od nowa.
Dobrze, że marzenia czasem się spełniają. A wy jak spędziliście ferie? Czy
miło je wspominacie? Czy wróciliście do szkoły cali i zdrowi?

autor: Zuzanna Podleśna


 

Święta w klasie III a

 


 

Owoce w szkole

Dzieci z klasy III A, pani Krystyny Kapicy udzieliły miłej gościny redakcji naszej gazetki. Sądząc po efektach ich pracy, a zwłaszcza po wystroju klasy, można stwierdzić, że są baaardzo pracowite i nieeezwykle twórcze.

Już samo wejście dk klasy zwraca uwagę, bowiem na drzwiach wiszą piękne plakaty promujące zdrowie, w związku z akcją "Owoce w szkole".

Przy drzwiach wisi rymowany, przez dzieci z panią wspólnie układany "Kodeks grzeczności". Warto zajrzeć do ich klasy i przeczytać.

Na ścianach ciekawe dekoracje, efekt pracy na lekcjach, np. "Drogowskazy Jana Pawła II". W dodatku chętnie piszą wiersze i opowiadania, widzieliśmy całą księgę ich tekstów.

Obiecali, że przyślą do gazetki. Tego dnia, kiedy ich odwiedziliśmy przygotowywali piękne papiery do obkładania prezentów. Pani Krysi gratulujemy takich zdolnych pracusiów!

 


 

Dnia 30 Października 2011 roku Redaktorzy Szóstego Zmysłu wybrali się do świetlicy pierwszaków i przeprowadzili z nimi wywiad.

Red.: Jak się nazywasz?

U.: Oskar

Red.: Jak Ci się podoba w pierwszej klasie?

U.: Jest fajnie.

Red.: A kto jest twoim wychowawcą?

U.: Pani Dorotka Kędra.

Red.: Jaki najbardziej lubisz przedmiot?

U.: Zajęcia komputerowe, angielski, matematykę.

Red.: A czego nie lubisz w szkole?

U.: Prac domowych, tego, że się trzeba uczyć.

Red.: Jak chciałbyś spędzić dzień chłopaka?

U.: Pójść na lody.

Red.: Dziękuję za wywiad.

 


 

Wycieczka

Od piątej klasy czekaliśmy wytrwale na wycieczkę do Centrum Nauki Kopernika.

Najpierw mieliśmy spacer po Starym Mieście. Pani przewodnik opowiadała nam o różnych ciekawych zabytkach Warszawy. Gdy zmierzaliśmy już do celu naszej podróży, nagle na ulicy przy Kolumnie Zygmunta zobaczyliśmy........ pana Gienka Loskę!!!!!! Byłyśmy takie szczęśliwe, że widzimy naszego idola. Na dodatek właśnie śpiewał. Zachwycone śpiewem pana Gienka musiałyśmy niestety iść dalej razem z grupą, ale zaraz doszliśmy w końcu do naszego celu.

Centrum Nauki Kopernika stało dla nas otworem. Spędziliśmy tam wspaniałe 2,5 godziny. Nigdy nie zapomnimy tej udanej wycieczki


Ola Stodółkiewicz, klasa VI B


 

Nowy skład redakcji "Szóstego Zmysłu"


 

"Dzień Papieski w naszej szkole"

Drodzy Czytelnicy Szóstego Zmysł! Zuważyliście zapewne, że w naszej szkole, na parterze znajduje się piękna wystawa naszych kolegów z 6 klas. Prace pzedstawiają lubelską architekturę, Papieża, flagę papieską lub różaniec. Na pracach widnieje też wielobarwny kogut - symbol zaczynającego się dnia, narodzin, szczęścia życia. Kogut kojarzy się z Lublinem, ponieważ jedna z lubelskich wież ma na czubku kogucika. Wystawa poświęcona jest Papieżowi w 11 rocznicę Dnia Papieskiego, który odbęł się 9 października. W środkowej części wystawy znajduje się billboard przedstawiający rozmodlonego Papieża, twarzą zwróconą w stronę zdjęć przedstawiających dzieci z naszej szkoły, tak jakby Papież modlił się za nas. Oglądajcie! Podziwiajcie! Obejrzyjcie też wystawę zdjęć znajdujących się w hallu szatni pt." Związki Papieża z Lublinem"

red. Barbara Teresińska VI B


 

"Nie traćmy czasu, nie traćmy młodych lat!"
Czy nie uważacie, że w naszej szkole odbywa sie zdecydowanie Za MAŁO dyskotek? W poprzednim roku szkolnym odbyła się zaledwie jedna krótka dyskoteka w godzinach południowych. Na pewno wszyscy chcieliby spędzić razem czas doskonale się bawiąc. Jednak nie mamy możliwości umówić się poza szkołą. Co z tym zrobić? Wasze pomysły nadsyłajcie na adres e-mail . Najciekawsze pomysły na realizacje dyskotek zostaną zaprezentowane Pani dyrektor. Liczymy na was!!

"Po co taka wielka dziura?"
Pewnego wrześniowego dnia, na budującym się boisku ,, Orlik '', który powstaje przy naszej szkole robotnicy wykopali wielką dziurę. Głodne wiedzy postanowiłyśmy o nią zapytać robotników pracujących przy budowie boiska. Włożyłyśmy koszulki "Szóstego Zmysłu", chwyciłyśmy mikrofony oraz długopisy, a następnie ruszyłyśmy przed siebie. Uprzejmie zapytałyśmy, czy możemy zadać kilka pytań. Robotnicy zbyli nas jednak krótkim: ,,Nie mamy czasu!'' Zmartwiło nas to bardzo, ale postanowiłyśmy nie odpuszczać i wrócić na pole bitwy. Jednak ku naszemu rozczarowaniu robotnicy ponownie odmówili. Tym razem wróciłyśmy do szkoły bez odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Następnego dnia do dziury zostały włożone studzienki kanalizacyjne. Czasami wystarczy więc poczekać aż wszystko samo się wyjaśni.

red. Karolina Biedacha, kl. VI B

 


 

"Studenci - praktykanci w naszej szkole"


 

Wywiad z panią Dyrektor Danutą Bartłomiejczyk - Nowakowską

"Orlik w naszej szkole"

Red: Dzień dobry. Jesteśmy z gazetki "Szósty Zmysł". Czy możemy przeprowadzić z Panią wywiad na temat orlika?

Pani Dyrektor: Oczywiście.

Red: Kiedy powstanie orlik?

P D: Orlik powstanie około listopada, grudnia.

Red: Od kiedy trwają prace?

P D: Prace trwają od sierpnia.

Red: Jak duże będzie to boisko?

P D: Orlik będzie zajmował prawie całą powierzchnię z wyjątkiem 12 metrów przeznaczonych na plac zabaw.

Red: Czy będzie ogrodzony?

P D: Tak będzie.

Red: Czy będzie oświetlony?

P D: Oczywiście, będzie.

Red: Jakie sporty będziemy mogli uprawiać na tym boisku?

P D: Koszykówkę, siatkówkę i piłkę nożną.

Red: Czy będzie część zadaszona?

P D: Nie, ale planujemy posadzić winobluszcz, żeby był cień.

Red: Bardzo dziękujemy za wywiad.

P D: Ja również dziękuję.

Red: Katarzyna Jabłońska i Anna Urban.

 

 
Wielkanoc 2011 - - Od jakja do zajączka

 

Rok 2011 - rok wielkich Polaków

Mamy rok 2011, kolejny rok wielkich Polaków. Przypomnijmy, że miniony rok 2010 był poświęcony polskiemu kompozytorowi, Fryderykowi Chopinowi, z okazji 200 rocznicy jego urodzin.

Obecny rok jest poświęcony polskiemu nobliście, Czesławowi Miłoszowi, z okazji 100 rocznicy jego urodzin. Miłosz w 1980 r. został laureatem literackiej nagrody Nobla za całokształt swej twórczości. Niektóre z dzieł Czesława Miłosza: Kompozycja, Podróż,Trzy zimy, Obrachunki, Zdobycie władzy, Zniewolony umysł, Traktat poetycki, Rodzinna Europa, Gucio zaczarowany, Dolina Issy.

Z tej okazji w naszej szkole został ogłoszony konkurs na projekt "Miej wolny umysł, czyli nauka przygodą życia", zainspirowany tytułem powieści Miłosza "Zniewolony umysł", a także tytułem zbioru opowiadań pt "Przygody młodego umysłu". Przypominamy, że wkrótce, czyli w marcu odbędzie się I etap tego konkursu. Zwycięskie projekty klasowe przejdą do kolejnego etapu konkursu na projekt szkolny.

Obecny rok poświęcony jest także innej wielkiej postaci - polskiej noblistce w dziedzinie fizyki i chemii, czyli Marii Curie - Skłodowskiej. Dokładnie 100 lat temu, (wtedy, kiedy urodził się Miłosz), Skłodowska otrzymała nagrodę Nobla za odkrycie radu, wcześniej zaś polska uczona otrzymała Nobla za odkrycie pierwiastka, którego nazwała na cześć Polski polonem. Z tą postacią i dziedziną nauki, jaką się zajmowała, czyli chemią wiąże się projekt jednej z VI klas w naszej szkole. O chemii było głośno w naszej szkole w grudniu, kiedy to w sali gimnastycznej odbyły się pokazy chemiczne. Uwierzcie, że chemia może stać się "przygodą życia"!

red. Małgosia Wasilenko


Portret Marii Curie-Skłodowskiej wykonany przez Zdzisława Niedźwiedzia

Maria Salomea Skłodowska-Curie

ur. 7 listopada 1867 w Warszawie , zm. 4 lipca 1934 w Passy. Była fizyczką i chemiczką polskiego pochodzenia. Większość życia spędziła we Francji , tam też rozwinęła swoją karierę naukową.

Do jej dokonań należą: opracowanie teorii promieniotwórczości oraz odkrycie dwóch pierwiastków radu i polonu .Była dwukrotnie wyróżniona Nagrodą Nobla za osiagnięcia naukowe, po raz pierwszy w 1903 r. w dziedzinie fizyki wraz z mężem za odkrycie polonu, a po raz drugi w dziedzinie chemii za wynalezienie radu. Do dziś pozostaje jedyną kobietą, która tę nagrodę otrzymała dwukrotnie, a także jedynym uczonym w historii uhonorowanym Nagrodą Nobla w dwóch różnych dziedzinach nauk przyrodniczych.

Maria Skłodowska-Curie zmarła 4 lipca 1934 roku w alpejskiej klinice Sancellemoz w Passy na białaczkę.

Rodzina

ojciec: Władysław Skłodowski rodzeństwo : Zofia, Józef, Bronisława, Helena

matka: Bogusława Boguska

 

Skłodowska w naszej szkole

Wkrótce I Eliminacje w szkolnym konkursie na projekt "Miej wolny umysł - nauka przygodą życia". Nasi dziennikarze postanowili zapytać, jak przebiegają pracę nad projektami wśród starszych uczniów.

Klasa VI E, która w Roku Marii Curie - Skłodowskiej zainteresowała się chemią, postanowiła zaprosić wielką uczoną do swojej klasy. Czy wiecie, dlaczego patronka lubelskiej uczelni nosiła rękawiczki? Nie tylko dlatego, że były modne i eleganckie. Otóż odkrywczyni pierwiastka promieniotwórczego, jakim był rad, miała napromieniowane, zniszczone ręce. A wiecie, co wielka uczona mówiła o swojej pracy? Otóż mawiała, że uczony w laboratorium jest nie tylko chemikiem, ale jest jak małe dziecko, które przygląda się zjawiskom przyrody jak czarodziejskiej baśni. A wiecie, co robiła, kiedy była zmęczona? Rozwiązywała zadania z matematyki, bo to otrzeźwiało jej umysł. Mawiała także, że "Nauka to piękna rzecz".

Wam również, Drodzy Czytelnicy, życzymy wiele entuzjazmu podczas przygotowywania projektów związanych z nauką.

red. Anita Kostyńska

 


Walentynki

Agatka, kl. I C
Co sądzisz o walentynkach?
Są bardzo fajne.
Czy chciałabyś dać komuś prezent?
Tak, mojej koleżance Wiktorii.

Julka kl. ID
Co sądzisz o Walentynkach?
Są bardzo miłe.
Czy chciałabyś dać komuś prezent?
Tak mojej przyjaciółce.
Czy obchodziłaś już kiedyś Walentynki?
Tak, w przedszkolu.

Marta kl. II a
Co sądzisz o Walentynkach?
Są bardzo ciekawe i wesołe.
Czy dostałaś już kiedyś prezent?
Tak, od kolegi, bransoletkę.
Czy dasz komuś prezent?
Tak.

Maja kl.II c
Czy obchodziłaś już kiedyś Walentynki?
Tak.
A czy dostałaś prezent?
Od kolegi ze starszej klasy.


 

 

Sprawozdanie z koncertu >>

 


 

"KOCHAMY ANDRZEJKI!"


26.11.2010 r. przeprowadziłyśmy wywiad na temat "Andrzejek" z Natalką, Marcelem, Julką, Olą, Weroniką, Szymkiem i Karoliną,
czyli dziećmi ze świetlicy klas pierwszych.

Red: Czy wiecie, co to są "Andrzejki"?
Dzieci: To święta, wtedy się wróży.
Red: A jakie znacie wróżby?
Dzieci: No... na przykład lanie wosku...
Red: A dlaczego akurat wosku?
Dzieci: Jest taka tradycja i wtedy wychodzą rożne fajne kształty.
Red: A jakie wróżby lubicie?
Dzieci: Wróżenie z fusów herbacianych, z kart, z butów... wszystkie!
Red: Dużo wiecie! Lubicie to święto?
Dzieci: TAAAK!!! Kochamy je!
Red: A dlaczego je lubicie?
Dzieci: Bo są fajne zabawy, gasi się światła i zapala świece i ... można się dowiedzieć, za kogo się wyjdzie za mąż!!
Red: Dziękujemy za wywiad
Dzieci: Proszę bardzo, odwiedzajcie nas częściej!!!
Red: Natalia Poczek, Natalia
Plizga, Małgorzata Markowska

klasa VI E

 


 

DZIEŃ NAUCZYCIELA W NASZEJ KLASIE!!!

W dniu 14 października obchodziliśmy Dzień Komisji Edukacji Narodowej (Dzień nauczyciela).

Z tej okazji przeprowadziłyśmy wywiad z nauczycielką, panią Elą Rusinek, naszą byłą wychowawczynią i teraźniejszą, panią Anią Kuraś.

Oto wywiad z Panią Elą:

Red: Czy cieszy się Pani, że przez 3 lata uczyła naszą klasę?

E. R.: Cieszę się.

Red: Dlaczego Pani została nauczycielką?

E. R: Bo bardzo lubię dzieci i lubię z nimi pracować.

Red: Czy ma Pani rodzeństwo?

E. R: Mam rodzeństwo - siostrę.

Red: Ile lat pani uczy w naszej szkole?

E.R: 23 lata.

Red: Czy pierwsza Pani praca była w naszej szkole?

E.R: Tak.

Red: Bardzo dziękujemy za wywiad.

E.R : Dziękuję.

A to wywiad z Panią Anią:

Red: Czy cieszy się Pani, że uczy naszą klasę?

A. K.: Oczywiście, że się cieszę.

Red: Dlaczego Pani została nauczycielką?

A.K.: Przez przypadek.

Red: Czy ma Pani rodzeństwo?

A.K: Mam brata młodszego o 4 lata.

Red: Ile lat Pani uczy w naszej szkole?

A.K: Około 8 lub 9, nie pamiętam dokładnie.

Red: Czy pierwsza Pani praca była w naszej szkole?

A.K.: Nie.

Red: Bardzo dziękujemy za wywiad.

A.K.: Dziękuję bardzo.

Redaktorki: Kasia Jabłońska i Ania Urban. klasa IV D


"Zawsze chciałem być nauczycielem"

24.09.2010 r. przeprowadziłyśmy wywiad z nowym nauczycielem języka angielskiego, panem Piotrem Bataszowem.

Red.: Dzień dobry, jesteśmy z redakcji "Szóstego Zmysłu" i chciałybyśmy przeprowadzić z panem wywiad.

P.B.: Proszę bardzo.

Red.: Jak się pan czuje w naszej szkole?

P.B.: Bardzo dobrze, atmosfera bardzo miła, dzieci też są fajne i bardzo dobrze mi się pracuje.

Red.: Jakie klasy pan uczy?

P.B.: Pierwsze, trzecie, czwarte i szóstą.

Red.: A czy jakaś klasa zdobyła pana szczególną sympatię?

P.B.: Nie, wszystkie klasy lubię tak samo. Nie wyróżniam żadnej.

Red.: Jest pan miło zaskoczony pracą w tej szkole czy może rozczarowany?

P.B.: Jestem bardzo miło zaskoczony, bo dzieci się uczą.

Red.: Czy była to pana zaplanowana praca w szkole jako anglisty?

P.B.: To znaczy, wcześniej jeszcze przy podejmowaniu studiów, tak.

Red.: A co pana skłoniło do studiowania anglicystyki?

P.B.: To, że zawsze lubiłem angielski i chciałem pokazać innym, że fajnie jest się go nauczyć. Że może się przydać.

Red.: A dlaczego pan chciał zostać nauczycielem?

P.B.: Bo odpowiada mi ta praca, bo mam szanse wpływać na osobowości młodych ludzi i kształtować ich rozwój.

Red.: A które klasy się panu uczy lepiej, starsze czy młodsze?

P.B.: To jest troszeczkę inaczej, inny sposób pracy, u maluchów muszę tańczyć, śpiewać, klaskać, a ze starszymi klasami poprostu mówić.

Red.: Co panu się podoba w szkole, a co nie?

P.B.: Podobają mi sie wakacje, a nie podoba mi sie natłok papierkowej roboty. Jest bardzo dużo dokumentów do przygotowania i to czasami zajmuje więcej czasu niż samo uczenie.

Red.: Większość uczniów mówi, że nauczyciele nie maje prac domowych, czy to prawda?

P.B.: To nie prawda, mamy dwa razy więcej pracy niż uczniowie.

Red.: A na czym ta praca polega?

P.B.: N tym, że trzeba przygotować się do każdej lekcji. Jeżeli mam np. cztery lekcje, każdą w innej klasie, to do każdej muszę się oddzielnie przygotować. Muszę sprawdzić, czy mam materiały, czy zadania są dobre, czy łatwe czy trudne. Muszę jeszcze przygotować plan na cały rok.

Red.: Co lubi pan robić w wolnym czasie?

P.B.: Oglądać filmy, jedździć na rowerze gdy jest ciepło, poczytać dobrą książkę, słuchać muzyki i oczywiście obijać się.(śmiech)

Red.: Jaki jest pana ulubiony rodzaj muzyki?

P.B.: R'n'B,

Red.: A ulubiony film?

P.B.: Lubię filmy Tima Burtona, a najbardziej 'The Nightmare Before Christmas'.

Red.: A "Avatar"?

P.B.: "Avatar" jest fajny, ale nie zrobił na mnie szczególnego wrażenia.

Red.: A jeżeli chodzi o typowe brytyjskie filmy?

P.B.: Nie obracam się zabardzo w tym kręgu, ale lubię 'Cztery wesela i pogrzeb', czarny humor 'Monty Pythona'.

Red.: A czy pan wie, jakie jest święto 30 września?

P.B.: Dzień Chłopaka.

Red.: Jak pan chciałby to święto spędzić?

P.B.: Długo śpiąc! Jak mały chłopiec.

Red.: Jak Piotruś Pan.

P.B.: Tak, najchętniej.

Red.: Czy ma pan jakieś zwierzę?

P.B.: Nie, ale chciałbym mieć psa, labradora, bo to naprawdę fajne zwierzaki.

Red.: Jaka jest pana ulubiona potrawa?

P.B.: Uwielbiam pizze.

Red.: A potrawa nr 2?

Red.: Zupa pomidorowa?

P.B.: Nie, nie lubię zupy pomidorowej, ale lubię ryby i uwielbiam słodycze.

Red.: A ma pan ulubione cukierki?

P.B.: Nie, lubię wszystko co jest związane z czekoladą i cukrem.

Red.: A co by pan życzył naszej redakcji?

P.B.: Zawsze ciekawych artykułów i wywiadów.

Red.: Bardzo dziękujemy za wywiad. Do widzenia.

P.B.:Do widzenia.

red.Anita Kostńska
red.Anna Cyrankiewicz
red.Małgorzata Markowska
red.Milena Pilipczuk
klasa VI E


 

O czym warto pamietać we wrześniu i październiku?

- 09.09 Międzynarodowy dzień urody - czas trochę o siebie zadbać!

- 20.09 Akcja: Sprzątanie świata

- 22.09 Dzień bez samochodu (przejedż się do szkoły rowerem- zadbaj środowisko)

- 30.09 Dzień Chłopaka, szansa aby wykazać się oryginalnymi pomysłem na prezent dla fajnego kolegi
- 01.10 Międzynarodowy dzień muzyki.

- 04.10 Dzień ochrony zwierząt (zadbaj o naszych milusińskich)

- 08.10 Tydzień pisania listów (może warto na jeden dzień zrezygnować z sms-ów i powrócić do przeszłości)

- 14.10 DZIEŃ NAUCZYCIELA!!! NIE ZAPOMNIEĆ

- 29.10 Dzień odpoczynku dla zszarganych nerwów (ach... nareszcie coś dla ucznia)

- 03.10 Dzień bez papierosa

- 11.10 Święto Niepodległości

- 16.10 Dzień tolerancji uszanuj inność ludzi

- 21.10 Dzień życzliwości np. pomóż koledze/koleżance

- 25.10 Dzień pluszowego misia (przytul swojego najlepszego pluszowego kumpla)

- 29.10 Dzień bez zakupów (raz na jakiś czas można się powstrzymać od zakupów, chyba, że jesteś... zakupoholiczką.

Natalia Cieplińska VI C


Niezwykły gość

24 września odwiedził nas, na kółku dziennikarskim niezwykły gość, "człowiek sukcesu", modelka, Anna Szałaj. Opowiedziała nam jak osiągnąć sukces w modelingu. Pokazała nam, jak profesjonalne modelki chodzą po wybiegu. Chętnie rozdawała autografy i pozowała do wspólnych zdjęć. Według niej osiągnęła sukcesu przede wszystkim dzięki skromności i pokorze.

red. Karolina Jabłońska, VI E


 


 

Wywiad z Pierwszaczkiem

Redaktor - Jak masz na imię?
Sara -Sara.
Red. - W której jesteś klasie?
Sara- I D.
Red. - Kto jest twoim wychowawcą?
Sara- Pan Janusz Wożniak.
Red. - Jaki przedmiot najbardziej lubisz?
Sara- Religię, w-f i zajęcia z moim panem.
Red. - Czy masz fajnych nauczycieli?
Sara- Tak bardzo fajnych.
Red. - Co najbardziej lubisz robić na przerwach, a co na zajęciach kształcenia zintegrowanego?
Sara- Na przerwach lubię grać na komputerze w naszej sali, a na zajęciach uczyć się żonglowania.
Red. - Najbardziej miła rzecz jaka spotkała cię w naszej szkole?
Sara- Kiedy dostałam pierwszą szóstkę za to, że powiedziałam czym się różni kwadrat od prostokąta.
Red. - A czym się różni?
Sara- Prostokąt ma dwa boki dłuższe i dwa krótsze, a kwadrat wszystkie równe.
Red. - Gdzie Ci się bardziej podoba w szkole czy w przedszkolu?
Sara- W szkole, bo mogę nauczyć się wielu nowych rzeczy.
Red. - Dziękuje za udzielenie wywiadu.

Natalia Cieplińska VI C


 

Żywot agrafki

Leżałam zamknięta w ciemnym pudełku przez wiele lat. Jedyną rzeczą, jaką widziałam, było jego czarne wieczko. Nie miałam zbyt wiele zajęć, więc wspominałam czasy, kiedy moje życie było ciekawe i barwne.
Byłam nie dużą srebrną agrafką. Moja pani wykorzystywała mnie do upinania firanek. Była to interesująca praca, ponieważ miałam świetny widok na ludzi idących ulicą i na wszystkich domowników, których było dość wielu. Najczęściej widziałam starszą kobietę krzątającą się po niedużym pokoiku jakim było to mieszkanie. Była ona bardzo czystą i uporządkowaną osobą.Wszystko w domu było w idealnym porządku. Pewnego dnia zostałam zdjęta z firan i włożono do czarnego pudełka w kwiaty. Przykryto mnie równie czarnym wieczkiem. Leżałam tak przez wiele lat...
Pewnego dnia zupełnie niespodziewanie ktoś otworzył pokrywkę pudełka. Zobaczyłam twarz dziewczynki. Trudno opisać moją radość. Ktoś wreszcie uwolnił mnie z wieloletniego więzienia. Dziewczyna obejrzała mnie, a potem przypięła mnie do filcowego kotka. Od razu zaczęłam rozglądać się po domu. Wiedziałam, że moje dotychczas nudne i monotonne życie nareszcie po latach się zmieni. Wpięta w miękki jak poduszeczka brzuszek kotka jeżdziłam wszędzie z moją nową panią- Natalią.. Podróże są wspaniałe Widziałam, jak moja pani bawi się nad jeziorem i chodzi po lesie.
I tak oto stałam się wakacyjną pamiątką. Na mój widok Natalia uśmiecha się. Przypomina sobie beztroski czas wakacji. Odczuwa radość na wspomnienie zabaw w wodzie, wędrówek po lesie. Tęskni za spędzonymi na zabawie dniami, nowo poznanymi przyjaciółmi i pięknem przyrody.
A co ze mną?
Mam nowe mieszkanie w pokoju Natalii razem z filcowym kotkiem. Wiszę przywiązana do półki nad biurkiem i widzę, jak Natalia pisze jakieś ciekawe opowiadanie.
-Dobrze nam razem kotku? - zapytałam cicho.
-Mrrr, oczywiście -zamruczał kotek.

Natalia Cieplińska VI C


Ciag dalszy wywiadu...

Jest Pan absolwentem Szkoły Podstawowej nr 6 w Lublinie, czy ma Pan jakieś ciekawe wspomnienia z okresu szkoły?

Jestem po pierwsze bardzo dumny z tego powodu, że jestem absolwentem „szóstki” . Niezwykle miło wspominam te osiem lat w „szóstce”. Bardzo miło wspominam swoich wychowawców, między innym panią profesor Ignatowicz, która uczyła mnie historii, jest teraz na emeryturze, ale wiążę z jej osobą bardzo ciepłe wspomnienia. Przede wszystkim wspominam tą niezwykłą atmosferę, która zawsze była w „szóstce”: kameralności, przyjaznego nastawienia do uczniów ze strony nauczycieli, ale też bardzo przyjaznego nastawienia między uczniami w mojej klasie. Ja kontakty ze swoimi koleżankami i kolegami z klasy utrzymuję do tej pory, pomimo tego, że kilkoro z nich od dawna nie mieszka w Lublinie, i są to najtrwalsze przyjaźnie, które do tej pory mi się zdarzyły.

Jaki przedmiot najbardziej Pana interesował?

Język polski. Miałem bardzo srogiego nauczyciela od matematyki to był Pan profesor Kędra, więc matematyka w związku z tym też mnie bardzo mocno interesowała, ale język polski interesował mnie najbardziej.

Jakiego przedmiotu Pan nie lubił?

Przestałem lubić niektóre przedmioty później, gdzieś w starszych klasach liceum. Z podstawówką nie kojarzą mi się żadne złe wspomnienia. Może biologia, zawsze bardziej interesowali mnie ludzie a nie przyroda.

Czy działała wtedy gazetka szkolna? Czy może Pan o niej opowiedzieć?

Oczywiście, że działała gazetka i to była moja gazetka. To była gazetka „Sześć i pół” pisana 6 i 1. To była gazetka, której kilka numerów się ukazało, która powstawała na jednym z pierwszych komputerów w Lublinie i była kserowana na jednej z nielicznych kserokopiarek w Lublinie. To były dawne zamierzchłe czasy. Na szczęście już dziś takich problemów już nie ma i przede wszystkim możecie się skupiać na merytoryce gazetki a nie na tym jak ją wydać. Dla nas znacznie większym problemem wtedy było to, jak doprowadzić do tego by w ogóle powstało coś takiego jak gazetka. Gdzie kupić papier, jak znaleźć kserokopiarkę, czy komputer. Ale bardzo miło wspominam tamten czas, bardzo mocno zintegrowałem się i zaprzyjaźniłem z osobami, które tworzyły redakcję „Sześć i 1”. Mam nadzieję, że gdzieś w archiwach „Szóstki” moja gazetka jeszcze jest. Raz zdarzyło mi się napisać we wczesnych latach szkolnych do uczniaka, to była gazetka, która wcześniej była wydawana przez szkołę.

Jakiego rodzaju teksty umieszczaliście gazetce?

Były tam teksty dotyczące szkoły, rozrywki, filmów. Jeden z moich kolegów napisał tekst o wówczas bardzo popularnych „Wojowniczych Żółwiach Ninja”. To był film, który wchodził wówczas na ekrany kin i był bardzo popularny. Były też ciekawostki z Lublina, krzyżówki.

Którego nauczyciela najbardziej Pan cenił i dlaczego?

Miło wspominam wszystkich swoich nauczycieli, bo z perspektywy czasu zapomina się o tych negatywnych rzeczach a pamięta dobre, to jest zupełnie naturalne. Dlatego z perspektywy czasu, miło wspominam wszystkich nauczycieli, natomiast szczególnie miło wspominam Panią profesor Ignatowicz, która uczyła mnie historii i była wychowawcą mojej klasy przez wiele lat. Bardzo otwarta, wyrozumiała, ciepła, tolerancyjna osoba, ale z drugiej strony też kompetentna. Tworzyła świetną atmosferę w klasie. Myślę, że to też dzięki niej, te przyjaźnie, które między nami się zawiązały trwają tyle lat.

Dziękujemy za rozmowę.

Dziękuję

 


"Szkoła nocą, czyli Alicja w Krainie Czarów"

1 czerwca 2010r., czyli w Dzień Dziecka odbyło się przedstawienie pt. "Szkoła nocą, czyli Alicja w KrainieCzarów". Jak co roku uczniowie z naszej szkoły poszli do Chatki Żaka na przedstawienie "Nauczyciele dzieciom". W tym roku przedstawienie było czrodziejskie.

Alicja zasnęła na lekcji historii, gdy się obudziła nie wiedziała co się stało... Jej zdziwienie trwało przez całe przedstawienie. Wędrując tak po naszej szkole spotykała różne ciekawe osoby. Najpierw spotkała Kapelusznika ze swoim Susłem. Oni prosili ją, żeby poczęstowała się jedzeniem, a Alicja zaprotestowała, gdyż nie było żadnego jedzenia, na stoliku, tylko stała herbata. Jeszcze bardziej zdziwiona Alicja, odeszła dajej wędrować po szkole. Jej kolejną przygodą była nieoczekiwana wizyta królowej i króla kart. Królowa pytała się jej dziesięciu dat historycznych. W Mariannę, czyli w woźną wcieliła się pani od historii- pani Iwona Biłat. Marianna powiedziała,że wszystkie dzieci na widowni, które nie potrafią wymienić dat historycznych, mają wyjśc z sali. Paru uczniów z naszej szkoły dało się nabrać na ten żart i zaczęli wstawać i próbować wychodzić. Na koniec Pani Dyrektor przedstawiła każdą aktorkę i każdego aktora.

Przedstawienie podobało mi się, bo miało w sobie coś czarodziejskiego. Było fajne, lecz przedstawienie z tamtego roku pt."Śpiąca Królewna" było ciekawsze. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie również czarodziejskie przedstawienie i że będzie tyle samo fantastycznych rekwizytów.

Milena Pilipczuk kl. 5 e

 


 

Dzień Dziecka

Międzynarodowy Dzień Dziecka - dzień prezentów i zabawy! Najradośniejsze, najszczerzej roześmiane, rozkrzyczane święto ze wszystkich. W Polsce obchodzimy Dzień Dziecka 1 czerwca, na przełomie wiosny i lata, i ten termin sprawia, że kolorowe baloniki, będące jego wesołym symbolem widać praktycznie wszędzie. Na ten dzień z niecierpliwością czekają wszystkie dzieci i już kilka dni przed tą datą próbują odgadnąć jakie upominki dostaną od swoich najbliższych. Pewnie wszystko to wymienione sami przerabialiście. A czy znacie historię tego święta?

Historia

Wszystko zaczęło się już dawno w roku 1924 roku. Przedstawiciele ponad pięćdziesięciu krajów zgrupowanych w Lidze Narodów, na wniosek Międzynarodowego Związku Pomocy Dzieciom przyjęła uchwałę zwaną Deklaracją Praw Dziecka. Na tym się jednak na razie skończyło. Słowa: "Mężczyźni i kobiety wszystkich narodowości uznają, że ludzkość powinna dać dziecku wszystko, co posiada najlepszego i stwierdzają, że ciążą na nich, bez względu na rasę, narodowość i wyznanie - wyspecyfikowane następnie obowiązki." to już późniejsza historia Dnia Dziecka i pochodzą one z 1959 roku. Chociaż barwna historia Dnia Dziecka nie jest wolna od podtekstów politycznych, a konkretny kształt temu świętu nadała dopiero Konwencja o Prawach Dziecka z 1989 r., z całą pewnością zmieniła na lepsze pozycję dzieci wobec prawa. Dziś nikt nie kwestionuje prawa dziecka do życia, rozwoju, nauki i miłości, a historia Dnia Dziecka stanowi jedynie smutne przypomnienie, że nie zawsze to było takie oczywiste.

Dzień Dziecka w Szóstce

Jak obchodzimy Dzień Dziecka w naszej szkole? Co roku organizowane są przedstawienia w Chatce Żaka "Nauczyciele dzieciom". Ostatnie z nich - 1 czerwca 2010 r. (wtorek) - miało tytuł "Alicja w Krainie Czarów, czyli szkoła nocą". Opowiadało o dziewczynce Alicji, która zasnęła i śniły się jej postacie z "Alicji w Krainie Czarów" tylko, że… w szkole! Nauczyciele dostali niesamowity aplauz - zasłużyli sobie na to. Przedstawienie i aktorzy byli świetni, na pewno wszystkim się podobało. Gdzie jeszcze dzieci wybierają się w ten szczególny dzień z nauczycielami? Na lody, do kina…

Redakcja życzy Wam wielu prezentów i wszystkiego co najlepsze!

Ania Laskowska 5c


Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie

W 200. rocznicę urodzin Chopina, po gruntownym remoncie i modernizacji, otwarto Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie. "To najnowocześniejsze muzeum biograficzne w Europie, czy też na świecie" - powiedział minister kultury Bogdan Zdrojewski.

W uroczystości uczestniczyli m.in. prezydent Lech Kaczyński z małżonką Marią, metropolita warszawski abp Kazimierz Nycz, nuncjusz apostolski abp Józef Kowalczyk, prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz.

"Pamiętam, jak dwa lata temu byłem w tym miejscu. Tego budynku po mojej lewej stronie (Centrum Chopinowskie - PAP) nie było, a budynek po mojej prawej stronie (Muzeum Fryderyka Chopina - PAP) miał zaledwie 800 metrów powierzchni użytkowej. Rok Chopina zbliżał się nieubłaganie i wydawało się, że skala tych przygotowań jest tak duża, że niemożliwa do zrealizowania. Jednak udało się" - ocenił minister kultury Bogdan Zdrojewski.

Teraz Muzeum Fryderyka Chopina dysponuje nieporównywalnie większą przestrzenią, a obok Zamku Ostrogskich, w którym Muzeum się mieści, stanął nowy gmach: Centrum Chopinowskie, połączone z Zamkiem podziemnym korytarzem. W Centrum mieści się siedziba instytucji chopinowskich, a także m.in. punkt informacji turystycznej, fonoteka, biblioteka i kawiarnia.

"Chopinowi należy się ten dom w Warszawie (...), bo trudno nazwać tę instytucję tylko placówką muzealną" - ocenił szef resortu kultury. "Bardzo zależało mi na tym, aby ta uroczystość odbywała się w 200. rocznicę urodzin Chopina. Kiedy Chopin mieszkał w Warszawie, ten budynek nie miał drugiego piętra, ale Chopin na pewno tędy się przechadzał, bo Chopin kochał Warszawę" - mówił Zdrojewski.

Prezydent Lech Kaczyński zwrócił uwagę, że Muzeum Fryderyka Chopina jest tak samo potrzebne jak Muzeum Powstania Warszawskiego. "Te muzea były bardzo Polsce potrzebne - polskiej historii. (...) Muzeum Fryderyka Chopina to element polityki, która nie wszystkim się podoba, polityki historycznej. Musimy jednak pokazywać światu naszą tożsamość, a jest to nie tylko historia walk, (...) ale też historia polskiej kultury" - zaakcentował prezydent Kaczyński.

"To właśnie w muzyce Polska i Polacy odnieśli w historii największe sukcesy. Fryderyk Chopin to przykład numer 1, ale mamy też przecież Szymanowskiego, Pendereckiego, Lutosławskiego - wielu innych współczesnych i dawnych twórców muzyki, którzy mają swe miejsce w historii. Chopin zajmuje jednak miejsce szczególne. (...) Chopin był - w sensie etnicznym - pół Francuzem, pół Polakiem i pamiętamy o tym oczywiście, ale jego muzyka to muzyka tylko i wyłącznie polska, o tym też chcemy pamiętać" - podkreślił.

Anita Kostyńska, kl. V E

 


Rok 2010 ogłoszono:

1. Międzynarodowym Rokiem Różnorodności Biologicznej
2. Rokiem Fryderyka Chopina
3. Europejskim Rokiem Walki z Ubóstwem i Wykluczeniem Społecznym
4. Rokiem Bitwy pod Grunwaldem
5. Rokiem Króla Kazimierza Wielkiego w Będzinie

Okrągłe rocznice:

1. 600-lecie Bitwy pod Grunwaldem
2. 400-lecie Bitwy pod Kłuszynem
3. 100-lecie ustanowienia święta Dnia Kobiet
4. 30-lecie powstania Solidarności
5. 200 rocznica urodzin Fryderyka Chopina
6. 5 rocznica śmierci Jana Pawła II
7. 219 rocznica uchwalenia Konstytucji 3 maja
8. 65 rocznica zakończenia II wojny światowej w Europie
9. 100 rocznica śmierci Marii Konopnickiej
10. 90 rocznica urodzin Jana Pawła II
11. 400 rocznica Bitwy pod Kłuszynem
12. 600 rocznica Bitwy pod Grunwaldem.

Przygotował red. Damian Włada, klasa V E


200 rocznica urodzin Fryderyka Chopina i Rok Chopinowski

Czy wiecie, że z okazji 200 rocznicy urodzin Fryderyka Chopina i Roku Chopinowskiego zostanie otwarte w Warszawie, w Zamku Ostrogskich jego nowe muzeum? Będzie ono niezwykłe, bo interaktywne. Będą tam animacje, ekrany dotykowe z informacjami, znajdziemy też interaktywne mapy. Kiedy wczytamy kartę, uruchamiane będą różne multimedialne prezentacje. W piwnicach odbędą się projekcje, na parterze znajdzie się jego pokój dziecięcy, a na dwóch górnych piętrach wystawy dotyczące jego osobowości, podróży i śmierci. Na jednej z warszawskich ulic można też będzie spotkać ławki ze szwedzkiego granitu, grające utwory Chopina. Polacy bardzo przygotowują się do rocznicowych obchodów związanych z naszym największym kompozytorem.

Bartek Kasprzak, klasa V e

A my? W naszej szkole (podobno?) też planowane są działania związane z Rokiem Chopinowskim. Może konkurs pięknego czytania wierszy o Chopinie, może wieczór autorski i wywiady z samym Chopinem, może prace plastyczne i poetyckie zainspirowane muzyką Chopina? A czy wiecie, kiedy dokładnie przypada dzień 200 rocznicy urodzin kompozytora? 22 lutego czy 1 marca? Zapytajcie panią od muzyki!



15 lipca 1410 r. wybuchła jedna z największych bitew w historii średniowiecznej Europy - bitwa pod Grunwaldem. 15 lipca 2010 r. będziemy obchodzić 600-lecie tego wydarzenia. Została ona stoczona na Psim polu. Wielka wojna została stoczona między siłami Zakonu Krzyżackiego, wspomaganego przez rycerstwo zachodnioeuropejskie, pod dowództwem mistrza Ulricha Von Jungingena, a połączonymi siłami Polski, Litewsko - Ruskimi i Smoleńskimi oraz posiłkowymi oddziałami czeskimi, mołdawskimi i tatarskimi pod dowództwem króla Polski Władysława II Jagiełły.

red. Damian Włada, klasa V E


21 stycznia naszą szkołę odwiedzili uczniowie III LO im. Unii Lubelskiej w Lublinie. Opowiedzieli nam o problemie azbestu w naszym województwie i w całym kraju. My sami też chcieliśmy się dowiedzieć, o co to całe zamieszanie?

Azbest to nazwa włóknistych minerałów, które występują naturalnie w przyrodzie. Powszechnie wykorzystywano go w budownictwie (tzw. "eternit" służył do pokrywania dachów), lecz obecnie jest to zakazane, gdyż azbest jest szkodliwy dla zdrowia! Aż włos jeży się na głowie, jak się o tym słucha!
W latach 80-tych XX wieku, azbest uznano za jeden z najbardziej rozpowszechnionych czynników rakotwórczych i obecnie wiadomo, że jest on jednym z najgroźniejszych zanieczyszczeń na ziemi! Dlatego ważne jest, aby uświadomić ludziom, jak poważny stanowi to problem. Tak powiedzieli nam uczniowie liceum. Mieliśmy okazję obejrzeć ich prezentację i zachęcamy wszystkich, którzy jej nie widzieli lub chcieliby dowiedzieć się więcej, do odwiedzenia strony internetowej www.azbestout.pl

Red. Anita Kostyńska, kl 5e i siostra Marlena Kostyńska z III LO


 

Recenzja z przedstawienia "W drodze na Olimp"

W czwartek 3 grudnia na scenie Chatki Żaka odbył się spektakl zatytułowany "W drodze na Olimp". Obejrzały go dzieci z V klas z Lublina i okolic. Nasza klasa również miała przyjemność obejrzenia tego spektaklu. Oparty był na mitologii. Odegrano siedem mitów w następującej kolejności:
1. Mit o stworzeniu świata
2. Mit o Posejdonie i Amfitrycie
3. Mit o Syzyfie
4. Mit o Prometeuszu i Pandorze
5. Mit o Erosie i Psyche
6. Mit o Dedalu i Ikarze
7. Mit o Herkulesie

Przedstawienie mitów poprzedzone było wystąpieniem dwóch aktorów, którzy wyjaśnili co znaczy słowo „mit” i omówili różne zagadnienia niezbędne do zrozumienia całości spektaklu. Przede wszystkim wyjaśnili, co mity opisują. Pierwszy z przedstawionych mitów opowiadał o stworzeniu świata. Aktorka, która opowiadała o przebiegu tego wydarzenia, stała w miejscu niewidocznym dla widzów. Scenę wypełniał dym, który w czerwonym świetle reflektorów wydawał się być różowy. Drugi mit opowiadał o tym, jak to Posejdon zakochał się w pięknej nimfie o imieniu Amfitryta. Na początku nimfa obawiała się Posejdona. Sądziła, że bóg mórz i oceanów jest złą osobą. Jednakże Posejdon złożył jej obietnicę, że po ślubie wszystkie jego podwodne pałace staną się również jej własnością. Wtedy Amfitryta zgodziła się poślubić władcę wód. Trzeci mit dotyczył historii Syzyfa, który był królem Koryntu. Jako król był on często zapraszany na Olimp, by ucztować razem z zamieszkującymi tam bogami. Syzyf nie był uczciwy wobec bogów, podkradał im boskie pożywienie i częstował nim ludzi. Bogom nie podobało się to, ale wybaczali mu. Jednak za zdradę ważnej tajemnicy skazali go na śmierć. Syzyf starał się uniknąć tej kary przy użyciu podstępu. Ostatecznie Syzyf nie tylko umarł ale po śmierci musiał wykonywać ciężką i pozbawioną sensu pracę. Wtaczał wielki głaz pod górę. Zawsze kiedy głaz był już blisko szczytu góry – spadał w dół. Następny mit opowiadał o Prometeuszu i Pandorze. Prometeusz był tytanem, który chciał pomagać ludziom. Widząc, iż są oni słabi, dobry tytan podarował im ogień. Zeus zezłościł się na Prometeusza, a widząc ludzi coraz mądrzejszych i silniejszych, przestraszył się, że pozbawią go tronu i władzy. Dlatego stworzył kobietę, którą nazwał Pandorą. Następnie wysłał ją na ziemię razem z puszką, w której były zamknięte wszystkie nieszczęścia i choroby. Pandorę poślubił brat Prometeusz, który będąc w niej bardzo zakochany nie oparł się jej namowom, aby otworzyć puszkę. Kiedy to uczynił, na świat spłynęły choroby i nieszczęścia. Prometeusz chciał odpłacić Zeusowi za podstęp i sam dopuścił się podobnego czynu. Zeus ukarał go za to straszliwym cierpieniem. Przypiął go nagiego do skały Kaukazu by głodny sęp co dzień wyjadał mu wątrobę. Cierpieniu jego nie było końca, ponieważ wątroba odrastała każdej nocy. Zeus za podstęp ukarał także ludzi. Odebrał im ogień.
Piąty mit dotyczył historii Erosa i Psyche. Eros był bogiem miłości. Strzelał do ludzi z łuku. Trafieni ludzie natychmiast zakochiwali się. Pewnego razu Eros wystrzelił w niebo. Strzała zawróciła i trafiła w strzelca, który zakochał się w Psyche. Eros nie chciał, aby jego wybranka zobaczyła jego twarz, gdyż wiedział, że za ten postępek Psyche zostanie ukarana . Jednak Psyche była tak ciekawa, że postanowiła zobaczyć twarz swojego kochanka. Kiedy to uczyniła Eros zniknął. Przedostatni z przedstawionych mitów opowiadał o królu Krety, Dedalu i jego synu Ikarze. Dedal pragnął wrócić do swojej ojczyzny. Ponieważ król zabraniał mu tego, Dedal szukał sposobu ucieczki. Wymyślił skrzydła. Pomysł ten był bardzo dobry, jednak Ikar pragnąc być bliżej słońca wzbił się zbyt wysoko. Wosk ze skrzydeł roztopił się. Zniszczone skrzydła nie uniosły ciężaru młodzieńca, który poniósł śmierć. Ostatni z mitów dotyczył historii Herkulesa. Przedstawiono w nim spotkanie tego wyjątkowo silnego i sprytnego człowieka z Eurysteusem - królem, który zlecił mu wykonanie kilku niezwykłych prac. Herkules wywiązał się z powierzonych mu prac wspaniale. Ostatnią z nich było przyprowadzenie do króla piekielnego psa Ceresa. Pies bał się Herkulesa, natomiast nie bał się króla. Będąc głodnym Ceres pożarł Eurysteusa. Opisywany spektakl miał kilka atutów. Przede wszystkim wzbogacił wiedzę na temat wydarzeń opisanych w mitologii. Niestety, ponieważ mity zostały przedstawione w sposób skrócony, tzn. ukazano tylko wybrane wydarzenia, obejrzenie spektaklu nie zastąpi przeczytania tej bogatej w fakty lektury. Na przykład mit o Herkulesie obrazuje tylko sześć spośród 12 zadań wykonanych przez niego. Kolejnym atutem spektaklu jest to, że pogłębia prawdę o życiu i człowieku. Uświadamia, że za złe czyny, np. podstęp, zdradę tajemnicy lub zbytnią ciekawość człowiek ponosi karę. Brat Prometeusza nie opanował swojej ciekawości i otworzył tajemniczą puszkę, a na świat przyszły choroby i nieszczęścia. Spektakl bogaty był w humor. Uśmiecham się, przypominając sobie zabawne dialogi bohaterów. Na przykład: rozmowę Dedala ze swym synem Ikarem, w której ostrzega on Ikara, aby nie wzbijał się zbyt wysoko ku słońcu, czy wymianę zdań pomiędzy Herkulesem i Eurysteusem o złotych jabłkach. Najbardziej jednak rozśmieszył mnie ten oto dialog:
Ikar woła:- Mariolka! Mariolka!
Dedal mówi do niego :-Tak się nie woła ptaszka. Musisz zrobić: cip, cip, cip, cip, cip.
Ikar woła :- cip, cip, cip, cip, cip, – a potem dodaje – Mariolka! Mariolka!
Detal upomina go: - Och tylko cip, cip, i dodaje - Zawołajmy ją razem.
Obaj wołają :-cip, cip, cip, cip, cip.
Słabą stroną spektaklu było to, że nie podano żadnej informacji o reżyserze, obsadzie aktorskiej, scenarzyście oraz o autorze scenografii, operatorze dźwięku czy światła. Ocena filmu byłaby wtedy o wiele pełniejsza. Ogólnie przedstawienie podobało mi się i polecam obejrzenie go, szczególnie piątoklasistom. Pomimo że, nie ukazuje ono wszystkich faktów z mitologii i jak wspomniałam przeczytanie lektury jest konieczne, to jednak pozwala lepiej ją zrozumieć. Poza tym spektakl jest dość zabawny i z pewnością może poprawić humor wielu osobom.

Małgorzata Markowska, klasa V E


ŚWIĄTECZNA REFLEKSJA...

Nie lubię billboardu na ulicy ze smutną buzią chłopca i podpisem: "Święta cieszą tylko w rodzinie"...
Długo oczekiwane Święta Bożego Narodzenia to czas, który spędzamy w rodzinnym gronie. Próbujemy pysznych potraw Mamy, Taty, Babci. Pod choinką znajdujemy piękne i wymarzone prezenty. Składamy sobie życzenia. Śpiewamy kolędy przytuleni do Babci. Fajnie, rodzinnie...

W wielu domach święta nie są jednak wyjątkowym dniem. Aż strach pomyśleć, że są ludzie, którzy nie lubią Świąt, np. dzieci z Domów Dziecka. W okresie świątecznym serca ludzi powinny szczególnie otwierać się na potrzeby innych. Dlatego są organizowane zbiórki świąteczne, Wigilie dla bezdomnych i inne akcje. Święta to sprawdzian naszej życzliwści, wrażliwości, otwarcia na drugiego człowieka. A co by było, gdyby nieznajomy gość, na którego tradycyjnie czeka puste nakrycie, przyszedł na prawdę? Jeżeli w tym roku nie udało się nam wspomóc żadnej akcji, warto to zrobić w każdej chwili. Zawsze, nie tylko w Święta trzeba pamiętać o bliźnich.

Justynka


 

Chciałbym przedstawić recenzję książki Zbigniewa Nienackiego. Jej tytuł to "Pan Samochodzik i Niewidzialni". Jest to jeden z piętnastu tytułów tej serii. Wróćmy jednak do "Niewidzialnych".

Jest to "przygodówka", ale poniekąd i kryminał. Książka opisuje przygody Tomasza N, pracownika Ministerstwa Kultury i Sztuki. Na pierwszy rzut oka wydaje się zwykłym podwładnym, lecz w rzeczywistości zajmuje bardzo ważne stanowisko. Jest to tajna, ale legalna grupa o nazwie "Samodzielny Referat do Zadań Specjalnych" będąca w rękach dyr. Marczaka. Zajmowała się ona odszukiwaniem zaginionych i skradzionych dzieł sztuki. Ma on wielu przyjaciół ratujących przyrodę, którzy przyjdą mu z pomocą.

Wszystko zaczyna się od wstawienia drugiego biurka do pokoju Tomasza. Jak się okazuje później urzędować będzie tam panna Monika. Tytułowi Niewidzialni była to grupa przestępcza zajmująca się kradzieżą i sprzedażą dzieł sztuki. Ich system bezpieczeństwa był bardzo sprytny. Każdy członek mafii znał tylko jedną osobę "nad sobą" i "pod sobą". Dlatego sprawą zajął się właśnie podwładny Marczaka. Zachwycił mnie opis wehikułu detektywa Tomasza: miał karoserię zabytkowego gruchota, lecz silnik Ferrari i był amfibią, o czym świadczy śruba. Książka jest bardzo ciekawa i ładnie obłożona. Polecam wszystkim, którzy lubią lekki dreszczyk emocji.

Red. Bartek Kasprzak, klasa V E



Co warto przeczytać?

"W pustyni i w puszczy" H. Sienkiewicza to wspaniała opowieść o pięknych uczuciach i wartościach. Jednym z najcenniejszych jest przyjaźń. Udowodnię, iż jest ona obecna podczas wędrówek Stasia i Nel.

Chłopiec bardzo kochał dziewczynkę. Był do niej bardzo przywiązany, jak i Nel do niego również. Szczególnym dowodem przyjaźni do małej było to, kiedy bardzo ją wspierał w trakcie choroby - febry. Bardzo się o nią troszczył. Gdy Nel pewnego dnia załamana powiedziała: "Ja już nie wrócę do tatusia", odrzekł "Wrócisz"
i przytulił ją do piersi. Bóg wynagrodził Stasia za to, jak pilnie strzegł dziewczynki. Kilka dni później chłopiec odnalazł obóz Lindego. Szwajcar dowiedział się o ciężkiej chorobie Nel, postanowił im pomóc. Dał dzieciom herbatę, ryż, kawę i aż dwa słoiki chininy. Dziewczyna po jakimś czasie wyzdrowiała, lecz tylko dzięki trosce, miłości i przyjaźni, którą Staś żywił wobec niej.

Drugim nie mniej ważnym dowodem jest to, jak Staś sam nie pił wody, kiedy jej brakło, tylko odstępował ją Nel. Jakby nie darzył jej przyjaźnią, nie kochał jej, sam wypiłby tyle, ile by potrzebował. Lecz wtedy, gdy płynu było tylko kilka kropel, cała karawana podumierała, a sam Staś poruszając ustami odczuwał pieczenie, jakby tysiące igieł wbijało mu się w wargi, oddał wodę Nel. Powstrzymał się. Przezwyciężył niesamowitą chęć odebrania wody dziecku. Był to wielki wyczyn!

Odczujcie, jak wielka przyjaźń, wielkie uczucie łączyło tę dwójkę dzieci. Staś bardzo pomagał Nel, ale ona również go wspierała. Mógł odczuć jej wielką radość z drobnych, małych rzeczy. Pomogła mu przetrwać. Bierzmy z nich przykład!

Anita Kostyńska, klasa V E

 


Moja opinia

Uważam, że mundurki faktycznie mogą się nie podobać, ale pamiętajmy o tym, że gdy w nich chodzimy pokazujemy, że szanujemy naszą szkołę i jej tradycję. Czyż nie głupio byłoby, gdyby przyszło reprezentowć naszą szkołę na ważnej uroczystości i wszystkie dzieci z innych szkół miałyby mundurki, a my nie? Jak byśmy się czuli, gdyby na przykład ktoś powiedział: "Ta "Szóstka" na Czwartaków musi być złą szkołą, skoro pozwalają dzieciom chodzić w "bylejakich" strojach, w dodatku, w takim, kto chce! Pokażmy tym ludziom, że to nieprawda, że nasza szkoła jest fantastyczna, dobra, a my jesteśmy dumni, że do niehj chodzimy!

Małgorzata Markowska Ve


Wkrótce odbędzie się Rewia Szkolnej Mody!

Bądź za biało-granatowo-czerwonym!

Dziewczyny z V E już się szykują!

 


We wtorek, 13 października, br. dziennikarze "Szóstego Zmysłu" przeprowadzili wywiad z Panią Dyrektor na temat mundurków szkolnych.

Redakcja: Jak zachęciłaby pani uczniów naszej szkoły do noszenia mundurków?

Pani Dyrektor: Staram się robić to cały czas, ale na razie, jak widzicie, z niewystarczającym skutkiem. Myślę, że inicjatywa należy do Was, uczniów. Można wymyślić jakieś dodatki, np. krawaty. Możecie zorganizować np. pokaz szkolnej mody.

Red.: Dlaczego w strojach naszej szkoły dominuje właśnie taka kolorystyka, czyli granatowy, biały i czerwony?

P. D.: Ponieważ to są tradycyjne szkolne barwy, są eleganckie, nie wyróżniają się i są uniwersalne. Kolory mundurków to rzecz umowna, oczywiście mógłby być bordowy i żółty, ale to byłby kłopot dla waszych rodziców kupić rzeczy w takich kolorach. A co do samych mundurków? W szkołach zachodnich wszyscy je noszą. Nawet w Waszych ulubionych książkach czy filmach z Harrym Pottrerem uczniowie noszą mundurki.

Red.: A czy mógłby być czarny lub szary?

P. D.: Uważam, że te kolory są dla dzieci za poważne, za smutne.

Red.: Czy nie uważa pani, że jest już za zimno na spódniczki?

P. D.: Moim zdaniem teraz, kiedy są modne grube, wzorzyste rajstopy, można je nosić do spódniczek.

Red.: A czy dziewczyny mogą nosić spodnie, np. jeansowe?

P. D.: Tak, jak najbardziej.

Red.: Dziękujemy za rozmowę.

red. Magdalena Pawłowicz i red. Karol Kowalski, klasa VC

 


Wywiad miesiąca!

We środę 07.10. 2009 r., na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie, odbył się wykład dla nauczycieli, który wygłosiła Pani Dorota Zawadzka, znana z telewizji jako "Superniania "
Dziewczynom z "Szóstego Zmysłu" udało się przeprowadzić z nią wywiad. W zorganizowaniu tego przedsięwzięcia, czyli wywiadu z tak znaną osobą, pomogły im trochę mamy.
Wywiad przygotowały: Ewa Dmowska, Magda Pilzak i Natalia Cieplińska, z klasy VC. Dla Dziennikarek - wielkie gratulacje, a was Szanowni Czytelnicy, zachęcamy do lektury
.

SUPERNIANIA w LUBLINIE

Redakcja: Dzień dobry. Jesteśmy ze Szkoły Podstawowej nr 6 w Lublinie. Chciałybyśmy przeprowadzić z Panią wywiad do szkolnej gazetki "Szósty Zmysł"? Jakie ma Pani wykształcenie?
Dorota Zawadzka: - Z wykształcenia jestem psychologiem. Wcześniej skończyłam studia dla nauczycieli nauczania początkowego, czyli klas 1- 3 szkoły podstawowej.
Red.: Kto był dla Pani w dzieciństwie największym autorytetem?
D.Z.: Moja mama. I jest do dzisiaj...
Red.: - Kim chciała Pani zostać, kiedy była Pani dzieckiem ?
D.Z.: Zawsze chciałam zostać nauczycielką. Wszystkie moje lalki musiały się uczyć różnych przedmiotów. Ja miałam dziennik i stawiałam im stopnie. Od zawsze marzyłam, aby uczyć.
Red.: - Czy została Pani Supernianią dlatego, że kiedyś była Pani super-dziewczynką, zawsze grzeczną, posłuszną i miłą?
D.Z.: Ja nigdy nie byłam super-grzeczną dziewczynką. Miałam raczej chłopięce pomysły. Wszędzie było mnie pełno. Myślę, że to właśnie pozwoliło mi zostać supernianią, dobrym psychologiem i fajną mamą. Wiem, co się kryje w dziecięcych głowach. Jakie fantastyczne pomysły mogą się w nich zrodzić. I co robią dzieci, gdy dorośli na nie nie patrzą. Tak naprawdę, wiem dużo więcej o dzieciach niż o dorosłych. A sama nie byłam zbyt grzecznym dzieckiem.
Red.:- Dlaczego warto być supernianią, a nie na przykład super-piosenkarką lub super-aktorką?
D.Z.: Hmm... Myślę, że to zależy, co kto umie i lubi robić. Gdybym miała talent aktorski być może zostałabym aktorką. Gdybym umiała śpiewać, prawdopodobnie zostałabym piosenkarką. Mnie wydawało się jednak, że najlepiej umiem bawić się z dziećmi. Dlatego zostałam nauczycielką. A jako Superniania uczę już bardziej dorosłych niż dzieci. Myślę sobie, że w każdym zawodzie można być super: super-kierowcą, i super-piosenkarką, i super-księgową, czy panią na poczcie albo sklepową. Wszystko jedno. Jak się kocha to, co się robi, to w każdym zawodzie można być super.
Red.: - Czy miło jest być osobą znaną i czy często ludzie rozpoznają Panią na ulicy?
D.Z.: Jest bardzo miło, choć czasem bywa to męczące. Np. jak idę robić zakupy, ludzie zaczepiają mnie i proszą o porady. Ja zawsze ich udzielam, nigdy się nie odwracam i nie udaję, że nie słyszę. Zakupy trwają wtedy dłużej... Popularność - to bardzo miłe uczucie, ale jeśli chce się zachować prywatność, to jest trudno. Kiedy wychodzę na spacer z psem - nieuczesana albo w powyciąganych dresach i ktoś mnie wtedy rozpozna, to się czerwienię...
Red.: - Czy może nam Pani powiedzieć, czy dzieci z programu zmieniają się na grzeczniejsze i czy zostają takimi na długo?
D.Z.: Hmm... Odpowiedź na to pytanie nie jest taka prosta. Na pewno się zmieniają. Nie wiem, czy na "grzeczniejsze", bo definicji grzecznego dziecka nie znam. Na pewno lepiej im się rozmawia z rodzicami. Z pewnością są bardziej posłuszne. Jest jednak tak, że pewne problemy się kończą, a inne zaczynają. Bo inaczej rozwija się dwu lub czterolatek, a inne problemy ma dziesięcio czy dwunastolatek. Jestem w stałym kontakcie z rodzicami dzieci z programu. Ostatnio dzwoniła do mnie mama pewnej dziewczynki, Julki. Julka nie chciała chodzić do szkoły. I codziennie o 7.00 rano przez dwa tygodnie konsultowałyśmy, co w tej sytuacji zrobić. Problemy dziewczynki, z którymi pracowałam wcześniej, skończyły się, ale pojawiły się, jak to bywa w życiu, nowe...
Red.: - Jakich rad udzieliłaby Pani naszym wychowawcom, kiedy w szkole jesteśmy niegrzeczni?
D.Z.: Wiesz, myślę, że nie ma kogoś takiego jak niegrzeczne dziecko. Czasem rzeczywiście trudno sobie poradzić z dużą grupą dzieci. Ja dałabym dzieciom trochę więcej luzu, wbrew temu, co się mówi, że w szkole wszyscy powinni grzecznie siedzieć i patrzeć na Panią...[...] Trzeba uczyć dzieci, że chodzenie do szkoły może być interesujące, a nie jest jedynie przymusem. Chciałabym, aby dzieci ode mnie jako nauczycielki dowiedziały się, że do szkoły warto chodzić, bo to jest ciekawe miejsce i to powinno być moim zadaniem numer jeden. A co mogłabym poradzić, gdy dzieci są niegrzeczne? Myślę, że cierpliwość, wyrozumiałość i czas poświęcony każdemu z tych dzieci, próba dowiedzenia się, dlaczego one takie są - bardzo pomogą.
Red.: - Czy mogłaby Pani rozwinąć takie zdanie: Super-dziecko to:...
D.Z.: To każde dziecko... To każde dziecko... Ja więcej nic nie dodam. Uważam, że każde dziecko jest super!
Red.: - A super-nauczyciel to:...?
D.Z.: Super-nauczyciel, to osoba, która lubi dzieci, lubi z nimi być, lubi przekazywać wiedzę. Super-nauczyciel to osoba, która zachęca dzieci do chodzenia do szkoły, pokazuje, że wiedza jest najlepszą przygodą w życiu, że nie ma nic bardziej wartościowego. To jest dla mnie super-nauczyciel.
Red.: - Gdyby została Pani Ministrem Oświaty, co zmieniłaby Pani w polskiej szkole?
D.Z.: Na pewno zmieniłabym programy nauczania. Tak, aby dzieci mogły uczyć się mniej rzeczy, które potem nigdy w życiu się nie przydają. Uczyłabym raczej nie tyle wiedzy, co umiejętności. Żebyście potrafili robić różne rzeczy albo wiedzieli, gdzie szukać potrzebnych informacji, a niekoniecznie znali to wszystko na pamięć. Zadbałabym też o to, aby klasy były mniej liczne i żeby wszyscy w szkole się znali.
Red.: - Co Pani uznaje za swój największy sukces?
D.Z.: Wychowanie dwóch fajnych synów. To jest mój największy życiowy sukces, że moi synowie są fajnymi facetami.
Red.: A jak Pani ich wychowywała?
D.Z.: Byłam dla nich przyjaciółką, miałam zawsze dla nich czas. Byli dla mnie najważniejsi, w dobrym tego słowa znaczeniu. Moje życie też się liczyło, ale zawsze ich uważnie słuchałam. Myślę, że byłam fajną mamą. Moi synowie mówią, że jestem nadal fajną mamą. Taką, na której można polegać. Pozostałam dla moich synów prawdziwym przyjacielem. I to jest mój największy sukces.
Red.: - Dziękujemy za rozmowę.
D.Z.: Ja również bardzo dziękuję. Mam nadzieję, że się wywiad udał.
Rozmawiały: Ewa Dmowska, Magda Pilzak. Przygotowały do druku: Natalia Cieplińska, Ewa Dmowska, Magda Pilzak. Pomagały Mamy dziewczynek.


Jak zapewne wiecie, w naszej szkole obowiązuje noszenie mundurków. Bardzo wielu uczniów oburza się na wieść o tym. "Ja tego nie będę nosić", "Tylko nie mundurki ! Nie cierpię tego" - takie rozmowy słychać na korytarzu szkolnym. Ale czy mundurki są naprawdę takie "beznadziejne"? I czy na pewno nie służą niczemu?

A może warto by się jednak zastanowić nad sensem wprowadzenia ich do naszej szkoły?
Przypomnijmy zapis w Statucie S.P.6:

"Dbać o schludny wygląd, nosić codzienny strój szkolny wraz z tarczą, zgodnie z przyjętą granatowo - biało - czerwoną kolorystyką oraz według przyjętego wzoru: dla dziewcząt - spódniczka w układane plisy lub spodnie, kamizelka ewentualnie żakiet; dla chłopców - spodnie, kamizelka ewentualnie marynarka (zestawy z ednego materiału). Tarcza powinna być umieszczona z lewej strony stroju szkolnego na klatce piersiowej".

Statut rzecz święta i kropka!

Nie ma co marudzić! Wyzwanie noszenia mundurków trzeba przyjąć! Ale żeby dorzucić coś z własnej inicjatywy, przedstawiamy wam kilka przykładów stroju szkolnego dziewcząt:

Bardzo modny sweterek i bluzeczka polo

Biała koszula z falbanami i granatowo-czerwony sweterek. Do tego szara plisowana spódniczka...

...lub jeansy- bardzo modnie i elegancko.

Pamiętajmy!
Ubierajmy się w kolorach szkolnych!
Nigdy nie zapominjmy o tarczy!

Jeśli macie inne pomysły, to przysyłajcie je na adres e-mail naszej gazetki!
Przygotowała red. Gabriela Gustaw, klasa V B


Mundurki

Nie każdy uczeń lubi mundurki, ale są takie dzieci, które nie mogą się z nimi rozstać, (np. nasza redakcyjna koleżanka, Małgosia Markowska zawsze z dumą wykrzykuje: A ja chodzę w mundurku!). My też postaramy się przekonać was, że nie są takie złe. Da się je polubić, można w nich ładnie wygladać.
Oto na początek kilka prostych pytań: Która dziewczynka - patrz poniżej - jest na lekcjach w szkole? Która czuje, że jest w szkole, a nie na np. na dyskotece (zwróćcie uwagę na kolczyki). Do której dziewczynki pasuje zdanie: "W szkole obowiązuje strój godny, a nie swobodny"?


Przygotowały red. Karolina Jabłońska i red. Milena Pilipczuk, z klasy V E


Rok szkolny 2008/2009... zakończony.




Dzień Matki

Już niebawem, bo już w maju,
Dzień Mamusi będzie w kraju.
I nie tylko - bo na świecie,
każdy prezent niesie przeciez.

Kwiatki, wianki i łańcuszki,
dają dzieci od swej duszki.
Mamy cieszą się wielce
i kochają w swej podzięce.

Może frezja? Może róża?
I to radość jest już duża!
Więc kochani, Święto Mamy -
26 maja - Pamiętamy!!!




Ola Celińska, kl. 6D

Wywiad miesiąca!!!
12 maja br., szalone dziennikarki "Szóstego Zmysłu" (w składzie Ola Celińska, Ola Goławska, Ewelina Janicka oraz pani Dorota Gał) przeprowadziły wywiad z klasą VD, która zwyciężyła w tegorocznej XV Wiośnie Teatralnej. Wychowawczyni, pani Majce Stawowy gratulujemy tak zdolnej klasy, ponieważ zwyciężyła ona niemal we wszystkich kategoriach: najlepsze przedstawienie, najlepszy scenariusz i najlepsza aktorka. Rozmowie przysłuchiwał się pan Tomasz Dunaj, któremu przerwaliśmy niespodziewanie lekcję informatyki oraz swoją obecnością zaszczycił artystów i dziennikarki pan Dyrektor Wodzisław Tybiszewski, który upamiętnił to niezwykłe spotkanie wszystkich fotografując. Na podstawie niezwykle burzliwego wywiadu, w którym padało mnóstwo pytań i jeszcze więcej odpowiedzi, zamieszczamy w naszej szkolnej prasie ten oto artykuł!!! Wspaniałe przedstawienie, dowcipne, barwne, rozśpiewane, roztańczone, oparte na dramacie Williama Szekspira pt. "Romeo i Julia", wymyśliły: Basia Bellon, Oliwia Wojciechowska i Magda Tarnowska. Ich scenariusz inspirował resztę klasy do układania i dodawania swoich pomysłów. Słynny tekst, który na pewno przejdzie do historii, wypowiedziany przez Romea i Julkę: "- Czy chciałabyś ze mną chodzić? - No przecież cały czas z Tobą idę"- powstał spontanicznie na próbie. (Cały scenariusz zamieszczamy w gazetce internetowej, w dziale "Kącik Twórczości"). Pomysłodawczynią, aby przedstawienie nawiązywało do programu telewizyjnego, była Pani Wychowawczyni. (Cóż za wspaniałe przykłady współpracy i integracji!) Idźmy dalej. Otóż ten very super song, czyli "It is you - I hove loved", który tak podobał się publiczności, że artyści wykonali go na bis, a widownia kołysała się, robiąc "falę", to piosenka Dany Glover z I części "Shreka". Na pomysł, aby to zaśpiewać wpadła genialna Baśka Bellon (dacie wiarę, że przeczytała kilkakrotnie dramat Szekspira? No, no jest się od kogo uczyć!). Piosenkę brawurowo zaśpiewała utalentowana Diana Suwalska. Nie tylko zaśpiewała razem z klasowych chórkiem, ale także potem zatańczyła, a te wygibasy, które widzieliśmy, to jej własna choreografia. Ale talent to nie wszystko! Liczy się przecież ciężka praca. Tańczyć uczy ją sam pan Jacek Jelinek, a śpiewu i emisji głosu (sprawdzić w słowniku słowo emisja!) uczy ją Mama, która jest wykładowcą na KULu i śpiewaczką operową. Nie chcąc zanudzać Szanownych Czytelników zbyt długim artykułem, (a jest o czym i o kim pisać!), zachęcamy do czytania nas na stronie internetowej w różnych działach poświęconych Wiośnie Teatralnej.
"SzóstoZmyślarki"
Uczniowie z klasy V D, pani Marii Stawowy, wygrali tegoroczny festiwal teatralny. Zdobyli niemal wszystkie nagrody: za najlepsze przedstawienie, którym była "Randka w ciemno z Szekspirem", za najlepszy scenariusz, czyli "Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie", a rozśpiewana i roztańczona Diana Sawulska została najlepszą aktorką w szkole. Najlepszym aktorem został Paweł Bronisz z klasy VI A.




Recenzja przedstawienia klasy V D, czyli "Randka w ciemno z Szekspirem"

To była bardzo zabawna i dobrze zagrana sztuka. Opowiadała o czterech dziewczynach, które startowały w randce w ciemno. Chłopak, który miał wybrać jedną z dam, nazywał się Romeo. Każda dziewczyna miała inną osobowość. Pierwsza była różową słodką blondynką z wyższych sfer. Jak na "blondynkę" przystało, była niezbyt inteligentna, nie miała swojego zdania, nie wiedziała nawet jaki jest jej ulubiony kwiat. Druga wydawała się być rozmarzoną romantyczką. Trzecia, gruba, niezbyt modnie ubrana ciągle objadała się i mówiła tylko o jedzeniu. Czwarta zaś była gwiazdą rocka. Romeo, mając problemy z wyborem poprosił przyjaciół pomoc swoich przyjaciół i kamerdynera. Pierwszy wybrał różową panienkę, drugi grubą, a kamerdyner gwiazdę rocka. Przeznaczeniem Romea była rozmarzona romantyczka - Julia. Oboje się w sobie zakochali, lecz ich rodzice, byli przeciw tej miłości, ponieważ od lat toczyli ze soba spory. Jednakże - zupełnie inaczej, niż w prawdziwej sztuce Szekspira, rodzice pogodzili się po pewnym czasie i para mogła bez ukrywania się okazywać sobie miłość. Warto dodać, że główna bohaterka - Julia pięknie tańczyła i śpiewała, a pozostali aktorzy tworzyli udany chórek. Nie ma co się , co dziwić, że ten spektakl wygrał główną nagrodę.
Maria Kozłowska, VI B
"Wiosna Teatralna"
W dniu 8 maja 2009 roku odbyła się w naszej szkole Wiosna Teatralna. Występowali w niej uczniowie klas czwartych, piątych i szóstych. Przedstawienia były związane z Biblią oraz teatrem Williama Szekspira. Przełożone na współczesny język były pełne humoru.
Moim faworytem była "Randka w ciemno z Szekspirem". Zadaniem głównego bohatera sztuki, którym był uwspółcześniony Romeo, było wybranie dziewczyny, która mu się najbardziej spodobał spośród 4 kandydatek, Julii Barbi, Julii Capuletti, Julii Mc Donalds i Julii Rockowej. Niestety, kiedy już chłopiec zdecydował się, wyszło na jaw, że jego rodzice i rodzice jego wybranki są ze sobą od lat skłóceni. Ku radości wszystkich, po przeprosinach, nieporozumienia się skończyły i zapanowała zgoda.
Tegoroczna Wiosna Teatralna bardzo mi się podobała i liczę na to, że w przyszłym roku będzie również ciekawa. Mam nadzieję, że przyszłe występy tak samo pozytywnie mnie zaskoczą.
Adam świątkowski, Klasa IV C
Wywiady miesiąca! Wywiady miesiąca! Wywiady miesiąca!

8 maja, w piątek odbyła się XV jubileuszowa Szkolna Wiosna Teatralna. W tym roku o nagrody w czterech kategoriach: najlepszy scenariusz, najlepsze przedstawienie, najlepszy aktor i aktorka, ubiegało się 6 klas. Zobaczyliśmy 12 przedstawień. Mnie najbardziej spodobało się przedstawienie klasy VI D p.t. "W ogrodzie życia". Spodobał mi się oryginalny i zarazem trudny sposób, w jaki aktorzy przekazywali widzom treść sztuki. W spektaklu grały cztery aktorki: Ola Gałat, Ewelina Janicka oraz Julia i Kasia Krajewskie. Postanowiłam przeprowadzić z nimi wywiad dla szkolnej gazetki.
Honia: Cześć dziewczyny, chciałam przeprowadzić z Wami wywiad o odegranym przez was spektaklu na wiośnie teatralnej. A więc, kto w ogóle wymyślił, aby była to pantomima?
Ewelina: Pomysł podsunęła nam nasza wychowawczyni, ale już wcześniej miałyśmy z pantomimą kontakt na warsztatach aktorskich podczas ferii.
H.: Więc jesteście prawie profesjonalnymi aktorkami?
Ola: Raczej dorywczymi, ale w przyszłości chcemy bardziej rozwinąć się w tym kierunku.
H.: Dobrze, ale jeszcze porozmawiajmy o samym przedstawieniu. Ile przygotowywałyście się?
Julka: Około 3 miesięcy ...
H.: Dlaczego tak długo?
Ewelina: Chciałyśmy maksymalnie wypracować ruchy ciała i mimikę twarzy, aby być dobrze odebranym i zrozumianym przez widownię.
Kasia: Oprócz tego, trudno było z rekwizytami.
H.: A samo przedstawienie, uważacie, że dobrze wyszło?
Ola: Tak, chociaż na początku miałam małą tremę ...
Ewelina: A ja nie, ale musiałyśmy improwizować, żeby maksymalnie przeciągnąć sceny, gdyż ról było 13, a aktorek 4 ...
Julka: I szybko trzeba było się przebierać.
H.: Dlaczego nie zaangażowałyście większej ilości osób?
Ola: Ponieważ między sobą najlepiej się rozumiemy.
Kasia: I to był nasz wspólny pomysł.
H.: Sądzicie, że publiczność zrozumiała wasze przedstawienie? Czy wszyscy połapali się w tych wszystkich zwrotach akcji?
Ewelina: Myślę, że publiczność dobrze nas odebrała, chociaż może nie wszystko dobrze im się skojarzyło, jak to często bywa, gdy aktorzy posługują się pantomimą ...
H.: Ja zrozumiałam, że w waszym przedstawieniu ukazane są różne sceny z codziennego życia ludzi ...
Julka: Tak, to prawda ...
Ola: A te sceny miały się jeszcze odnosić do Biblii.
Ewelina: Była na przykład taka scena, że dwoje ludzi paliło w parku papierosy, chociaż był wyraźny zakaz palenia. Wtedy przyszedł policjant i "zgarnął" palaczy. Scena ta miała odwoływać się do Starego Testamentu, a dokładnie do chwili wygonienia Adama i Ewy z Raju.
H.: Rzeczywiście była taka scena. A jakich rad udzieliłybyście aktorom, którzy chcą wystawić przedstawienie pantomimiczne?
Kasia: Przede wszystkim współpraca między sobą.
Ola: I dokładność.
Ewelina: Tak, do takich spektakli trzeba się naprawdę przyłożyć.
H.: No, cóż przerwa się kończyć ... Co macie teraz?
Julka: Polski.
H.: No to dzięki za wywiad, cześć.
Niestety przedstawienie to nie otrzymało żadnej nagrody Jury, ale ja i tak uważam, że było to najlepsze przedstawienie na XV Szkolnej Wiośnie Teatralnej.
Honia
V D wygrała w XV Szkolnej Wiośnie Teatralnej





Zima tego roku dopisała!!!

W tym roku święta Bożego Narodzenia zaczęły się jesienną aurą. Dzieci narzekały na brak śniegu. Pisaliśmy w internetowej gazetce o bezśnieżnej pogodzie. Na początku ferii pojawiły się jednak pierwsze mrozy. Następnie Lublin pokrył się śniegiem. Nadarzyła się wreszcie okazja do zimowych szaleństw. Mróz utrzymywał się bardzo długo. W górnych partiach Tatr dochodziło do -30oC! Zima jednak rozgościła się na Lubelszczyźnie na dobre i choć dawno pierwszy dzień kalendarzowej Wiosny mamy za sobą, ciągle jeszcze wszędzie leży śnieg. Chyba mamy go już dosyć.



Chcemy wiosny!!!

Od ostatniej marcowej soboty zaczęły się roztopy. Może wreszcie zbliża się wiosna? Dzieci z młodszych klas wpadły na pomysł, żeby do Pani Wiosny napisać listy. Czytajcie je w dziale "Listy od Czytelników" i oglądajcie piękne rysunki przedstawiające wiosnę. Jeden z nich, który wykonała uczennica I klasy drukujemy poniżej.



Ola Goławska VID
Drodzy czytelnicy "Szóstego Zmysłu"!

Nie młgoam urzyiweć, że mgoę zumierzoć to co wśłaine cztyam. Foennmnelaa moc lgudzikeo ułmsyu! Włudeg bdaań ppodzrzeynorwach na Usrniweciytee Cmabrigde, nie ma zinnaczea w jekaij keolśjcnoi lteriy unomcziesze są w swiłoe, jyeinde iottnse jset, aby piszwera i onisatta lteria błyy na wyśłaiwcm miscjeu. Rtszea mżoe być caicikłowie pnarzeszmiea, a i tak jset się w sintae pyrzatczeć tsket bez pmelrobu. Dzjiee się tak paoinweż ldzkui usmył nie cztya kdaeżj lriety po keoli lecz słwoa jkao cśłaoć. Nmietiswoae, co? No cóż, a ja zwasze małelyśam, że ogrifrtoaa jset wnżaa.

Ola Celińska, kl. 6D
Wywiad z Białorusinem, Denisem Rudeniem.

Red: Jak się czujesz w polskiej szkole?
Denis: Myślę, że dobrze.
Red: A jak Ci idzie na języku polskim?
Denis: Dobrze, nie mam problemów.
Red: Wcześniej pisałeś cyrylicą, jeszcze na Białorusi. Czy teraz, w polskiej szkole zdarzyło Ci się coś przypadkiem napisać literą z białoruskiego alfabetu?
Denis: Czasem pomylę jedną literkę.
Red: Czy uważasz Polskę za kraj tolerancji?
Denis: Nie wiem, czy jest tak do końca, ale jest mi w niej dobrze.
Red: A jaka jest Twoja polska klasa wobec Ciebie?
Denis: Połowa klasy jest w porządku, ale druga nie zawsze jest miła.
Red: Dziękujemy za wywiad.
Denis: Dziękuję.
Redakcja chciałaby dodać, że Denis jest promieniującym sympatią chłopcem i dobrym kolegą.

Ola Celińska, kl.VI D
"Andrzejki"

"Andrzejki" klasy IVc odbyły się 27 listopada w sali numer 12, ale dyskoteka w stołówce szkolnej. Święto "Andrzejkowe" zorganizowała nam nasza wychowawczyni, pani Edyta Stachyra. Większość czasu spędziliśmy w naszej sali "Andrzejkowej", gdzie mieliśmy poczęstunek i wróżby. Na początku biliśmy się na balony, bo nie mieliśmy nic lepszego do roboty. Potem udało nam się wejść do sali na wróżby. Nie mogliśmy wcześniej wejść, ponieważ zepsuła się klamka od drzwi. Było dużo chipsów i jabłek, a paluszki i precelki spałaszowaliśmy równie szybko. Chciałbym, aby w przyszłym roku obchody "Andrzejków" były takie jak te, a może jeszcze lepsze.

Tadeusz Głuchowski, klasa IVc
Kultura osobista naszą wizytówką

"Kultura osobista" to sposoby postępowania, postawy, poglądy, a także myśli, uczucia i idee. Ująć można by ją było jako "wewnętrzny głos", który mówi nam jak mamy się zachować w danej sytuacji. Na kulturę osobistą składa się wiele elementów, m.in. sposób myślenia, inteligencja, wrażliwość emocjonalna, empatia, zrozumienie, tolerancja. Osoba kulturalna potrafi wysłuchać, pomóc i pocieszyć w trudnych chwilach. Ważne jest również taktowne zachowanie się i dobre maniery oraz zasady, których trzeba przestrzegać, by zachować godność.

"Jakim Cię widzą takim Cię piszą" - to przysłowie najtrafniej pasuje do kultury osobistej. Pierwszymi jej nauczycielami są rodzice. To oni pokazują nam swoje zachowania, postępowanie, a my jako dzieci patrząc na nich uczymy się ich. Mówimy językiem rodziców i traktujemy ludzi tak jak oni nam pokazują. Następnie szkoła wychowuje i uczy nas żyć w poszanowaniu wszystkiego, co piękne i uczy nas godnego uczestnictwa w życiu społecznym. Przede wszystkim człowiek sam tworzy kulturę, potrzebuje jej i dzięki niej sam się tworzy. Właśnie w kulturze człowiek wyraża siebie dla innych.

"Człowiek kulturalny" to człowiek, który wie, jak się zachować, by nie sprawić przykrości innym, choćby różnili się od niego w wieloraki sposób. Żyjemy wśród ludzi, ale każdy z nas posiada własną kulturę osobistą, która pomaga nam w życiu. Dzięki niej ludzie postrzegają nas jako osoby mądre, potrafiące adekwatnie zachować się do sytuacji. Najważniejszym przejawem kultury osobistej jest szacunek do drugiego człowieka. Będąc osobami kulturalnymi nie pozwolimy sobie na poniżenie drugiej osoby, gdyż człowiek z faktu, że jest człowiekiem zasługuje na szacunek. Ważna jest również uprzejmość wobec ludzi. W życiu staramy się być uprzejmi i to pomaga nam zachować pozytywne kontakty z innymi i ich sympatie.

Kultura osobista obowiązuje zawsze, wszędzie i wobec każdego. Jesteśmy jednakowo uprzejmi do rektora, urzędnika, wykładowcy, dyrektora, woźnego czy mechanika. Zdajmy sobie sprawę również z tego, że uprzejma "prośba" czy polecenie będzie lepiej wykonalne niż oschły rozkaz czy żądanie. Następnie pojawia się słowo "dziękuje" - miłe i wyrażające wdzięczność. Sam uśmiech wytwarza dobrą atmosferę, łagodzi nieporozumienia, zachęca do rozmowy, jest przyjacielski, serdeczny, życzliwy. Takiego uśmiechu oczekuje się od wszystkich, Idąc ulicą, mijamy obcego i niewinny uśmiech sprawia nam radość, czy choćby sklepowa wydając resztę, jednocześnie życzliwie się uśmiecha. Grzeczność ludzi sprawia nam przyjemność. Przeszkadza natomiast obojętność, chamstwo, nieuprzejmość i brak szacunku, a wystarczyłby mały gest, uśmiech, słowo...


red. Ewelina Janicka
Wywiad z absolwentką "Szóstki", laureatką konkursu polonistycznego w ubiegłym roku szkolnym, Joanną Majsak.

Red.: Jak wspominasz swoją dawną szkołę?
Joasia Majsak: Mury "Szóstki" opuściłam całkiem niedawno, bo dopiero w ubieg łym roku szkolnym, czyli 2007/2008. Tego, co mi po niej pozostało nie nazywam jeszcze wspomnieniami i często łapię się na tym, że mówiąc "moja szkoła" mam na myśli właśnie podstawówkę. Sądzę, że tak jak teraz, zawsze będę pamiętać, że to tam spędziłam świetny czas, poznałam przyjaciół i wiele się nauczyłam.
Red.: Czy uważasz, że w "Szóstce" jest wystarczająco dobry poziom, by zdobyć wiedzę i dostać się do dobrego gimnazjum?
J.M.: Zdecydowanie tak. Ja jestem bardzo zadowolona z gimnazjum, do którego teraz uczęszczam, uważam, że jest tam wysoki poziom nauczania, a na razie nie mam kłopotów z przyswajaniem wiedzy. Mogę nawet powiedzieć, że w porównaniu z niektórymi kolegami w gimnazjum absolwenci "Szóstki" to ponadprzeciętni uczniowie. I wiem, że zawdzięczamy to właśnie swojej starej szkole i wspaniałym nauczycielom. Oczywiście to dopiero początek semestru, lecz mam nadzieję, że z biegiem czasu nie pogorszymy swoich wyników.
Red.: Co czułaś, kiedy opuszczałaś mury podstawówki?
J.M.: Oczywiście żal, że porzucam starą, kochaną szkołę, do której mam ogromny sentyment. Było mi smutno, że muszę pożegnać się z nauczycielami i kolegami. Jednak oprócz tego ciekawiło mnie, co będzie dalej, w gimnazjum.
Red.: Jakich nauczycieli naszej szkoły najlepiej pamiętasz?
J.M.: Wszystkich, z którymi miałam styczność wspominam z uśmiechem na ustach, jednak zdecydowanie najlepiej zapamiętam tych, którzy uczyli mnie najdłużej. Serdecznie pozdrawiam całe Grono Pedagogiczne!
Red.: Podziel się z nami swoim zdaniem na temat szkół gimnazjalnych. Co o tym sądzisz?
J.M.: Nie mam w tym temacie zbyt dużego doświadczenia, ponieważ uczęszczam do gimnazjum dość krótko. Na razie nowa szkoła mi się podoba. Jest na wysokim poziomie, nauczyciele są wymagający, ale mili. Nie uważam, żeby przeskok między podstawówką a gimnazjum był ogromny, mimo tych kilku doatkowych przedmiotów. To po prostu rozwinięcie naszej podstawowej wiedzy. Nie należy się bać gimnazjum, bo przecież zostało ono stworzone dla uczniów i dostosowane do ich możliwości, więc nie powinno nikomu sprawiać dużych problemów.
Red.: Udziel kilku wskazówek naszym szóstoklasistom.
J.M.: Cóż mogę powiedzieć? Cieszcie się tym rokiem, który Wam został i jak wspominałam, nie bójcie się nowej szkoły. Przyłóżcie się do nauki, a dostaniecie się do wymarzonego gimnazjum. Powodzenia na teście!
Red.: Co trzeba by było zrobic, by było zrobić, aby "Szóstka" była idealną szkołą?
J.M.: Według mnie niewiele jej brakuje. Atmosfera jest naprawdę wspaniała, nauczyciele przyjaźni... Jeśli naprawdę można by było coś zmienić to nastawienie niektórych uczniów. Szkoła naprawdę nie jest taka zła, wystarczy ją polubić! Zwłaszcza ta szkoła!
Red.: Dziękuję za udzielenie odpowiedzi na pytania.
J.M.: A ja dziękuję za pytania.
Red.: Do zobaczenia.
J.M.: Cześć

Rozmawiała red. Aleksandra Goławska z VI D

Wywiad z "Pierwszakami": Michałem Gałatem i Stasiem Muchą z klasy I E

Red.: Jak czujecie się w szkole?
M.O.: Dobrze!
Red.: Podoba Wam się nasza szkoła?
M.O.: Tak, bardzo!
Red.: Dlaczego?
M.O.: No, bo można chodzić do sklepiku i są fajne panie nauczycielki.
Red.: Czy zaprzyjaźniliście się już z koleżankami lub z kolegami?
M.O. Z koleżankami nie, ale z kolegami tak. Mamy też tu kolegów z przedszkola.
Red.: Czy chcielibyście wrócić do przedszkola?
M.O.: Nie!
Red.: Co wydaje Wam się w szkole najfajniejsze?
M.O.: Panie nauczycielki, a także nauka.
Red.: Dziękuję za wywiad. Do zobaczenia.

WYWIADY Z UCZNIAMI KLAS PIERWSZYCH PRZEPROWADZIŁA ALEKSANDRA GAŁAT KLASA 6D

Wywiad z Olgierdem Celińskim (absolwentem SP6)

Redakcja "Szóstego Zmysłu": Chciałabym z Tobą przeprowadzić wywiad na temat naszej szkoły, zgadzasz się?
Olgierd Celiński: Proszę bardzo.
Red.: Jesteś obecnie uczniem gimnazjum. Jak wspominasz Szkołę Podstawową nr 6?
O.C.: Bardzo dobrze. Myślę, że miałem wspaniałych nauczycieli i kolegów. Uważam, że ta szkoła mnie wiele nauczyła. Kiedy patrzę na moich obecnych kolegów i słucham ich odpowiedzi na lekcjach języka polskiego, biologii, chemii, fizyki i geografii oraz porównuję je ze swoimi, to dochodzę do wniosku, że miałem lepszych nauczycieli w podstawówce.
Red.: Jakich nauczycieli najbardziej pamiętasz?
O.C.: Pamiętam Panią Bożenę Siwiec, która naprawdę dobrze uczyła języka polskiego oraz Panią Marzenę Gołotę, która konsekwentnie nauczała matematyki. Bardzo je obie lubiłem. Pamiętam również Panią Dorote Gał, która wyrobiła u mnie i u innych trochę dziennikarskiego zacięcia. Wciąż dobrze ją wspominam.
Red.: Jak oceniasz zmiany zachodzące w naszej szkole?
O.C.: Podoba mi się, że w każde wakacje szkoła jest remontowana i upiększana.
Red.: Jak ogólnie podsumowałbyś "Szóstkę"?
O.C.: Najlepszą szkołą podstawową, jaką znam jest z pewnością "Szóstka" w Lublinie.
Red.: Dziękujemy za wywiad.
O.C.: Również dziękuję i życzę "Szóstce" dalszych sukcesów.

Rozmawiała red. Ola Celińska


Rok szkolny 2007/2008
"Cudze poznajmy, lecz swoje kochajmy"

Młody Europejczyk, znający kulturę innych krajów, to najpierw dojrzały Polak, czyli ktoś, kto zna kulturę naszego kraju, ktoś, kto umie dostrzec piękno polskiego krajobrazu, poznaje polską historię, literaturę, sztukę. To ktoś, kto najpierw potrafi zauważyć piękno wokół siebie, np. piękno swojej szkoły.
A czy Ty, Czytelniku "Szóstego Zmysłu" zauważyłeś, jaka piękna jest nasza szkoła?

Zaintrygowani ciągłymi zmianami dekoracji na korytarzach naszej szkoły poprosiliśmy Pana Dyrektora Włodzisława Tybiszewskiego o wywiad.

Redakcja "Szóstego Zmysłu": Czyja to zasługa, że nasza szkoła wyglada tak pięknie i kolorowo?


Dyr. W. Tybiszewski: O! Bardzo wielu osób, głównie całej dyrekcji, ale także pań katechetek, w tym siostry Judyty, pań ze świetlicy, np. pani Renaty Adrianek, pani Kasi Błaszczak, pani Eli Soczyńskiej, pań z biblioteki.

Nad końcowym efektem zawsze trzyma pieczę pani Dyrektor Danusia Bartłomiejczyk - Nowakowska. …Pomysły na dekoracje rodzą się zawsze w gabinecie dyrektorskim.


Red.: Co oznaczają dekoracje w naszej szkole?


W. T.: Parter, jest jak wizytówka, którą mają wszystkie szkoły. W hollu portret patrona szkoły - święte miejsce w każdej szkole, to jak krzyżyk na szyi. Na przeciwnej ścianie - dekoracja z przedstawień "Nauczyciele dzieciom".

Często w hollu pojawia się jakaś ważna, tematyczna dekoracja, wystawa. Do niedawna była wystawa poświęcona Wincentemu Polowi, bo obchodziliśmy Rok Wincentego Pola - poeta, który był związany z Lubelszczyzną, mający w Lublinie swoje muzeum. Teraz, jak zauważyliście - piękna wystawa pt. "Lublin, którego już nie ma" przygotowaną przez panie z biblioteki, w tym panią Gabrysię Szachoń.
I piętro - to jakby świadectwo naszych działań zainspirowanych nauką, postawą i osobowością dwóch ważnych dla nas Polaków: Romualda Traugutta i Jana Pawła II, którego nasza szkoła obrała za nauczyciela patriotyzmu. Marzyły mi się takie ściany pouczające, taki niemy nauczyciel
Korytarze przy schodach i na górze, to często wasze prace.

Red.: Kiedy te dekoracje są wykonywane?

T.W.: Często w czasie wolnym od pracy. Dekoracje do przedstawienia w Chatce Żaka robiłem w sobotę i niedzielę, ponieważ potrzebowałem dużo miejsca do malowania i mogłem to robić tylko w sali gimnastycznej.

Ale taki jest świat dorosłych, że czasem dla was, dla dzieci trzeba poświęcić własny czas.

Red.: Skąd pochodzą pieniążki na dekoracje?


T.W.: Bardzo często są to pieniądze, które pochodzą ze zbiórki makulatury, do czego was zachęcam, bo w ten sposób wy też przyczyniacie się do pięknego wyglądu naszej szkoły.

Red.: Bardzo dziękujemy za rozmowę i życzymy sukcesów w dalszej pracy.

T.W.: Ja również dziękuję.


Nasze wspomnienia z ferii zimowych

Zapraszamy do pisania wspomnień z ferii
lub wymyślania pomysłów na udane ferie w przyszłym roku.

Ferie, ferie i ... po feriach

Czekaliśmy na ferie zimowe, a kiedy się doczekaliśmy, to zleciały nie wiadomo kiedy. Możemy tylko powspominać, pooglądać zdjęcia, zadzwonić do tych, którzy z nami byli w górach, (jeśli ktoś w górach był). Ponieważ miło jest wspominać, zachęcamy Was do pisania o zimowych przygodach. A jeśli ktoś z Was miał ferie niezbyt ciekawe, (no bo jak tu mieć udane ferie, jak nie było śniegu!), to niech napisze o tym, jak chciałby je spędzić w przyszłym roku


"Kólowa Śniegu, którą Pani Dorota Gał spotkała w Zakopanem, powiedziała, że
do nas, na Lubelszczyznę dotrze dopiero w lutym. To już niedługo! Poczekamy,
zobaczymy, może jeszcze na sankach pojeździmy"


"A co robią misie na zakopiańskich Krupówkach zamiast spac zimowym glębokim snem? Obudziła je ciepła, niemal wiosenna pogoda podczas tegorocznych ferii. Misie zbierały od turystów drobne na miodek"


Felieton o zimowych feriach


Hmm... albo to jakiś spisek skierowany przeciw mnie, albo za 2 min. skończy się ostatnia lekcja przed feriami... Tak więc to musi być spisek!!!
Zastanawiające jest tylko to, co ten "ktoś" miałby dzięki niemu zyskać ... No cóż, tego się raczej nie dowiem... Zastanawiałem się nad tym do czasu, aż me spekulacje przerwał znajomy głos... Niewiele się zastanawiając odwróciłem głowę o 180' (ponieważ ciało miałem zbyt ''sparaliżowane'' tym, jak bardzo ów głos był mi znajomy) i wtedy do ciała dołączyły oczy... Albowiem była to pani Gał.
Po chwili uswiadomiłem sobie, że przecież trwa lekcja języka polskiego - i tak mi minęła ostatnia minuta owej lekcji. Wróciwszy do domu uświadomiłem sobie, iż nie żyję w świecie "spisków", (choć bałagan, jaki dzieje się w polskiej polityce mógłby to sugerować). Niestety drugi, trzeci, czwarty a nawet piąty dzień nie kończył się w interesujący sposób... Ale co jeśli chodzi o pozostałe? No cóż nie było, tak źle... Oczywiście były pomysły o wyjeździe tam i ówdzie ale przez to, że Bóg używa "Head&shoulders" (śnieg nie pada) z nich - nici. Więc zadowolić musiałem się zimowymi rozrywkami bez zimowego łupieżu a to, iż nie jestem kobietą to łażenie po galeriach z ciuchami, czy też jazda na łyżwach, by mnie nie zadowoliły. A więc co? ... Nieudane skoki narciarskie z Małyszem na czele, który już niestety na nim nie jest.
A więc...;nigdy nie zaczynamy zdania od a więc". A zatem, otóż, well oglądając ów sport... skoki leciały kolejny dzień po dniu... Jednym słowem ferie spędziłem przed telewizorem. Ale i ich nastał koniec.
Zimowe wakacje ogólnie wypadłyby kiepsko, gdyby nie ich ostatni dzień..., w którym to przydarzyła mi się pewna przygoda. Ale by ją zrozumieć, trzeba by przestudiować historię całego mego życia - tylko żartowałem. Jak już wspomniałem działo się to ostatniego dnia laby. Razem z rodzinką postanowiliśmy odwiedzić babcię. Ale, iż przebywała w tamtej chwili w stolicy musieliśmy przemierzyć spory kawał naszego pięknego kraju. Aby droga nie była zbyt długa samiec alfa rodziny xd zdecydował się skorzystać z jakiegoś tam skrótu, no i jak po wcześniejszych zdaniach nietrudno się domyślić to był błąd... W środku jakiejś wsi między Lublinem a Warszawą padł nam samochód, a ponieważ nie było tam zasięgu, nie mogliśmy nigdzie zadzwonić, a miejscowa ludność najwyraźniej nie ogląda "Braci Koala". I tak mijały godziny, aż na szczęście jakiś życzliwy osobnik z bardzo dużym traktorem zawiózł nas do warsztatu. Zapłaciliśmy mu, dojechaliśmy do stolicy, odwiedziliśmy babcię i wróciliśmy już bez przygód do domu. Wróciwszy padłem na łóżko, a właściwie w jego pobliżu, co jak można się domyślić nie było najmilsze. No i to by było tyle na temat moich zimowych wakacji, mam tylko nadzieję, że opisując następne ferie będę mógł się rozpisać i ooczywicie więcej napisać.

Pozdrawiam Bartek Badora, klasa VI D


Witam.
Dziś opowiem Wam o moich feriach, które spędziłem w Lublinie, będąc bardzo chorym na niezwykle groźne przeziębienie, lecząc się i mobilizując ze wszystkich sił, aby tylko wyzdrowieć, całymi dniami leżąc w łóżku, patrząc z nadzieją na niebieskie niebo przez moje weluxy. Z każdym dniem rosła we mnie nadzieja na to, że może wreszcie wyzdrowieję i pojeżdżę na nartach.
Obudziłem się w pewien zimowy poranek, nie wiedząc kompletnie, gdzie jestem i stwierdziłem, że jestem w moim pokoju. Trwało to jednak parę minut, kiepsko kojarzyłem (najwyraźniej spałem kilka dni).
Popatrzyłem na mój pokój - było tu strasznie czysto. Na podłodze żadnych śmieci, ani odrobiny kurzu, tak jakbym był w Niebie. Pomyślałem, że może rzeczywiście nie przeżyłem mojego przeziębienia i teraz znajduję się w Raju. Jednak z myślenia tego wyrwały mnie krzyki dobiegające z dołu (coś w stylu "Śniadanie!!").
Odetchnąłem z ulgą, bo zdecydowanie wolałem żyć niż być w już na tamtym świecie. Do pokoju wszedł mój tata i spytał, jak się czuję. Po raz pierwszy od przebudzenia pomyślałem o moim samopoczuciu.
- Świetnie, już nie jestem chyba chory...
- A no to dobrze, chodź na śniadanie.
Po chwili zszedłem na dół do kuchni i ujrzałem kowbojskie śniadanie na talerzu, na moim miejscu.
Byłem strasznie głodny, więc zjadłem wszystko z apetytem, a potem Rodzice zmierzyli mi temperaturę.
- 36! No lepiej, dużo lepiej, chyba wyzdrowiałeś już mój drogi - powiedziała mama.
Ucieszyłem się niezwykle i poszedłem włączyć komputer, żeby sprawdzić, czy Pani Gał napisała do mnie maila wyrażając troskę o moje zdrowie. Niestety zawiodłem się. Poczułem, że nie obchodzę już mojej Pani od polskiego i mój los jest jej obojętny. Z tym smutkiem i żalem dotrwałem do końca ferii i tak się one właśnie skończyły.

Jakże przykry i wzruszający
KONIEC

(Dopisek Pani Gał:
Gdyby Pani Gał wiedziała, że jej Pupilek, "Loczek", "Marcinek", "Mózg Szóstego Zmysłu", główny aktor w przedstawieniach, "prawa ręka i wyręka", kompozytor muzyki do przedstawienia o Traugutcie, ...itp. jest chory, to nie tylko napisałaby pocieszającego, słodkiego maila, ale zalałaby się łzami z żalu, że miał takie smutne ferie).


Moje wymarzone ferie?

Jakie miałem ferie? Trzy tygodnie wcześniej złamałem prawą rękę i właśnie nosiłem gips, który pokrzyżował moje plany. Gdyby nie ten fakt moje wymarzone ferie wyglądałyby tak, jak poniżej opisałem.

Wyjechałbym na jakąś wspaniałą wyspę, gdzie opalałbym się na słonecznych plażach, popijając zimne drinki (oczywiście bezalkoholowe!). Surfowałbym po falach, a w wolnych chwilach budowałbym zamki ze złocistego piasku. Chciałbym, aby była to bezludna wyspa, na której rosłyby pierogi (oczywiście ruskie) na drzewach oraz Nestea, najlepiej w wodzie? Taka wyspa, to byłby prawdziwy Raj. Zero nauki, ani żadnych warczących samochodów, tylko ja i pierożki, sam na sam. Mhmm... Mniam, mniam!

Pewnie się zastanawiacie, czy nie byłoby mi smutno samemu być na takiej wyspie. Otóż odpowiedź brzmi: "Nieee!" Więcej byłoby dla mnie. W chwilach, kiedy bym trawił, leżąc na gorącym i złocistym piasku, popijałbym sobie łyczek po łyczku idealnie schłodzoną Nestea oraz podziwiał łono natury.

Spałbym w chatce z pierogów na wielkim pierogowym łóżku, przykryty pierogowym ciastem, a poduszkę uformowałbym sobie z farszu na pierogi. Dokładnie takim pysznym, jaki robi moja Babcia. Rankiem w razie potrzeby, np. gdybym zapragnął pierogów z mięsem, chodziłbym na polowanie. Bo przecież moja dieta nie mogłaby składać się tylko i wyłącznie z pierogów ruskich. W czasie wolnym trenowałbym grę w piłkę nożną, może z małpami, a w koszykówkę z szympansami. Bo po takim? łasuchowaniu pierogów? przydałoby się trochę ruchu.

Niestety, jak wiecie ferie trwają jedynie dwa tygodnie, po czym trzeba wrócić do szkoły i znów się uczyć? Nic nie trwa wiecznie. Mam nadzieję, iż moje wymarzone ferie kiedyś znajdą odzwierciedlenie w prawdziwym życiu. Marzenia się przecież spełniają, nawet te, które wydają się być niemożliwe.

Pozdrawiam, wielbiciel pierogów ruskich,

Przemcio Gorgol klasa VI D


Jak chciałabym spędzić ferie zimowe?
(Opowiadanie science fiction)

Gdybym miała taką możliwość, to na ferie zimowe wybrałabym się na nie odkrytą planetę. Znalazłabym tam małe miasteczko, w którym mieszkałyby zielone małe Ufoludki. Byłoby tam dużo ciekawych zabytków i miejsc rekreacyjno-sportowych. Poznałabym ciekawych Ufoludków w moim wieku. Opowiedziałabym tamtejszej ludności o zwyczajach na Ziemi i wysłuchałabym opowieści o ich kulturze i o ich planecie, która nazywa się Ufolandia. Byłabym tam rok i chodziłabym do Ufoszkoły, mieszkałabym w ufodomku u mojej Ufokoleżanki. Gdybym wróciła na Ziemię, to bym opowiedziała ludziom, jak na tej planecie jest fajnie, jakie są tam obyczaje i mili mieszkańcy. Ludzie wykorzystaliby ten fakt i rozpoczęliby przygotowywania do lotu rakietą na Ufolandię. Po kilku latach ludzie mogliby mieć za sąsiada kosmitę. Dzieci jeździłyby na szkolne wycieczki na Ufolandię, a Ufodzieci jeździłyby na Ziemię. Ja dostałabym nagrodę w wysokości 1.0000000000000$ za odkrycie żywych istot w kosmosie.
Te ferie zapamiętałabym na bardzo, bardzo, bardzo długo.

Małgosia Lübek klasaVI B

 


Moje wspomnienie z ferii

W czasie wolnych dni, podczas ferii, razem z moją rodziną pojechałem do Zwierzyńca. Wstaliśmy wcześnie rano i o godzinie 8.30 wyruszyliśmy na Roztocze. Dzień zaczął się pogodnie i my w oczekiwaniu na przygody opuściliśmy Lublin.
Do samochodu wziąłem ze sobą narty, ponieważ chciałem jeździć w Izbicy na stoku. Byłem pełen nadziei, że będzie śnieg. Niestety od kilku dni było ciepło i śnieg stopniał. Słońce świeciło, było pogodnie, chodziliśmy po zboczu góry, a ja z żalem patrzyłem na nieczynny wyciąg.
W drodze do Zwierzyńca zatrzymaliśmy się na terenie rezerwatu przyrody, na którym jest wydzielone 100 h lasów dla koni żyjących na wolności. W zimie są dokarmiane przez leśniczych i nikt inny nie może dawać im jeść. My mieliśmy szczęście i zobaczyliśmy te piękne zwierzęta. Zrobiliśmy sobie z nimi pamiątkowe zdjęcia. Potem pojechaliśmy do Zwierzyńca i poszliśmy na obiad do zabytkowego młyna. Po posiłku zobaczyłem Kościół Św. Jana Nepomucena na wyspie. Następnym punktem naszej wycieczki była wyprawa na Stawy Echo. Tam chodziłem po piasku i znalazłem bardzo ładną muszelkę. Najciekawsze było to, że przedrzeźniałem się z echem. Bardzo mi się tam podobało. Za chwilę miało się ściemnić, a przed nami była jeszcze wyprawa na Górę Bukową. Szlak turystyczny miał 2 km długości. Chodziliśmy po ścisłym rezerwacie przyrody, gdzie leżały nieruszane drzewa, powalone przez wiatr. Gdy dotarliśmy na szczyt, by pokłonić się bukom, było już ciemno. Wiał silny wiatr i pochylały się nad naszymi głowami drzewa. Kiedy opuszczaliśmy Zwierzyniec żegnała nas pięknie oświetlona świątynia na wyspie.
W drodze powrotnej zajechaliśmy do Zamościa. W tym mieście jest basen ze zjeżdżalnią, w którym chciałem popływać. Niestety nie udało mi się, bo były mistrzostwa w pływaniu dla młodzieży od lat 16.
Późnym wieczorem wróciliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi i pełni wrażeń. Tego dnia długo spacerowałem na świeżym powietrzu w nowym dla mnie miejscu. W domu marzył mi się odpoczynek. Tego dnia nie włączyłem komputera 9 i telewizora, 9 a mimo to wiedziałem, że ten dzień zapadnie mi na długo w pamięci.

Aleksander Kawa, klasa VI D


Zimowe opowiadanie z dreszczykiem

- Mamo, mogę wyjść na dwór? - spytałam prędko, by rodzic nie przypomniał sobie o nieposprzątanym pokoju.
-Możesz - odpowiedziała mama nie zwracając uwagi na to, że już jestem w kurtce i w butach.
- Dzięki! Pa! - krzyknęłam i wybiegłam z domu.
Przeszłam przez parking, skręciłam w uliczkę prowadzącą do domu mojej przyjaciółki. Wszystko wydawało się takie, jak zawsze, jednak coś sprawiało, że czułam się nieswojo. Taras - duży plac nad podziemnym parkingiem był zasypany śniegiem. Rozejrzałam się. Gazony na swoim miejscu. Wszystko wygląda normalnie. Jeszcze na wszelki wypadek wyjrzałam na drogę, by sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. "Nic takiego..." - myślałam. Zimny wiatr dął prosto w moją twarz. Kasztanowce niespokojnie szeleściły garstką zeszłorocznych liści. Usłyszałam skrzypienie śniegu pod butami.
- Kto... tam? - niepewnie odwróciłam się. Nikogo nie było. Popatrzyłam w dół. Ślady! Jak to możliwe? Przestraszyłam się nie na żarty. Pobiegłam do drzwi klatki schodowej koleżanki i wcisnęłam przycisk domofonu. Trzymałam go długo, ale na próżno - nikt nie odbierał. Stałam w klatce i rozglądałam się na wszystkie strony. Wydawało mi się, że mój oddech odbija się echem po całym pomieszczeniu. Drżałam coraz bardziej. Jeszcze raz zadzwoniłam do przyjaciółki. Wreszcie ktoś podniósł słuchawkę. Milczy. "Dobra, zacznę pierwsza" - odparłam w duszy.
- Dzień dobry, mówi Monika. Czy jest Agatka? - wydukałam.
Nadal nikt się nie odzywał. "Aha... ktoś robi sobie głupie żarty!" - myślałam. Wyszłam z klatki oburzona, zupełnie zapominając o tym, że miałam dziwne przypadki. Już miałam skierować się w stronę domu, kiedy zauważyłam śnieżne tornado! Pędziło ono z nieokreśloną prędkością w moją stronę. "Pierwszy raz w życiu widzę coś takiego!" - ucieszyłam się. Szybko się ocknęłam i pomyślałam, że muszę ostrzec rodzinę. Biegłam, nie zwracając na nic uwagi. Zadzwoniłam do domofonu. Nikt nie odebrał. "Gdzie oni są?!" - denerwowałam się. Tornado było coraz bliżej. Wśród ciemnego wiru zauważyłam wirujące meble, odłamki bloków, kawałki kory z drzew. Było mi w tamtej chwili obojętne, co się ze mną stanie. Nagle tornado stanęło przede mną. Po chwili wciągnęło mnie! Czułam się okropnie! Nic więcej niestety nie pamiętam... Wydaje mi się, że wir opadł, gdy do niego wpadłam. Nie było żadnych ofiar. Nie mówiono o tym nawet w telewizji.
-I co dalej? - spytała moja młodsza siostra.
-Tak było naprawdę?! - krzyknął brat, który dopiero przed chwilą ochłonął z tego wszystkiego.
-Śniło ci się to? - spytała Agatka.
-Nie... wiecie... - uśmiechnęłam się. - Przed chwilą to wymyśliłam.

Monika Sieczka, klasa VI A


 

"Wielcy Polacy w naszej klasie"

 

Dnia 28 listopada, 2007r. na lekcji języka polskiego działy się niezwykłe rzeczy. Odwiedzili nas studenci polonistyki UMCS. Wszystkie dzieci musiały się ubrać na biało - granatowo. Pierwsza lekcja była niezwykle ciekawa – zabawowa. Wszyscy usiedli w kręgu, a pod tablicą siedziało pięciu naszych kolegów: Bartek Badora, który udawał Cypriana Kamila Norwida i Marcin Komorski, czyli Fryderyk Chopin. Był też Przemek Gorgol - Adam Mickiewicz oraz Piotr Szewczyk, który był przebrany za Juliusza Słowackiego. Piątym panem, był Antek Kotowski, przebrany za Wojciecha Manna, który prowadzi program “Duże dzieci”. Rozmawialiśmy o patriotyzmie. Antek zadawał pytania, a my zgłaszaliśmy się. Każdy z czterech wielkich romantyków opowiadał o sobie. Niektórzy studenci również zabierali głos. Druga lekcja była też bardzo ciekawa, śpiewaliśmy piosenkę, aby zakończyć program “Duże dzieci” w naszej klasie. Dotyczyła ona patriotyzmu. Były to lekcje interesujące, zabawne i ciekawe, zarówno dla nas, jak i dla studentów.

Małgorzata Zdyb kl. VI d

 



PATRIOTA DAWNIEJ I DZIŚ

Na zajęciach ścieżki czytelniczo - medialnej 28 listopada br., klasa VI D oraz zaproszeni studenci UMCS dyskutowali na temat; "Co oznacza dla nas patriotyzm?" Lekcja nawiązywała do programu telewizyjnego ,,Duże Dzieci''. Kilku uczniów wcieliło się w rolę wielkich Polaków: Fryderyka Chopina, Juliusza Słowackiego, Adama Mickiewicza i Kamila Cypriana Norwida, którzy przybyli zza światów i wystąpili jako goście w studiu. Po ich ciekawym wystąpieniu przeszliśmy do konferencji prasowej. Pod koniec, jako podsumowanie zajęć, pani podała rymowany temat wypracowania, nawiązujący do wiersza C. K. Norwida "Moja piosnka":

,,Do jakiego kraju tęsknię Panie,
Co w nim cenię, co w nim ganię,
Co w nim zmienię, co poprawię?
W jakim kraju chciałbym żyć?
Czemu służyć i kim być?
Gdy dorosnę, Panie?"

Odnosząc się do cytatu myślę, że patriota to człowiek, który kocha swoją ojczyznę i wierzy w nią. Dba o pomyślność i dobre imię swojego kraju. Dba o symbole narodowe takie, jak: flaga, godło i hymn. Nie pozwala na obrazę swego kraju. Każdy patriota może w jakiś sposób służyć swojej ojczyźnie, np. uczestniczyć w różnych uroczystościach, świętach narodowych.
Wielkim polskim patriotą był Jan Paweł II. Nauczał jak trzeba kochać swój kraj i oddawać mu hołd. Dla mnie prawdziwy patriota powinien być odważny i pewny siebie. Ja na razie nie jestem dojrzałym patriotą, ale z każdym miesiącem pogłębiam swoją wiedzę o historii Polski i o znanych polskich patriotach.

Maciek Mucha, klasa VI D



CO Z TYM SKLEPIKIEM ???

Sklepik szkolny - dla niektórych miejsce, gdzie można było kupić śniadanie, a dla innych miejsce, do którego zaglądali sporadycznie. Od początku roku szkolnego zauważyłem i na pewno nie tylko ja, że podczas dwóch miesięcy nauki dwa razy zmieniła się sprzedawczyni. W trakcie poszukiwań nowych pracowników sklepik jest nieczynny. W wyniku tego, na długich przerwach można zaobserwować dzieci biegnące do popularnego wśród uczniów sklepu FRYGA. Można tam kupić ciepły posiłek, którego w szkole, podczas lekcji, które nieraz trwają po klika godzin nie ma. Skutkami tego są nasze częste przeziębienia, które są spowodowane lekkim ubiorem dzieci wybiegających na przerwie ze szkoły, spóźnianie się na lekcje, wypadki w trakcie szybkiego biegu, podczas którego trzeba także mieć się na baczności przed nauczycielami kończącymi lub zaczynającymi lekcje.
Moim zdaniem nauczyciele powinni być wyrozumiali, ponieważ uczniowie często przychodzą do szkoły nie jedząc śniadania w domu lub nie mając kanapki. Nauczyciele nie mają takich zmartwień, bo mają tzw. "okienko", podczas, którego mogą wyjść do sklepu w celu kupienia sobie czegoś do jedzenia. Dzieci często po kilku lekcjach, bez śniadania, zaczynają czuć się źle: bolą ich brzuchy i głowy, na które w poniedziałek nie można zaradzić, ponieważ pani pielęgniarka pracuje w innej szkole, ale tę myśl rozwinę w kolejnym tekście. Moim zdaniem Dyrekcja szkoły powinna wziąć sprawy w swoje ręce.
Jednym ze sposobów zapobiegania bieganiu do sklepu byłoby wystawienie automatów ze słodyczami i napojami. Natomiast drugim sposobem byłoby zatrudnienie wreszcie stałej ekspedientki w szkolnym sklepiku.

Red. Antoni Kotowski, 6d


Drodzy czytelnicy "Szóstego Zmysłu"! Może wiecie, może nie (napewno wiedzą to szóstoklasiści),
że na zajęciach ścieżki czytelniczo - medialnej uczymy się pisać dziennikarskie "newsy",
czyli krótkie informacje na temat aktualnych zdarzeń.
Oto próbka newsa napisanego na podstawie wiersza Juliama Tuwima "Spóźniony słowik".

Niusik na wesoło
O słowiku i jego żonie


Wieczorem 12 października br., Pani Słowikowa bardzo się martwiła o pana Słowika i słusznie,
bo po dokładnym przeszukaniu okolicy znaleziono aż sześc piórek należących do artysty.
Ptasia Policja znalazła również jego dokumenty i teksty operowe.
Po dokładniejszym przeszukaniu okolicy Pan Słowik znalazł się, ale to nie było takie proste.
Słynny śpiewak operowy stał się najbardziej poszukiwanym ptaszkiem w całym lesie
jako, że jest bardzo szanowanym obywatelem ptasiego raju.
Do poszukiwań zaangażowano całą straż leśną, która do późnych godzin nocnych przeczesywała las.
Sprawa od razu została skierowana do ptasiej prokuratury.
Pan Słowik musiał się gęsto tłumaczyć o tym, co robił i gdzie był przez cały czas, kiedy go szukano.
Z jego relacji wynika, że był na przygotowaniu wielkiego show
pt. "Ptasie pieśni miłosne" i miała to być niespodzianka dla mieszkańców lasu, stąd tajmnica przezd żoną.
Zgubił nuty uciekając przed kotem Rupertem i resztę czasu spędził na szukaniu zgubionych rzeczy.
Dzięki temu sprawozdaniu ptasi sąd umorzył sprawę.
Wszystko dobrze się skończyło, a Pan Słowik i jego żona obiecali,
że nigdy więcej nie będą wychodzić wieczorem samotnie.

Jakub Bujek, klasa VI B


Redakcja

Czym zajmują się członkowie Redakcji?
Czy to tylko zabawa, czy prawdziwa praca? I tak, i nie, Drodzy Czytelnicy "Szóstego Zmysłu".
Na zajęciach ze ścieżki czytelniczo - medialnej każdy, choć przez chwilę może zostać dziennikarzem.
Kolegom i Koleżankom z młodszych klas śpieszymy wyjaśnić, że ścieżka czytelniczo - medialna to zajęcia, na których wszystkie szóste klasy
spotykają się raz w tygodniu z Panią Dorotą Gał. Poznajemy tu sposoby pracy w redakcji, budowę czasopism,
uczymy się pisać "newsy" i "korespondencje z ostatniej ławki", będziemy słuchać muzyk i pisać recenzje.
Narazie jest fajnie. Zobaczymy, co jeszcze wymyśli pani Gał. A może ktoś z nas zostanie w przyszłości prawdziwym dziennikarzem?
Warsztat będziemy mieć jak znalazł. I tak warto umieć pisać różne teksty, bo wszystko napewno przyda nam się w przyszłości.


MUNDURKI - utrapienie czy dobre rozwiązanie?

1 października bieżącego roku, w Szkole Podstawowej nr 6 im. Romualda Traugutta w Lublinie, jak w wielu innych szkołach wszedł obowiązek chodzenia w mundurkach. W naszej szkole oznacza to ujednoliconą kolorystykę, czyli czarny, niebieski, biały i elementy czerwieni. Jest to jednak dosyć problematyczne i dla rodziców i dla uczniów. Niektóre klasy wybrały wariant noszenia jednego elementu owego stroju, np. kamizelki (oczywiście nie zapominajmy o tarczy!).
2 października część uczniów nadal chodziła w kolorowych ubraniach a mniejsza grupa, zwłaszcza z młodszych klas, zaopatrzona w mundurki podążyła w nich do szkoły. Tymczasem w szkole nadal panuje barwny chaos. Czyżby więc różnorodność górą ?!!

Patrycja Skiba, klasa VI C


Opinia

Witam,
Chciałabym wypowiedzieć się na temat nowego działu dotyczącego mody. Pomysł jest absolutnie rewelacyjny. Gazetka Szósty Zmysł zawsze była ciekawa, ale teraz wymoślono coś nowego, nietypowego. Gratuluję redakcji pomysłowości :)

absolwentka szóstki


Jak powstaje "Sióśty Źmyśłek?"

We wtorek, 2 października br., przyszłam o umówionej porze do świetlicy. Pani Kasia przywitała mnie i poprosiła, żebym zaczekała. Podeszła do jednego ze stolików, (przy którym kilkoro dzieci odrabiało lekcje) i zapytała je czy chcą uczestniczyć w "tworzeniu" mojego artykułu. Ochoczo zgłosiło się kilkoro z nich. Po niewielkim zamieszaniu, gdy dzieci wreszcie usiadły na dywanie Pani Kasia oddała mi głos:
- Poszukuję kilku chętnych do prac plastycznych na temat "Dzień Chłopaka" oraz jakieś uzdolnione dziecko, które może napisać wierszyk na ten temat. Zgłosiło się kilkanaście dziewczynek i kilku chłopców.


Dzieci rozdzieliły się na trzy grupy: pierwsza "robiła, co chciała" czyli, np. jadła, druga siedziała na dywanie i śpiewała piosenki z Panią Alą, a Pani Kasia wspaniale grała na gitarze. Moja, trzecia grupa zasiadła przy stanowisku, który przygotowała Pani Renatka. Podczas, gdy dzieci zawzięcie rysowały, ja pomagałam Agatce napisać wierszyk.

Wtem wpadłam na genialny pomysł. Podeszłam do Pani Ali i zadedykowałam piosenkę "Bieszczady" "za stare dobre lata". Pani się roześmiała i zawołała mnie. Odśpiewałam tę i jeszcze jedną piosenkę "Lato z komarami". W tym czasie większość dziewczyn i chłopców oddało mi swoje prace. Kiedy wiersz został ukończony poprosiłam inną dziewczynkę (również Agatkę), żeby go ładnie przepisała. W tym czasie Pani włączyła film pt. "Auta - wielki wyścig". Dzieci rozeszły się i ja wtedy skończyłam pracę.


red. Pamela Kępa, kl. VI D


 

Drogie Czytelniczki (i Czytelnicy?) "Szóstego Zmysłu"!
Proponujemy w naszej szkolnej gazetce
nowy dział poświęcony modzie.
Mogłaby mu przyświecać myśl: "Szkolna moda to wygoda i uroda!"

Co wy na to? Prosimy Was o opinie (piszcie na adres Pani D. Gał).

Oto pierwszy materiał przygotowany przez dziewczyny z nowo powstającej redakcji. Przygotowały go
Basia Klatka i Karolina Ładziak z kl. VI D.

Modna fryzura w tym sezonie!

W tym sezonie modna jest długość włosów do ramion. Na tym zdjęciu, nasza koleżanka - Basia ma pocieniowane włosy, grzywkę na bok oraz lekkie pazurki. Taka fryzurę można spiąć w kucyk, zebrać klamrą lub zaczesać opaską.

 



Oto propozycja dla dziewczyn, które jeszcze nie posiadają mundurka: błękitny T-shirt, czarna lub granatowa spódniczka po kolano oraz bluza (najlepiej w kolorze takim jak dół stroju).

Mundurek? - ma swój urok !!!

Przedtem...
Potem...


Mundurki szkolne to oczywiście rewolucja! Ale nie ma się czym przejmować!!! Przecież możesz do tego dołączyć różne modne dodatki, np. pasek, bransoletkę, pierścionek, opaskę ( np. w kropki). Możesz też założyć pod spódniczkę jakieś wzorzyste rajstopy. Tylko pamiętaj: wszystko musi być w kolorach szkolnych! Każdy mundurek może być COOL!!


Jeśli nie masz mundurka, też możesz fajnie wyglądać, jak nasza koleżanka- Ola (czarne legginsy, jeansowa spódniczka i biała bluzka).

Czytajcie naszą stronę poświęconą modzie, przysyłajcie do nas swoje propozycje i piszcie. Adres e- maila znajdziecie na stronie tytułowej gazetki


Wywiad z Panią Ewą Cichorzewską na temat mundurków szkolnych

Red.: "Szósty Zmysł": Czy podobają się Pani obecne mundurki?
P.Cichorzewska: Absolutnie nie.
Red.: Czy uważa Pani, że można do nich dołączyć jakieś dodatki?
P.C.: Na pewno przydałby się coś dla ożywienia koloru , np. dla
dziewczynek opaski do włosów.
Red.: Czy podoba się Pani sam pomysł z mundurkami?
P.C.: Bardzo mi się podoba.
Red.: Czy odpowiadają Pani kolory mundurków, czy zmieniłaby je Pani na inne?
P.C.: Chętnie powróciłabym do poprzedniej propozycji, ze sklepu RESERVED.
Red.: Jak Pani myśli, dlaczego niektore dzieci nie chcą nosić mundurków?
P.C.: Wolą swoje prywatne ubrania, bo są wygodniejsze, a przede wszystkim ładniejsze.
Red.: Czy myśli pani, że w liceum rowniez powinny być mundurki?
P.C.: Nie.
Red.: Dziękujemy za wywiad.

Wywiad prowadziły red. Kasia Komorska i Justynka Barycka z kl. VI D

 


III D jak malowana

W klasie III D pani Ewy Gadaj niemal wszystkie dzieci przychodzą do szkoły w mundurkach.
Są z tego dumni. Czyż nie prezentują się wspaniale?


Tarcze szkolne

Myślę, że tarcze szkolne były dobrym pomysłem. Teraz, gdy ktoś odwiedzi naszą szkołę, od razu widzi kto jest jej uczniem, kto chce być jej uczniem, a kto się znalazł tutaj przypadkowo i jest mu wszystko jedno, czy chodzi do tej szkoły czy do innej. Tarcze wyglądają dostojnie i poważnie. Są wykonane z linoleum i estetycznie wyglądają. Cieszę się, że stały się częścią naszego ubioru, podobnie jak mundurki.

Olgierd Celiński


Tarcze? Czemu nie?

Chciałbym wyrazić swoją opinię na temat tarcz, które pojawiły się w naszej szkole. Bardzo mi się podobają, ponieważ jesteśmy szkołą, która swoją pracą zasłużyła na to. Jestem dumny z tego, że noszę tę tarczę. Niedawno jednak usłyszałem też o tym, że niektórzy uczniowie woleliby nosić identyfikatory. Mi też podoba się ten pomysł i myślę, że Pani Dyrektor rozważy tę propozycję.

Anonim


Mundurki

Chciałbym wyrazić moją opinię na temat mundurków szkolnych. Myślę, że to dobry pomysł. Świadczy to o tym, że jesteśmy szkołą, która szanuje tradycję. Z lekcji o kulturze angielskiej wiemy, że w Anglii dzieci w szkołach angielskich noszą mundurki. W elitarnych szkołach, w USA jest to wręcz oczywiste. Jeśli nasz poziom wkracza w sfery poziomu ze statutem międzynarodowym, powinniśmy się z tego cieszyć! Nie zgadzam się z negatywnymi opiniami na temat mundurków, które ostatnio pojawiły sie na stronie gazetki szkolnej. Cieszmy się, że nosimy mundurki jako jedyna lub jedna z nielicznych szkół w Lublinie. To powód do dumy.

Olgierd Celiński


Witam!!!

Chciałbym wyrazić swoją opinię na temat mundurków w naszej szkole. Uważam że pomysł jest niezły ale przecież można przychodzić w odpowiednich kolorach i nie muszą być to koniecznie mundurki, tylko inne ubrania.
Miom zdaniem mundurki nie są dobrym rozwiązaniem.

Grzegorz Tchórzewski


Nie szata zdobi człowieka

Przeczytawszy wywiad Redakcji "Szóstego Zmysłu" z Panią Dyrektor w sprawie "strojów w szkolnych barwach" chciałbym wyrazić swoją opinię na ten temat. Otóż wydaje się, że dzieci i młodzież w wielu polskich szkołach nie znają umiaru w tym, jak się ubrać do szkoły. Dziewczyny - gołe brzuchy, pępki, stringi na wierzchu, super mini, czyli sama gumka, brokatowe, wydekoltowane bluzki. Panowie - spodnie w kroku, kolczyki w uszach. Ohyda!!! Tymczasem, jak głosi stare przysłowie, to nie ubiór zdobi człowieka. Tylko człowiek pusty i ubogi wewnętrznie potrzebuje stroić się na zewnątrz. Człowiekowi, który jest świadomy swego duchowego bogactwa, swojej wiedzy, inteligencji i innych wewnętrznych wartości wystarcza skromny wygląd. Dlatego chwalę "Szóstkę" za tę inicjatywę. Dzieci z "Szóstki", skoro chcą być na "szóstkę", powinny świecić przykładem wzorowego zachowania i wspaniałych ocen, a nie modnym ciuchem.

Tato Agaty, która chodzi do "Szóstki"


 
SZÓSTY ZMYSŁ - Gazetka Szkolna
Szkoła Podstawowa nr 6 w Lublinie
Zespół graficzno-komputerowy: pani Dorota Gał, pani Elżbieta Krzowska