www.sp6.lublin.pl

 
Menu
Licznik
Jesteś naszym
Licznik
gościem.
 
 



KĄCIK TWÓRCZOŚCI

- jeśli są wśród Was poeci lub pisarze zapraszamy tutaj. Niemal wszyscy wielcy poeci zaczynali drukować swoje wiersze lub fragmenty prozy, właśnie na łamach prasy

Rok szkolny 2011/2012


MAJ 2012

Wiosna

Wiosną kwiatuszki rozkwitają,

I wszystkim się bardzo podobają.

Ptaki wiosną przylatują,

I po niebie sobie snują.

Burze wiosną czasem bywają,

Ale nikomu nie przeszkadzają.

Wiosną chodzimy wszyscy uśmiechnięci,

Ale bywają dni, że jesteśmy zziębnięci.

Mateusz Majcher

 

KWIECIEŃ 2012

 

Wywiad z Małgorzatą Musierowicz


Pani Małgorzata Musierowicz jest autorką i ilustratorką książek dla dzieci i młodzieży.

Dominika Rejdak: Kiedy rozpoczęła się Pani przygoda z literaturą?

Małgorzata Musierowicz: Odkąd pamiętam, pisanie wiązało się u mnie z rysowaniem. Pierwsza prawdziwa powieść (Małomówny i rodzina), jaką napisałam, powstała właściwie po to, żebym miała co zilustrować. Zrobiłam dyplom na Wydziale Malarstwa i Grafiki, ze specjalnością: ilustracja książkowa - i za nic nie mogłam zdobyć jakiegokolwiek zlecenia. Postanowiłam więc sama je sobie złożyć.

D.R : Czyli napisanie słynnej serii książek zwanych 'Jeżycjadą ' było zupełnie przypadkowe ? Marzyła Pani o ilustrowaniu ?

M.M : W pewnym sensie tak, lecz kiedy przeglądałam literaturę dla młodzieży sama chciałam stworzyć opowieść o idealnej rodzinie. Borejkowie mają problemy, ale ze swoim sposobem podejścia do życia umieją sobie poradzić.

D.R : Czy naśladuje Pani rodzinę Borejko w swoim domu?

M.M : Nie zawsze udaje mi się to, ale opisując Borejków umieszczałam swoje rodzinne wspomnienia. Mam czwórkę dzieci i kilkoro wnucząt, jestem szczęśliwa. Teraz kiedy jestem już osobą starszą chciałabym odpocząć. Przez całe życie mijałam się z mężem. W tym momencie chciałabym tylko siedzieć pod gruszą wspominać oraz czytać książki.

D.R : Ma Pani wiele fanek i one liczą na dalsze części. Co Pani zamierza zrobić ?


M.M : Jestem w trakcie pisania 19 części 'DC Dusia' a dalej zobaczymy . (śmiech)

D.R : Kiedy zaczęła się pani przygoda z książką ?

M.M : Już w wieku 14 lat pisałam opowiadania i kształciłam się w kierunku ilustratorki . Natomiast miałam wspaniałych Nauczycieli, od których dowiedziałam się rzeczy ważnych, bezcennych, niezbędnych.

D.R : Od niedawna Pani miłośnicy mogą spotykać się z Panią nie tylko na spotkaniach autorskich, ale również na Pani stronie internetowej. Jak się Pani czuje jako jedna z najpopularniejszych "bloggerek" w Polsce?

M.M :Oj, a czy ja w ogóle jestem bloggerką? Nie zamierzałam. Stworzyłam po prostu swoją stronę autorską, na co mnie od dawna namawiano. Nawiasem mówiąc, przeciwstawiałam się temu pomysłowi uparcie, wiedząc doskonale, co mnie czeka.
Pisanie takiej strony to naprawdę wielka praca ale też poznawanie mądrych i otwartych ludzi .

D.R : Wiele z Pani powieści zostało przetłumaczonych na inne języki: czeski , rosyjski, słoweński, litewski, węgierski, szwedzki, a nawet wietnamski czy japoński. Jakie to uczucie widzieć swoje powieści w tak wielu, egzotycznych skądinąd, odsłonach?
M.M: Miłe. Najbardziej lubię japońskie wydania: są takie śliczne! - pod każdym względem.
D.R :Czy nie obawiała się Pani barier kulturowych, na jakie mogą natrafić zagraniczni czytelnicy Pani powieści? Tego, że mogą one zostać niewłaściwie zrozumiane, zinterpretowane?

M.M : Prawdę mówiąc, odkąd dowiedziałam się o japońskim sukcesie Opium w rosole (ten tytuł przełożono i wydano tam jako pierwszy), nic mnie już nie zdziwi. Okazuje się, że młodzi ludzie na całym świecie myślą, czują i rozumują bardzo podobnie. To krzepiące.
D.R : Borejkowie nadal zamieszkują na Jeżycach, jednak Pani od pewnego czasu żyje z dala od zgiełku miasta. Nie tęskni Pani za sąsiedztwem Roosevelta 5?
M.M : O, nie, nie. Na wsi mieszka się nam cudownie. Zresztą, Jeżyce z Jeżycjady zawsze istniały tylko w mojej wyobraźni. A wyobraźnię oczywiście przywiozłam tu ze sobą, calutką, nic a nic nie uszkodzoną w trakcie przeprowadzki.

D.R : Bardzo dziękuje pani za wywiad i życzę wszystkiego najlepszego ; )

M.M : To ja bardzo dziękuje i nawzajem ! (śmiech )


MARZEC 2012

 

Marzec

Gdy Marzec nadchodzi,

Dzień Kobiet przychodzi.

Kobieta nawet mała,

W ten dzień kwiat dostać by chciała.

Zauważone chcą być niemało,

A od swojego męża dostać na śniadanie ciepłe kakao.

Wszystkie na ten dzień z cierpliwością czekały,

I pięknego tulipana za to dostały.

Autor: Mateusz Majcher klasa 3a

 

 

"Moja Pani"


Moja Pani jest cudowną kobietą,
niepowtarzalną i jedyną - jak słońce.
Przekazując nam swą wielką wiedzę,
pragnie dla nas sukcesów tysiące.

Gdy nam w szkole jest smutno i źle,
nie pytając nas - Ona o tym wie.
Wytrze łzę, przytuli, pogłaszcze,
i wskazuje, że wszystko jest łatwe.

Swą urodą nas wszystkich zachwyca ,
że nie straszna nam jest tablica.
Mnożenie , dzielenie , nawiasy ,
nie zniechęcą nas - chętnie wchodzimy do klasy.

Czułością nas wszystkich ujmuje,
a nam wstyd za każdą tróję.
Wyrozumiałość Jej doceniamy
i całym sercem Naszą Panią kochamy.

Miłosz Gromaszek kl. III a

 

 

Nasza szkoła

Spójrz na szkołę tak jak ja.
Ona nie jest taka zła!
Co dzień spotkasz w niej przyjaciół.
Dowiesz się, gdzie leży Kraków.
Ile to dwa razy osiem,
Jak z angielska jest "poproszę".
Czy król Staś był dobrym władcą
i skąd jest w żarówce światło.

Wszyscy razem się uczymy.
Nigdy się tu nie nudzimy.
Pełna dziewczyn i chłopaków,
Szkoła "Szósta" na Czwartaków!


Basia Kręcisz, klasa III A

 


 

Romuald Traugutt

 

Romuald Traugutt nasz patron kochany,

Jest w całej Polsce znany i szanowany.

Bardzo się cieszymy , że takiego patrona mamy,

Brać przykład z jego życia zamierzamy.

Brał czynny udział w Powstaniu Styczniowym,

Każdy go uznaje patriotą wzorowym.

I choć wcale niełatwe było jego życie całe,

W odzyskaniu niepodległości ma zasługi niemałe.

Ogromna i niezłomna była wiara jego,

W Boga, Ojczyznę i siebie samego.

Więc , gdy swoje obowiązki dobrze wypełniamy,

Cześć bohaterom Ojczyzny składamy.

Gdy książka i zeszyt bronią naszą będzie,

Więcej patriotów w kraju nam przybędzie.

I choć my patrioci mali, już pierwsze zadanie czeka przed nami,

Być dobrymi i sumiennymi uczniami.

 

Autor Mateusz Majcher kl. 3 a

 


 

BAJKOWY SEN

Pewnego słonecznego dnia myślałm sobie, jak cudownie byłoby pojechać w daleką podróż, zwiedzić egzotyczne zakątki świata. Cóż kiedy akurat na ten dzień zaplanowałam wielkie porządki w swoim pokoju!

Z nadzieją na odpoczynek kładłam się do łóżka. Ledwie zdążyłam zamknąć oczy usłyszałam, jak okno w pokoju lekko się uchyla. Wstrzymałam oddech ze strachu. Zobaczyłam cień drobnej sylwetki. Podniosłam głowę i ... ujrzałam najprawdziwszą w świecie wróżkę! Była śliczna, eteryczna, cała połyskująca. Miała różowo - błękitną suknię i migocącą w świetle księżyca różdżkę. Uśmiechnęła się do mnie i zaprosiła na magiczną podróz w świat marzeń. Chwyciła mnie za rękę i zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, szybowałam już po niebie.
Odwiedziłyśmy razem wszystkie niemal miejsca, które znałam z programów telewizyjnych i katalogów biur podróży. Podziwiałam barwną rafę koralową u wybrzeży Austaralii, spacerowałam po słynnym Murze Chińskim, widziałam zachwycające rzeźby na Wyspie Wielkanocnej, a na koniec wypiłam pyszną kawę i zjadłam ogromną porcję lodów na szczycie wieży Eiffla w Paryżu.

Niespodziewanie usłyszałam ostry dźwięk budzika. Zerwałam się z łóżka, trochę zasmucona, że wszystko to było tylko snem. Zastanawiające tylko, dlaczego tak bardzo bolały mnie nogi, a w kieszeni miałam tyle pachnącego, złocistego piasku?
Warto jednak wierzyć w bajki!


Autor: Basia Kręcisz kl. III A

 


WIGILIA

Wigilia to coś wspaniałego
na stole sianko i serwetka.
Na serwetce 12 różnych dań:
barszcz, karp, ciastka i inne smakołyki,
gdy tam siedzimy jest nam wesoło,
a pod choinką prezenty leżą
czy to prawda, że Mikołaj nam je przyniósł?
To prawda
i wesołe święta na pewno u was też będą.

Zuzia Kisiel, klasa IIc

 

Zuzia Kisiel z II C


Nasza Pani - Wierszyki i ilustracje uczniów klas młodszych

Wakacyjne skarby - wierszyki i ilustracje uczniów klas młodszych

 

Jesień

Patrz, już jesień. Już każda trawka dźwiga ciężkie kosze,
Pełne ziaren półmisy, przysadziste stoły,
Szeleszczące bukiety, żeglujące spichrze,
Na powietrzu błękitnym warczące stodoły.
A my? Do szkoły!

 

Rok szkolny 2010/2011

Wiosna


Wiosna, wiosna, wiosna...
Pogoda za oknem wraca radosna.
Wiosna,
Czy zadaniu sprosta?
Wiosna,
Pozwól na dworze nam zostać!
Wiosna,
Niech nie będzie żałosna.
Wiosna,
Pragniemy słońca dostać!
Wiosno, wiosno przyjdź nie chowaj się,
My i tak znajdziemy cię!

 


Red. Magda Kmieć, klasa VI E


 

Wiosna, ach ta wiosna…

Śniegi stopniały, mrozy minęły,
z dnia na dzień przebiśniegi kwitnąć zaczęły.
Dzień jest dłuższy, słońce grzeje,
delikatny, wiosenny wietrzyk wieje.
W kąt poszły szare kurtki zimowe,
teraz zakładamy bluzy kolorowe.
Wszystko do życia ponownie się budzi,
żadne dziecko popołudniami już się nie nudzi.
Do łask wróciły piłki, skakanki,
w niepamięć poszły łyżwy i sanki
Wszyscy się cieszą, każdy radosny,
tak bardzo tęsknili ludzie do wiosny.

Patryk Miś kl. VI e

 

 

WIELKANOCNY KRÓLIK


Królik jest bezbronnym zwierzątkiem
Takim niby niewiniątkiem
Ciągle tylko skacze
Ani nie szczeka ani nie kracze
Lecz gdy zbliża się Wielkanoc
Kradnie kurkom jajka na noc
I świąteczny rozrabiaka
Myśli sobie, że to draka
Więc je chowa jak na złość
Aby wszyscy mieli dość
Dzieci w wielkanocny ranek
Wciąż szukają tych pisanek
To w salonie, to w ogrodzie
Pod fotelem, na komodzie
Królik choć sobie sprawy z tego nie zdaje
Jest wielkanocnym św. Mikołajem
Bo wszystkim wiele radości daje
I całe góry czekoladowych jajek

Natalia Poczek kl. 6 E

 

Kochane Konie


Uczę się przyrody. Przede mną geograficzna mapa Polski, Tatry, Bieszczady, Pomorze Gdańskie. Nagle "dostaję errora". Wirus mi się wkrada do mózgu. Myślę… Kocham konie! Są takie piękne i wolne. Najardziej podobają mi się rumaki maści karej. Jednak największą sympatię czuję do kasztanowej klaczy Dobi. Kiedy siedzę na jej grzbiecie wiem, że nigdy mnie nie zrzuci. Ufam jej, bo jest łagodna.Nieobecnym wzrokiem patrzę na leżącą przede mną mapę.Dostrzegam Roztocze położone blisko Lubelszczyzny. Na łąki wyobraźni znów wbiegają szybkie rumaki.

Wsakuję na grzbiet jednego z nich. Zapominam o całym świecie. Galopuję po zielonej, mięciutkiej trawie. Przeskakuję przejrzyste rzeczki i wartkie strumienie. Czuję złote i ciepłe promienie słońca na twarzy i pęd powietrza. Rozwiane włosy fruną za mną. Oddycham pełną piersią.

Liczy się tylko mój koń i ja, a jutra nie ma.Jak dobrze gdybym mogła teraz w realu wzbić się w powietrze wierzchowcem. Zwykle jeżdżąc konno zapominam o całym świecie. Nie ma znaczenia to czy pada śnieg, deszcz czy jest słonecznie. Przy każdej aurze mogłabym wybrać się na przejażdżkę.W siodle czy na oklep czuję się cudownie. Kiedy coś nie wyjdzie:- Hej! Świat się nie zawalił, będzie lepiej - i faktycznie tak jest.Trenuję od niedawna a już mogłabym powiedzieć, że urodziłam się w siodle, a na koniu spędziłam przynajmniej pół swego życia. Na grzbiecie wierzchowca czuję się jak ryba w wodzie.

Dobrze, a teraz wracam na ziemię. Tak na szary nudny świat nad książką. Niedługo sprawdzian szótoklasisty, więc trzeba zająć się sprawami doczesnymi. Odrzucam mapę. Chwytam matmę.

Gośka Markowska, VI E


PRZYJACIÓŁKA

Przyjaciółko kochana
Właśnie dzisiaj z rana
Zobaczyłam skowronka na niebie,
Który przypomniał mi ciebie.
Lecz nie myśl, że zapomniałam
Choć cię długo nie widziałam

Przyjaciółko moja
Ta życzliwość twoja
Twoje serce wspaniałe
Do przyjaźni doskonałe
Zawsze mnie pocieszasz,
gdy dostanę w szkole dwóję
Za to wszystko dziękuję

Przyjaciółko jedyna
Nasza przyjaźń wytrzyma
Przez długie lata
Aż do końca świata


Natalia Poczek klasa VI ,,E''


 

Twórczość literacka najmłodszych

W ramach koła polonistycznego prowadzonego przez p. Dorotę Kędrę w klasie III D, uczniowie podejmowali próby pisania swoich pierwszych tekstów literackich i tak powstały wiersze o zimie.

Zima

Pada śnieg!
Pada śnieg!

Przyszła sroga zima.

Zasypała pola.
Zasypała lasy, drogi.
Zamroziła rzeki i jeziora.

Dzieci się cieszą.
Kochają zimę!
Daria Boczkowska, kl. III D

Zapukała zima!


Zapukała zima biała do okienka Anki.
Choć Bartku! Choć Zuziu! Jedziemy na sanki!

Robi Anka na podwórku białego bałwanka.
Kto lepi igloo z lodu? To jest chyba Hanka!

Niedługo Wigilia! Cieszy się Bartek.
Zrobię jutro wielką ilość świątecznych kartek!

A w Wigilię piecze pyszne ciasto mama,
a choinka stoi jak kolorowa dama!

Gdy jadę do babci rozświetlają drogę
świąteczne choinki, które podziwiać mogę.

Karolina Sendrowicz, kl. III D

Grudzień


Pędzi grudzień na zimowych saniach.
Bałwanki mu się kłaniają
i wróble z karmników łebki wychylają.

Pędzi grudzień na zimowych saniach.
Dzieci wesołe mu machają,
a grudzień w nagrodę sanki, narty i łyżwy rozdaje.

Pędzi grudzień na zimowych saniach.
Tatusiowie z choinkami jadą,
a grudzień za wysiłek ozdoby świąteczne im daje.

Pędzi grudzień na zimowych saniach.
Buciki na malutkie nóżki
zakłada Elfom, pomocnikom Mikołaja.

Pędzi grudzień na zimowych saniach.
Całej Polsce drzewo
na opał do kominów wrzuca.

Pędzi grudzień na zimowych saniach.
I myśli:
z Polską już czas żegnać się.


Zofia Głuchowska, kl. III D

Śnieg

Dzisiaj dobra pogoda na sanki
Więc pójdę do koleżanki Hanki
Razem się pobawimy
I bałwana ulepimy
Pozjeżdżamy trochę z górki
Prosto na pazurki …
Gdy się już tak wybawimy
To do domku powrócimy
Odśnieżymy jeszcze drogę
A w nagrodę?
Dostaniemy mleko z miodem...

Maciej Świątek, kl. III D

A oto okładki do książek naszych młodych pisarzy:

Daria Boczkowska - "Przygody Kota Mufasy"

Zofia Głuchowska - "O psie, który korzystał z MPK"

Karolina Sendrowicz - "Ciepły lód"

Patrycja Kuta - "Przygody małej owieczki Oli"


Opowiadanie science fiction

TWI'LEK

Najbardziej charakterystyczną cechą wyglądu Twi'leków są wyrastające z tyłu głowy głowoogony, zwane Lekku. Lekku są silnie unerwione, a ich urazy mogą spowodować uszkodzdeniemózgu. Bardzo rzadko przychodzą na świat osobnicy o większej ilości Lekku, uznawane są one za symbol wyjątkowego szczęścia i pomyślności. Istoty tej rasy dobrze widzą w ciemności.

Twi'lekowie nie posiadają włosów, za to ich skóry mogą mieć wiele barw i odcieni. Posiadają skóry o barwach: zielonych, pomarańczowych, brązowych, żółtych, niebieskich i purpurowych, a nawet w kolorze białym. Twi'lekowie pochodzą z pustynnej planety Ryloth.

Na ich planecie mieszkają Korridy, czyli potwory niszczące osady i miasta Twi'leków. Ogoniaste głowy, bo tak też są nazywane Twi'leki naszą też talizmany, które wg. ich wierzeń, chronią ich od wypadków i chorób. Naszyjniki te zwane Ralu na cześć ich boga ze starożytności. Ralu były robione z zębów Korridów. Do zębów wszczepiano klejnot ze Świętej Góry. Tylko nieliczni mogli sobie pozwlić na większy klejnot. Najcenniejsze, a zarazem najrzadsze były krwawe kryształy.

Twi'lekowie zajmują się głównie handlem. Ich planeta jest głównym źrródłem surowca zwanego Kremon. Ten surowiec używany jest głównie używany do produkcji silników. Silniki Twi'leków są uważane za najlepsze na świecie. Kremonu używa się do produkcji statków kosmicznych. Ta rasa uzyskała też mistrzostwo w szkoleniu żołnierzy, dlatego wszystkie inne rasy zjeżdżały się z najdalszych zakątków galaktyki by pobierać od nich szkolenie. Stolicą Twi'leków jest Oseti, które leży nad Morzem Wydm. Stolica jest najpiękniejszym z miast tej rasy.

Główny Pałac zamieszkuje Odan Urr -Władca Twi'leków. Uważany jest za najmądrzejszego ze wszystkich. Ma także aż cztery głowoogony, więc jego poddani myślą, że z tego powodu został ich królem. Jego Ralu też jest wyjątkowe, ponieważ ma dwa klejnoty.Odan Urr nigdy jeszcze nigdy nie zdjął tego naszyjnika i ma pięćset trzy lata. Inni żyją do dwustu lat. Na placu głównym stoi diamentowa fontanna w kształcie boga Ralu, a obok fontanny stoją różne targowiska.

Tomek Wójcik i Bartek Kasprzak 6e



wierszyki ortograficzne

Harcerka w młodości
co wieczór haftowała,
a w niedziele
na harmonii grała.

Honorowy harcerz
huśtał się na huśtawce
wnet hejnał usłyszał
i huknął o ziemię,
aż się mu hełm
z herbem zachwiał

Gosia Markowska VI E


Jestem chrześcijaninem, czyli świadkiem Chrystusa

Pan Bóg z wysokości
światłem promienieje.
W jego świętym blasku
świat do nas się śmieje.

Radują się ludzie,
rośliny, zwierzęta,
że nasz Bóg na niebie
o wszystkich pamięta.

Zesłał nam Chrystusa,
aby nas nauczał.
Potem cierpiał rany,
zbawił nasze dusze.

Wierzę w niego szczerze
całym sercem, duszą.
Modlę się do niego
i przykazań słucham.

Widzę Jego chwałę
i sławię Go wielce,
wielbię Jego dobroć
i klękam w podzięce.

Jestem katolikiem
i świadkiem Chrystusa.
Głoszę Jego Słowo,
by wszystkich poruszyć.

W niedzielę Msza Święta-
do Kościoła pędzę!
Chcę spotkać Jezusa,
rozśpiewać swe serce.

Miłość nieść dla ludzi
to ważne zadanie.
Każdy chrześcijanin
za Chrystusem stanie!

Anita Kostyńska kl. 6 e


Jestem chrześcijaninem

Jestem chrześcijaninem,
Czyli świadkiem Chrystusa.
Kocham Maryję,
I pana Jezusa.

Wierzę w niego całą moją duszą,
Do innej wiary mnie nie zmuszą.
I będę chrześcijaninem aż się dni moje skończą,
A do tej pory będę Chrystusa obrońcą.

Świadkiem Jezusa jestem,
Okazuję to każdym gestem.
Modlę się do niego w dzień i w nocy,
On mi jest zawsze ku pomocy.

Do kościoła chodzę w niedzielę,
Z głodnymi jedzeniem się dzielę,
A gdy czegoś ktoś nie umie,
Wie, że pomoc znajdzie u mnie.

Maryja z Jezusem są w niebie,
A mnie Boże nie brakuje ciebie.
Bóg stworzył: ludzi, rośliny, zwierzęta,
A także dzieci i niemowlęta.

Pierwsi ludzie to Adam i Ewa,
Mieszkali w raju gdzie łąki i drzewa.
Ewa skuszona przez szatana,
Zjadła jabłko,
Z Adamem z raju wygnana.

Kochajmy Boga,
Ale również naszego wroga.
Ponieważ bliźnim jest też nasz wróg,
Bo tak nam mówił Bóg.

Milena Pilipczuk & Magdalena Kmieć


WYOBRAŹNIA

Jeżeli zasnąć chcesz słodko
Lub odpocząć od codzienności
Marnej, szarej rzeczywistości
To zastukaj palcem w ścianę,
A wyobraźnia zjawi się w mig.
Wejdzie przez ścianę jak duch,
Sięgnie obłoków, by zdjąć z nich puch.
Okryje nim ciebie i zniknie gdzieś w niebie.
A teraz zamknij oczy.
Znajdziesz się w szatni w naszej szkole.
Nikogo tam nie będzie.
Cicho wszędzie, mroczno wszędzie.
Nagle światło się zaświeci
I przez okno wylecisz,
Na szkolne podwórko, powiesz:
- Szóstka? W ogóle jej nie poznaję!
Ponieważ rzeczywiście inna się stanie
Będzie się mienić we wszystkich kolorach tęczy
Św. Franciszek zejdzie z pomnika
I będzie podlewał ogródek
Szkoła zamieni się w teatr,
Kwiaty będą tańczyć zwrócone ku słońcu
Jakby za szóstkę Bogu dziękowały,
A ptaki dla naszej szkoły będą pięknie śpiewały.
Niestety to tylko nasza wyobraźnia.
Lecz Szóstka jest wspaniała
I naprawdę wygląda jak teatr.
Poprostu musimy piękno w niej dojrzeć
Wyobraźni okiem na nią spojrzeć.

Natalia Poczek kl. 6 ,,E''


MAGICZNY ŚWIAT

Przymknij oczy a zobaczysz
co w magicznym świecie
znaczy: wonna łąka,
las szumiący i potok
bystro płynący.

Zatkaj uszy a usłyszysz
co w magicznym świecie
trzeszczy.
Plusk kałuży, rechot żaby
i chóralne śpiewy ptaków.

Przestań kroczyć, stań na chwilę,
a poczujesz co w magicznym świecie się
dzieje. Wszyscy tańczą
się radują skacząc w górę
raz i dwa.

Połóż głowę, zaraz zaśniesz
by w magicznym świecie być,
gdzie spełniają się marzenia
i możliwe wszystko jest.

Aleksander Woźniak kl.VIe


PUŚĆ WODZE WYOBRAŹNI


Zastukaj palcem w ścianę,
Przed oczami pojawi się łódka,
Lekko ślizgająca się po srebrzystym obrusie rzeki.


Na łódce wysokie drzewo,
Delikatnie kłaniająca się zatopionemu
W wodzie słońcu.

Zaświstaj cienko,
A wiatr z liśćmi zatańczy walca,
I wszystko będzie przemoknięte
Gdy błękitna konewka zapłacze.

Zamknij oczy,
A zobaczysz zamek ze złota,
I piękne kolorowe okna
Jak małe trójkąciki
Składające się w całość.

Teraz otwórz oczy,
Wstań z krzesła,
Zamknij pudełko,
Odłóż, pamiętaj.


Milena Pilipczuk, kl.6e


 

Miesiące wyobraźni

Zastukaj palcem w ścianę,
Wtedy pojawi się tablica.
Odpowie: ja tu zostanę
Na niej miesiące się pojawią:
Styczeń - moc życzeń,
Luty - twój koń podkuty,
Marzec - w koszulce czy w polarze?
Kwiecień - ten to plecień,
Maj - to twój raj,
Czerwiec - powie "Cześć!" szkole i przerwie,
Lipiec - letnia muzyka skrzypiec,
Sierpień - coraz dłuższy cień,
Wrzesień - pożegna się z tobą w lesie,
Październik - piękne zapachy z pizzerii,
Listopad - każdy liść już opadł,
Grudzień - wszędzie ludzie.

Zaświstaj cienko
Widzisz:
Kwartał pierwszy, drugi, trzeci
I czwarty - ostatni
Uważaj, bo z konia zlecisz
Lepiej weź ze sobą notatnik

Chrząknij znacząco
Czas się zmieni
W szkole będzie celująco
Nauczyciele nie będą zdziwieni
Przyszedł czas.

Zamknij oczy,
Pomyśl o wierszowych lwach
To wyobraźnia w twoją stronę kroczy
Zaprzyjaźnij się z nią
Miłe rytmy zabrzmią.

Magda Kmieć, klasa VI E


 

 

Magia wyobraźni

Zastukaj palcem w mur
a wyleci cegła.
Z powstałej dziury wypłyną bieluchne chmury.
Chlapnij farbą
a przyjadą wielobarwne kwiatów fury.
Zamknij oczy, rzuć się na kwieciste łożę
i odpocznij chwilkę.

Chwyć płatków maku czerwoną garsteczkę, jedną zieloną trawy niteczkę
i gałązeczkę,
by rzucić zaklęć troszeczkę.
Machnij różdżką i przejdź się poziomkowo-truskawkową dróżką.
Kiedy owoców zjesz już bez liku,
pomyśl by zabrać coś innym w koszyku.

Zagwiżdż głośno,
a gdy zechcesz - wiatr cię uniesie,
zapragniesz - nawet w nową nieznaną galaktykę przeniesie.
Zamrugaj oczami. popstrykaj palcami
i zabierz ze sobą na Ziemię nie tylko wspomnienie.
lecz dowód na kolejnej planet istnienie.
I nikt i nic Ci w tym nie przeszkodzi,
bo wyobraźnia nigdy nie zawodzi.

Małgorzata Markowska VI E

Magia wyobraźni

Zastukaj palcem w ścianę
A kwiaty jesienne
Szarą rzeczywistość
Przykryją
Ciepłą kołderką
Białych astrów

A teraz zamknij oczy
Staw wyrośnie
Ciepły i pachnący
Niczym woń dzikich róż
Woń wyobraźni

Ania Cyrankiewicz, klasa VI E

 

 

 


Jesienny wiersz

Zamknij oczy
Niech ogień pnie się po drzewach
Aby rozpalić jesień
I zamienić zieleń w złoto.

Gdy otworzysz oczy
Ujrzysz pnie drzew
A pod nimi złotą kołderkę liści.

Powiesz mamo tato
Jesień idzie
A ona sypie
Czerwonymi koralami
Brązowymi kasztanami
Które uwielbiają dzieci.

Michał Dwornicki, klasa VI E

 

 

 



 

Krótkie opracowanie wiersza "Pieśń o żołnierzach z Westerplatte"

Konstanty Ildenfons Gałczyński
Pieśń o żołnierzach z Westerplatte

Kiedy się wypełniły dni
i przyszło zginąć latem,
prosto do nieba czwórkami szli
żołnierze z Westarplatte.

(A lato było piękne tego roku.)

I tak śpiewali: Ach, to nic,
że tak bolay rany,
bo jakże słodko teraz iść
na te niebiańskie polany.

(A na ziemi tego roku było tyle wrzosu na bukiety.)

W Gdańsku staliśmy tak jak mur,
gwiżdżąc na szwabską armatę,
teraz wznosimy się wśród chmur,
żołnierze z Westerplatte.

 

I ci, co dobry mają wzrok
i słuch, słyszeli pono,
jak dudni w chmurach równy krok
Morskiego Batalionu.


I śpiew słyszano taki: -- By
słoneczny czas wyzyskać,
będziemy grzać się w ciepłe dni
na rajskich wrzosowiskach.

Lecz gdy wiatr zimny będzie dął
i smutek krążył światem,
w środek Warszawy spłyniemy w dół,
żołnierze z Westerplatte.

1939

 

Czemu służy w wierszu zmyślenie poety?

Nieprawda w wierszu ukazuje ponadludzkie siły żołnierzy, którzy za swoje bohaterstwo warci są iść do nieba. Poeta porównuje ich do świętych, którzy za swoją męczeńską śmierć idą do raju. Poeta śpiewa o nich pieśń, tworzy wokół nich legendę, aby wzbudzić w nas szacunek do nich.

 

Jakie uczucia wzbudza we mnie wiersz?

Wiersz pt. 'Pieśń o żołnierzach z Westerplatte' wzbudza we mnie podziw dla tak nielicznych, a jednak niezwykle odważnych żołnierzy. To dzieło pobudza mnie również do różnych patriotycznych przedsięwzięć.

 

 

Anita Kostyńska



Jak zabłysnąć na lekcji recytacji poezji?

1) Aby wyraźnie wymawiać, trzeba mówić powoli, głośno i wyraźnie, czyli nie zjadać końcówek.

2) Aby prawidłowo oddychać, trzeba przyjąć odpowiednią postawę, nabierać powietrza przy znakach przestankowych.

3) Aby prawidłowo stosować interpunkcję, trzeba odnosić się do znaków przestankowych w tekście, który wygłaszamy.

4) Aby dobrze akcentować, należy kłaść nacisk na słowo, które chcemy podkreślić.

5) Aby dobierać odpowiednią barwę dźwiękową głosu, należy przelewać uczucia, na słowa, np. radość, smutek, gniew, niepokój, ironia itd.

Anita Kostyńska VI "e"

 


Wierszyki łamiące język


Matka tka
i Tatko tka,
a tkaczka czka
i też tam tka.

Gżegżółka grzała grzańca,
gdy grzmiący grzmot
gromko grzmiał
grożąc grzesznikom.

Baba bada
baobaby.
Baba dba o baobaby.

 

Czesał czyżyk czarny koczek,
czyszcząc w koczku każdy loczek
lecz gdy przykrył koczek toczkiem,
to część loczków wyszła boczkiem.


Spadł bąk na strąk,
a strąk na pąk,
pękł pąk,
pękł strąk,
a bąk się zląkł.


Mój wyobrażony zaczarowany ogród

Moim wyobrażonym ogrodem jest miejsce piękne i świeże. Przebywam tam najczęściej latem, kiedy nie ma prawdziwie naturalnego miejsca, w którym można by zbudować domek na drzewie, zorganizować piknik.

Ten niesamowity ogród skąpany jest w blasku promieni wschodzącego słońca. To miejsce zostało przeze mnie „pomalowane” na śliczny, jasny i intensywny zielony kolor. Znajduje się tam mnóstwo roślinek-kwiatów, drzew, krzewów. Fiołki, bratki, irysy, krokusy i przebiśniegi zdobią zaczarowany trawnik. Są tam również potężne dęby, klony, lipy oraz malutkie jodełki. Jest w nim mały lasek. W owym lesie znajduje się duży, drewniany domek na drzewie. Przechowuję tam przeróżne, ciekawe książki. Lubię je czytać, gdy mam wolny czas. Przez mój cudowny ogród przepływa rzeczka z krystaliczną wodą. Niezwykle jest kąpać się w niej w godzinach popołudniowych. W moim ogrodzie przenikają się barwy wszystkich pór roku. Zawsze świeci tu słońce. Czasem tylko pada delikatny, srebrny deszczyk, który zrasza rosnące wokół rośliny. Potem zawsze rozbłyska wielobarwna tęcza, która za każdym razem wprawia mnie w ogromny zachwyt. Można tu spotkać egzotyczne rośliny oraz przedziwne zwierzęta, np. dwugłowe żyrafy, tęczowe nietoperze, jednorożce, łagodne lwy, szczekające koty. Wszystkie te zwierzęta bardzo mnie lubią, łaszą się do mnie i rozmawiają ze mną. Często odwiedzam mój domek na drzewie, który może przybierać różne kształty. Słucham tu śpiewu ptaków, głosu wiatru oraz dziwnych szeptów docierających z pobliskiego lasku.

Kocham mój wymarzony ogród i uwielbiam tam przebywać. Zapraszam do mnie w odwiedziny wszystkie osoby, które chciałyby zobaczyć prawdziwe czary i cieszyć się razem ze mną!

Anita Kostyńska, kl 5e


Zima


Zima, zima mroźna zima,
Która Bystrzycę w biegu trzyma.
Jest tego roku piękna i cała biała,
A na twarzy srogi uśmiech jej pała.
Ośnieżone są wszystkie drzewa,
Biała strona prawa, biała strona lewa.
Zimno w nos i zimno w uszy,
Zimnym śniegiem w oczy pruszy.
Srebrny śnieg spada nam na głowy,
A w lutym zaczyna się semestr nowy!
Milena Pilipczuk 5e


W grudniu...

24 grudnia to dzień uroczysty,
A z nieba nam spada śnieżek przejrzysty.
- Wigilia - o nią mi chodzi,
Czy wiecie,że w naszych sercach Jezusek się rodzi?
Na choinkę bombki przyczepiamy,
A dom światełkami obwieszamy.
W rodzinnym gronie kolędy śpiewamy,
W nocy na pasterkę wyruszamy.
A po Wigilii tydzień, to ostatni dzień roku,
-Sylwester- fajerwerki ludzie puszczają
I wszyscy dobre humory mają.
Milena Pilipczuk, Karolina Jabłońska kl.5e


 

(biały) wiersz


Dzisiaj niebo liryczne, romantyczne.
Chmury są szare,
niczym pobladła twarz w poświacie księżyca.
Są potężne.
W wyobraźni widzimy,
jak okalają całą kulę ziemską.
Zastanawiamy się,
czy jutro będzie radośniej.

Na razie spacerując wśród jesiennych łąk i drzew
zamyśleni podziwiamy je,
jak potrafią obudzić w nas te wspaniałe, niecodzienne uczucia.


Anita Kostyńska, klas V E

 

 

Prezent dla mamy


W zeszłym roku śniegu było mało,
ale w tym roku pani zima nam to wynagrodziła.
Na święta śniegu po kolana,
dlatego zabawa będzie trwać do rana.

Dla wielu mam to czas ganiania,
gdyż nawiedzają je sterty ciuchów podpisanych : DO PRANIA!!!
Dlatego myślę, że najlepszym prezentem dla mamy
będzie broń na te wstrętne plamy !!!

Dlatego do Real-a goń, dla mamy po broń.
Vanisch swojej kochanej mamie kup,
jako prezent opakuj go
i pod choinkę włóż.

Małgorzata Markowska, klasa V E


JESIEŃ


Jesień kolorowe listki gubi
Słońce, które tak bardzo lubi
Już nie świeci tak jasno jak w lecie
Bo wy wszyscy wiecie,
Że jesień to kolorowa pora roku
Pełna zabawy i uroku
Jesień piękniejsza od lata i wiosny,
Bo ona każdy dzień ma radosny
Choć on jest trochę zimniejszy
To dla każdego wydaje się weselszy
My ją bardziej lubimy od innych pór roku
Bo spotykamy się w nowym szkolnym roku.

Milena Pilipczuk 5e

 

"Atramentowe Serce"

W niedzielę oglądałem świetny film pt. "Atramentowe Serce" (InkHeart). Opowiada on o 12-letniej dziewczynie o imieniu Meggie (Eliza Bennett), której ojciec Mortimmer "Mo" (Brendan Fraser) ma wyjątkową zdolność - potrafi ożywić to, co czyta. Matka Meggie zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach, gdy dziewczynka miała 3 lata (później Meggie dowiaduje się, że jej matka została wysłana do książki "Atramentowe Serce" w zamian za przywołanie głównego bohatera tej powieści - Smolipalucha).
Pewnego dnia Meggie i jej ojciec jadą na targ starych książek. Spotykają tam Smolipalucha (Paul Bettany), który zaczyna kłócić się z ojcem Meggie. Zaczynają się szarpać i zaraz po tym zdarzeniu Mo ucieka i zabiera swoją córkę do samochodu. Wyjeżdżają do Włoch, do ciotki Meggie. Tam znów spotykają Smolipalucha, który żąda od Mo książki "Atramentowe Serce". Nagle dom zostaje otoczony przez zbirów największego bandyty z książki - Koziorożca (Andy Serkis). Zostają porwani... Jeśli interesują Cię dalsze losy bohaterów, obejrzyj film lub przeczytaj książkę).
CIEKAWOSTKI
Premiera tego filmu na świecie miała miejsce w 2008r., ale w naszym kraju z polskim dubbingiem ujrzy światło dzienne w 2010 r. (najprawdopodobniej). W wersji papierowej są wydane kolejne części tej historii: "Atramentowa Krew" (InkSpell) i "Atramentowa Śmierć" (InkDawn).
"Atramentowe serce" według mnie to wspaniały film dla całej rodziny, gdyż ekranizacja ta może i jest trochę dziecinna, ale któż nie lubi choć na chwilę zatopić się w świecie fantazji... Film trzyma nas w ciągłym napięciu, ponieważ cały czas coś się dzieje. Nie mogę już się doczekać kolejnych części.

Patryk Miś, klasa V e


Dedykacja dla Ani


Gdy odejdziesz w świat daleki
I skończy się szkolny czas,
Twe wspomnienia niech popłyną
w stronę naszych wspólnych lat.

Było wiele chwil radosnych,
Gorszych trochę było też
Przyjaźń wiele prób przetrwała
Pomyśl o mnie proszę Cię!

Słońce jednym swym promieniem
Niechaj dziś obudzi Cię
I zanuci jasną piosnkę,
Co przyjażni powiew śle!

Anita Kostyńska, klasa V E


Poetyckie życzenia dla chłopców z "Szóstki"

Strofa dla ...Ciebie

Jest to strofa dla Marcina,
która dzisiaj przypomina
wszystkim paniom i dziewczętom,
że nadeszło chłopców święto.

Franek chłopak to wesoły,
może być ozdobą szkoły.
Wszyscy w klasie go lubimy
a więc z serca Wam życzymy:

Moc przyjaciół, szóstek w szkole,
żołnierzyków, aut bez liku
a od waszych koleżanek
samych miłych niespodzianek

Natalia Cieplińska, klasa Vc

Patrz, jesień...

A my?
Idziemy do szkoły!
Czeka nas odrabianie prac domowych,
układanie wierszy nowych,
i różnych ćwiczeń nadchodzi czas,
wszystko to czeka nas!

Anita Kostyńska, klasa V E

Patrz, jesień ...

A my?
Będziemy chodzić z ciężkimi plecakami
I spotykać się z kolegami i koleżankami.

Koniec wakacji to początek rannego wstawania
I prac domowych odrabiania.

Pierwszego września witamy nauczycieli,
Którzy przez cały rok szkolny,
Uczyć nas będą chcieli.

Początek nauki, koniec zabawy!
Bo czeka na nas
Rok szkolny ciekawy!

Lecz za dziesięć miesięcy,
Wakacje znów nas witają
I do wspólnej zabawy
Zapraszają.

Karolina Zgodzińska, klasa V B

Do szkoły
Ciężka praca się zaczyna.
Nauczyciel się nadyma.
Wszyscy opowiadają,
jak wakacje mijają.

Ania Cyrankiewicz kl. Ve

Patrz, jesień ...

W powietrzu czarna warcząca szkoła, przysadziste stoły,
szeleszczące zeszyty,
żeglujące ławki,
bo każda ławka dźwiga ciężkie plecaki.

Czarek Mucha, klasa V B

Patrz, jesień ...

A my?...
Dźwigamy ciężkie tornistry,
wypchane książkami po brzegi.
Nasze przysadziste ławki szkolne,
uginają się od ciężaru zeszytów.
Szeleszczą kartki notesów,
żeglują sale.
Na powietrzu błękitnym,
warcząca szkoła nas woła.

Paulina Barbucha, klasa VB

Rok szkolny 2008/2009


Lato

Coraz mocniej słońce grzeje,
Wiatru jakby minej już wieje,
W lekkich ciuchach wreszcie chodzimy,
Glatego ciepłe lato bardzo lubimy.
Czasem skwar trochę dokucza,
lecz to nas warunków przetrwania naucza.
Id&#378my wreszcie na boisko,
Bo wakacje są już blisko!

Ola Celińska, kl. 6D

"Romeo i Julia", czyli randka z Szekspirem

Scenariusz przedstawienia, które zdobyło główną nagrodę na tegorocznym

XV fetiwalu SZKOLNEJ WIOSNY TEATRALNEJ
Autorki scenariusza: Basia Bellon, Oliwia Wojciechowska, Magda Tarnowska, uczennice klasy V D. Wychowawczyni - Pani Maria Stawowy
Narrator: PROLOG
Dwa wielkie domy w uroczej Weronie,
Równie słynące z bogactwa i chwały,
Co dzień odwieczną zawiść odnawiały,
Obywatelską krwią broczyły dłonie.
Lecz gdy nienawiść pierś ojców pożera,
Fatalna miłość dzieci ich jednoczy
I krwawa wojna, co z wieków się toczy,
W cichym ich grobie na wieki umiera.
Miłość, kochanków śmiercią naznaczona,
Wściekłość rodziców i wojna szalona,
Zerwana późno nad mogiłą dzieci,
Przed waszym okiem na scenie przeleci.
Dziecko:
Stop, to bez sensu! To zbyt starodawne mamy przecież 21 wiek ! A może Romeo i Julia w wersji nowoczesnej?!
Narrator:
W studiu RANDKA W CIEMNO
Prowadzący:
Witamy Państwa w studiu Randki w ciemno.
Po drugiej stronie wachlarza znajdują się kandydatki!
Jedną z nich Romeo dzisiaj wybierze. Poznajmy je:
Kandydatka numer 1:
Jestem uroczą blondynką o błękitnych oczach. Lubię plądrować sklepy , jeść owoce morza i shu-shi. Nienawidzę czytać książek i robić nudnych rzeczy. Nie studiuję i nie pracuję. Uwielbiam jaskrawy różowy oraz mocny makijaż. Lubię głośne imprezy.
Kandydatka numer 2:
Jestem brunetką i mam piwne oczy. Lubię kolor jasno zielony. Spokojną i romantyczną muzykę. Uwielbiam spacery przy zachodzie słońca lub świetle księżyca. Studiuję architekturę. w wolnych chwilach rysuję. Kocham zwierzęta.
Kandydatka numer 3:
Jestem jasną brunetką i mam brązowe oczy. Lubię dużo i dobrze jeść. Lubię kolor brązowy kojarzy mi się z dobrze wysmażonym kotletem. Nie lubię sportu ani spacerów. Z gimnastyki też dobra nie jestem.
Kandydatka numer 4 :
Jestem ciemną i mam zielone oczy. Lubię kolor czarny. Na czarno się ubieram . Noszę ekstrawaganckie fryzury. Często chodzę na koncerty rockowe. Ubóstwiam jeździć motorem. Moim ulubionym jedzeniem są ślimaki.
Romeo, czas zaczynać. Prosimy o 1 pytanie.
Romeo:
Dobrze, a więc
Pytanie numer 1: Jaki jest twój ulubiony kwiat?
Kandydatka numer 1:
Ponieważ nie studiuję nie znam się na kwiatach, ale ten no................. jak on się nazywa ty druga twój ulubiony kolor.......no jak on no ten no tego ahhhh...........no nie w dzieciństwie mnie tego nie nauczyli i mam teraz problem
Kandydatka numer 2:
Może zielona trawa???
Kandydatka numer 1:
Taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaak!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ( bije brawo) Tak, tak zielona trawka to jest mój ulubiony kwiat.
Kandydatka numer 2:
Hmm... kremowa róża!
Kandydatka numer 3:
Mój ulubiony kwiat to kwiat cukinii. Pyszne są z niej racuszki. Hejjjjjjjjjjjjjjjjjjj czy jest na sali jakiś kucharz, który mógłby mi zrobić takie placki??!!!!!!! pycha!!!!!!!!!!!!!! mniam mniam!!!!!
Kandydatka numer 4:
Mój ulubiony kwiat to oczywiste kwiat kaktusa, ma kolce...
Prowadzący:
Poznałeś zdania kandydatek.
Romeo:
Tak. to teraz następne pytanie. może...................
już wiem!
Gdzie chciałabyś pójść ze mną na randkę?
Kandydatka numer 1:
Na dyskotekę do fajnego klubu-oczywiście.
Kandydatka numer 2:
Na romantyczny spacer brzegiem morza o zachodzie słońca.
Kandydatka numer 3:
Do McDonalda na Big mack'a z podwójnymi frytkami.
Kandydatka numer 4:
Po co chodzić na randki, a jeżeli już to na koncert rockowy.
Romeo:
No dobrze, dziękujemy.
Prowadzący:
A teraz poznajmy suflerów Romea.
Marek-najlepszy przyjaciel Romea
Benio- najlepszy przyjaciel Romea
Baltazar- kamerdyner Romea
Romeo, już czas dokonać trudnego wyboru. Czy chcesz poprosić o pomoc swoich suflerów?
Romeo:
Tak! Chłopaki, pomóżcie!
Prowadzący:
Prosimy więc o podniesienie tabliczek z numerami kandydatek, które według was Romeo powinien wybrać.
(podnoszਲ਼,3,4)
Hh, ha, ha. Raczej nie są zgodni, lecz decyzja należy do ciebie, Romek.
Romeo:
To był naprawdę trudny wybór. Wszystkie kandydatki są wspaniałe, lecz ja wybieram kandydatkę numer...2.
(na widowni okrzyki radości)
Klara i Emilia:
Hurra! Julia, wygrałaś! itp.
Prowadzący:
Poznaj więc swoją wybrankę.
(wachlarz się odsłania)
Narrator:
Romek i Julka poznali się. Po ich minach, było widać, że zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. Randka w ciemno się skończyła.
Narrator:
Gdy Julka i Romeo wrócili do swoich domów zaczęło się istne piekło.
(W domu Julii)
Matka Juli:
Julio Kapuletti, widzieliśmy ciebie w telewizji. Jak mogłaś!?
Julia:
Ale nie rozumiem, o co chodzi !?
Ojciec Julii:
Z rodziną tego twojego Romea nasi przodkowie toczą spory od 300 lat.
Matka Julii:
(Szturcha ojca) 299 lat.
Narrator:
A tymczasem w domu Romea.
(Rodzice krzyczą na Romea bez głosu- teatr mimów.)
Narrator:
Może jednak wrócimy do domu Julii
Ojciec i Matka Julii:
Młoda panno, marsz do pokoju.
Narrator:
Julia siedziała w swoim pokoju rozmyślając.
W pewnym momencie ktoś zapukał do drzwi.
Klara i Emilia:
Czy jest może Julia w domu?
(ojciec i matka mówią jednocześnie)
Ojciec Julii:
Nie!
Matka Julii:
Tak!
Klara i Emilia:
No to w końcu? ( grzecznie)
Matka Julii:
Zdzisiu, pozwólmy dziewczynkom iść do Julii.
Ojciec Julii:
Nie!
( W tym momencie wchodzi Julia )
Julia:
Dziewczyny chodźcie.
(W pokoju Julii)
Emilia:
Julka co się dzieje?!
Julia:
Rodzice oglądali RANDKĘ W CIEMNO
Klara:
No to co, przecież się zgodzili!
Julia:
Ale nie o to chodzi.
Emilka:
No to nie rozumiem. To o co im właściwie chodzi!?
Julia:
Wyobraźcie sobie, że Romeo pochodzi z rodu, z którym nasza rodzina toczy wojny od 299 lat.
(Julia wychodzi na balkon i śpiewa, Romeo podsłuchuje Julia o tym nie wie) (Julia kończy)
Romeo: Julio, Julio!
Julia: Romeo, mój Romeo, gdzie jesteś mój Romeo!?
Romeo: Julio, ma najdroższa, tu!
Julia: Romeo, me serce ku tobie ucieka!
Romeo: Julio, ojciec temu nierad i wciąż się wścieka!
Julia: Wkrótce zrozumie... (kaszel).
Klara i Emilia: ...potęgę uczucia!
Julia: Przecież wiem! ( szeptem)
Potęgę uczucia!
Klara i Emilia: ...i żyli długo i szczęśliwie w Wero...nie.
Julia: (przerywa) To przecież nie reklama, a poza tym to jeszcze nie koniec.
(Julia schodzi do Romea i razem tańczą. Z tylu wchodzą tancerze)
Matka Julii: ( głos spoza sceny) Julio, gdzie jesteś!? Już czas do łóżka!!! Itp.
Julia: Już mamo!!!
Romeo: Julio zostań jeszcze chwilkę!!!
Julia: Nie mogę choć bym chciała!
Matka Julii: (głos spoza sceny) Julio!!! Czas do łóżka!!!
Julia: Romeo, jutro o 14:00 w parku.
Romeo: Będę obiecuję!
Narrator: A za kilka tygodni... stała się zupełnie nie oczekiwana sytuacja.
(na scenę wchodzą rodzice Romea i Julii), (ojcowie podają sobie ręce, matki podają sobie ręce)
Matka Julii: (do matki Romea) Genowefo przepraszam cię za to, że nazwałam cię 23 lata temu starą wiedźmą.
Ojciec Romea: (do ojca Julii) Zdzisiu, przepraszam cię za to, że 48 lat temu zabrałem ci sznurek.
Narrator: Następnego dnia w parku.
(Julia przychodzi ze swoimi przyjaciółkami, a Romeo ze swoimi przyjaciółmi)
Julia: Cześć, Romeo. Poznaj moje przyjaciółki.
Romeo: Cześć, Julka. Witajcie dziewczyny, jestem Romeo.
Klara: Cześć, jestem Klara.
Emilia: Cześć, a ja Emilia.
Romeo: Julia, a to są moi przyjaciele: Marek i Benio.
Julia: Cześć, jestem Julia, miło mi.
Klara i Emilia: Cześć.
Romeo: Wiecie co. Może idźcie już, a my was dogonimy za chwilę. OK.?
Benio: Dobra, nie ma sprawy.
Romeo: (do Julii) Julia, czy będziesz ze mną chodzić?
Julia: Przecież cały czas z Tobą idę !
Romeo: Ale czy będziesz moją dziewczyną?
Julia: Ahaaaaaa, no to oczywiście !!!
(Wszyscy wchodzą na scenę)
Wszyscy: I żyli długo i szczęśliwie w Weronie!
KONIEC
Piosenka It is you- I have loved.
Diana
There is something that I see
In the way you look at me
There's a smile, there's a truth in your eyes
What an unexpected way
On this unexpected day
Could it mean this is where I belong
It is you I have loved all along
Cała klasa
It's no more mystery
It is finally clear to me
You're the home my heart searched for so long
And it is you I have loved all along
Diana
There were times I ran to hide
Afraid to show the other side
Alone in the night without you
But now I know just who you are
And I know you hold my heart
Finally this is where I belong
It is you I have loved all along
Cała klasa
No more mystery
It is finally clear to me
You're the home my heart searched for so long
And it is you I have loved all along
Magda+Arek, Basia+Paweł, Oliwia+ Ignaś
There is something that she see
In the way you look at her
There's a smile, there's a truth in her eyes
But an unexpected way
On this unexpected day
Could it mean this is where she belong
Diana
Over and over
I'm filled with emotion
Your love, it rushes through my veins
And I am filled
With the sweetest devotion
As I, I look into your perfect face
Cała klasa
It's no more mystery
It is finally clear to me
You're the home my heart searched for so long
Jacek+Paweł+Arek+Ignaś
And it is you I have loved
Diana
It is you I have loved
Basia+Magda+Oliwia
It is you I have loved all along
Obsada:
Narrator - Paulina Oleszek
Narrator - Michał Martyka
Dziecko - Zuzia Włodarczyk
Romeo - Jacek Rożek
Matka Romea Genowefa - Kasia Babiarz
Ojciec Romea Rysio ­­- Przemek Michalak
Przyjaciel Romea 1 Marek- Arek Szumny
Przyjaciel Romea 2 Benio - Paweł Misztal
Służący Romea Baltazar - Ignacy Jelinek
Julia - Diana Sawulska
Matka Julii Józefina - Zuzia śnitko
Ojciec Julii Zdzisio - Krzysztof Kościański
Przyjaciółka Julii Emilia - Basia Bellon
Przyjaciółka Julii Klara - Magda Tarnowska
Przyjaciółka Julii Irenka - Oliwia Wojciechowska
Prowadzący randki w ciemno - Ola Marsula
Kandydatka 1( Barbie) - Julia Drabik
Kandydatka2 (Julia) - Diana Sawulska
Kandydatka3 (McDonald) - Sylwia Krzyszczak
Kandydatka4 (Emo/Pankowiec) - Karolina Rams


Nasza klasa wzięła udział w Międzynarodowym Konkursie Wiedzy o Przestrzeni Kosmicznej. Zajęliśmy pierwsze miejsce. Radość klasy była ogromna, kiedy dowiedzieliśmy się, że nagrodą będzie wycieczka na pokładzie promu kosmicznego.
- Polecimy w kosmos! - cieszył się Marcin.
- Pewnie spotkamy zielone ludziki! - żartował Krzysiek.
Dziewczyny miały mieszane uczucia, chyba trochę się bały. Tej nocy nikt nie zmrużył oka, wszyscy oczekiwali na podróż w nieznane. Do Warszawy wyjechaliśmy autokarem o godzinie szóstej rano, a o dwunastej byliśmy już na pokładzie samolotu odlatującego na Florydę. Nasze emocje rosły z godziny na godzinę. Kiedy dotarliśmy na przylądek Canaveral, naszym oczom ukazała się potężna, srebrzysta konstrukcja promu kosmicznego.
- Ale wielki! - powiedział zachwycony Mateusz.
Dziewczyny bały się coraz bardziej. Po krótkim przeszkoleniu, dotyczącym zachowania na pokładzie promu kosmicznego otrzymaliśmy skafandry, pożywienie oraz zapas wody na czas podróży. Windą dotarliśmy do luku wejściowego statku, weszliśmy do środka i zajęliśmy miejsca w fotelach. Po chwili usłyszeliśmy potężny ryk silników rakietowych i pojazd zaczął się powoli wznosić. Wszyscy zaniemówili z wrażenia. Piękne błękitne niebo zamieniło się w czarną otchłań Kosmosu. Zmierzaliśmy w kierunku Księżyca. Pilot poinformował nas, że za sześć godzin okrążymy naszego satelitę i wrócimy na Ziemię. Zbliżaliśmy się do srebrnego globu. Wszystkie twarze przywarły do okien, słychać było odgłosy zachwytu.
- Jakie wielkie dziury - powiedziała Kinga.
- To nie dziury, to kratery - poprawiła ją Dorota - miejsca uderzeń meteorów.
Z zachwytu wyrwał nas głos z kabin pilotów.
- Mamy awarię silników manewrujących i nie możemy zawrócić.
Z olbrzymią prędkością zanurzaliśmy się w nieznaną głębię Kosmosu. Po tygodniach dryfowania zaczęliśmy się zbliżać do dziwnej liliowej planety. Musimy tu lądować - oznajmił pilot - trzeba znaleźć odpowiednie miejsce. Nagle naszym oczom ukazały się jaskrawe światła układające się w linię. To wygląda jak pas startowy - lądujemy. Znaleźliśmy się na dziwnej liliowej pustyni. Widok był niesamowity. Nagle z podziemi zaczęły wynurzać się tajemnicze obiekty.
- Co to jest? - krzyknęła Magda.
- Uciekajmy- wrzasnęły dziewczyny.
- Ale dokąd? - spytała Dorota.
- Spokojnie! Może oni mają dobre zamiary? - powiedział Stasiek - przecież prowadzili nas bezpiecznie na powierzchnię.
- Może czytają w naszych myślach - zastanawiała się Weronika.- Bo skąd wiedzieli o awarii naszego promu.
Byli coraz bliżej. Wysocy, o szczupłych kończynach, długiej szyi i dużej głowie z wielkimi czarnymi oczami. Nic nie mówili, ale ja słyszałam ich głosy w mojej głowie. "Telepaci" - pomyślałam.
- Mam na imię Iza i pochodzę z planety Ziemia, trzeciej planety w układzie słonecznym - powiedziałam w myślach.
- Nazywam się Manfred, a nasza planeta to Casiopea. Witamy was serdecznie - pomyślał Manfred i podniósł prawą kończynę (rękę) na znak pokoju.
Opowiedziałam mu myślami naszą historię wycieczki. Myślałam też o pięknych miejscach na Ziemi i czy kiedyś tam wrócę. Manfred nadal czytał w moich myślach i odpowiedział mi - Wasza planeta jest bardzo piękna. Pokaże Ci teraz moją. Moim oczom, a raczej myślom ukazały się niesamowite widoki pięknych krajobrazów Casiopei. Po pewnym czasie Manfred oznajmił - Wasz pojazd został naprawiony oraz usprawniony. Możecie bezpiecznie wracać na Ziemię. Z naszymi silnikami wrócicie tam w ciągu czterech godzin. I rzeczywiście tak było. Na lądowisku czekali zniecierpliwieni rodzice. Jak dobrze być z powrotem na Ziemi. To była nasza najwspanialsza podróż. Będziemy pamiętać ją przez całe życie.

Izabela Popko kl.6a



Nie padał śnieg?

Drodzy Czytelnicy "Szóstego Zmysłu"!

Czy zauważyliście, że jest zima, a śniegu nie ma! Był tylko przez dwa dni. A przecież zima bez śniegu nie może istnieć! Wszystkie zabawy, rzucanie się śnieżkami, lepienie bałwana, aniołki! To nie może przepaść! Bo po co, w takim razie Święty Mikołaj jechałby saniami, a nie samochodem?! Zawsze, kiedy rozdawał prezenty, był śnieg! A w tym roku, co? Ciepło i zielono! Nasz klimat niestety globalnie się ociepla, a każdy chciałby za 20 lat widzieć ładny, puszysty śnieg!

Ola Celińska, klasa VI D


MIKOŁAJ

Kochają go dzieci, bo prezenty dostają,
rok na niego czekają, potem paczkę mają.
Choć już wszyscy wiedzą, że to tylko zabawa,
lecz Tradycja - ważna sprawa!
Nie odmówi Tata, mama.
Więc nie psujmy tej zabawy i czekajmy długo,
a jak podrośniemy i się już dowiemy, że to była bajka,
wtedy podziękujmy za Mikołaja - grajka.




Ola Celińska, kl.6D
"Karp"

Jedenaście potraw już na stole widnieje,
ale brakuje dwunastej,
bo w piecu jeszcze się grzeje,
smaczny karp na wigilijną kolację.
Więc, gdy do stołu wszyscy zasiądziemy,
pysznym karpiem się delektujmy,
a potem kolędujmy.
Karp w Wigilię to tradycja.
Zdrowy pyszny wyśmienity
z naszego polskiego jeziora.
Ta tradycja nie zaginie,
wszyscy podtrzymują ja w rodzinie,
więc nie smucimy się w dzień święty,
bo z nas każdy o tym wie, że karpie zje.

Red. Kasia Krajewska


"Pisaliśmy o jesieni i malowaliśmy jesień"


Rok szkolny 2007/2008

Pies

Jest ich wiele,
czy to kumple czy kumpele,
jednak zawsze pies,
to super przyjaciel jest.

Cztery łapy przy twych nogach,
biegną, podskakują,
nie ma mowy tu o wrogach,
twoją przyjaźń czują.

Kiedy szczeknie, powiesz:
- "Cicho!",
jednak myślisz sobie, że
jest to twój najlepszy kumpel o imieniu Rex.

Dużo ras na świecie,
z resztą sami wiecie,
ale ta najlepsza,
którą sami chcecie.

Czy to kundel, czy też chart,
każdy pies jest tego wart,
by przytulić, i nie szlochać,
całym sercem go pokochać.

Edyta Kowalik, klasa VI C


DALSZE LOSY MARCINA KOZERY...

Wieczorem, gdy Marcin wrócił z Domu Polskiego wyznał tacie, że chce wracać do Polski, do Strzałkowa. Powiedział także, że chce poznać dokonania swych przodków, kulturę oraz krajobraz. Jednym słowem czuł się patriotą pełną piersią. Chciał walczyć za ojczyznę, która znajdowała się pod zaborami. Po kilku dniach rozmyślań ojciec Marcina podjął decyzję o powrocie do Polski, wiedział jednak że będzie to trudna podróż wymagająca przygotowania. Transport statkiem mieli zapewniony, ponieważ ojciec Marcina przyjaźnił się ze starym bosmanem, który wzamian za kilka butelek rumu przechowa ich na pokładzie podczas żeglugi.
Po kilkunastu dniach ciężkiej przeprawy Marcin i jego ojciec dotarli do upragnionej ojczyzny. Po wyjściu na ląd ojciec Marcina zaczął całować ojczystą ziemię. Od razu zrozumieli, że długie lata zaborów spowodowały wielkie zniszczenia, a ludzie byli smutni i zastraszeni. Wreszcie ojciec zajmujący się sprawami organizacyjnymi znalazł środek transportu, który zmierzał w stronę ukochanego Strzałkowa. Po kilku dniach ciężkiej podróży dotarli do rodzinnej miejscowosci. Na miejscu okazało się, że wszyscy z jego rodziny umarli lub zostali zesłani na Sybir, za walkę o wolność ojczyzny. Bez żadnego namysłu, wściekli na okrutnego zaborcę bohaterowie zdecydowali się na przystąpienie do tutejszego oddziału partyzanckiego, stracjonującego w pobliskiej puszczy odgrodzonej mokradłmi i bagnami. Po przebytej drodze prowadzącej przez las Marcin wraz z ojcem dotarli do oddziału partyzanckiego. Przywitano ich na początku nieufnie, ale po przebytej rozmowie z przywódcą grupy zmieniono do nich nastawienie. Marcin pomagał czyścić broń i dbać o konie, zaś jego ojciec szkolił się we władaniu szablą i strzelaniu do celu, jakim był strach na wróble. Momentami Marcin też terminował u oficerów obchodzenie się z bronią, którzy od razu wyczuli w nim smykałkę do wojaczki.
Podczas pierwszej wyprawy wojennej Marcin został w obozie, za to jego ojciec poszedł oddać życie za ojczyznę i już nigdy nie powrócił. Po kilkunastu miesiącach Marcin Kozera zaczął walczyć za ukochany kraj. Pierwsza bitwa, w której wygrały oddziały polskie była debiutem dla Marcina, walcząc czuł miłość do ojczyzny i nic więcej, żadnego strachu. W następnych potyczkach wykazał się wielką odwagą i w wieku 15 lat został oficerem. Dostał pod komendę własny oddział skladający się ze strzelców. Po około 3 latach walk spotkał się z wielkim patriotą, Józefem Piłsudzkim, który pogratulował mu osiągnięć i wielkich zwycięstw, w których główną rolę odgrywali ludzie oficera Marcina Kozery. Marcin przyzwyczaił się do wojskowego życia, było mu dobrze z przyjaciólmi.
Pewnego dnia, gdy jego oddział zatrzymał się we wsi Łowicz, spostrzegł piękną dziewczynę. Od razu poznał, że jest to Krysia. Niosła bandaże dla rannych. Podbiegł do niej, ale nie poznała go, ponieważ wojna zmieniła go z chłopaka-urwisa w mężczyznę. Po wytłumaczeniu wszystkiego Krysi postanowił wziąć z nią ślub. Niedługo po uroczystości oddział Marcina został rozbity przez przeważające siły wroga, a o n ledwo uszedł z życiem. Razem z Krysią podjęli decyzję o ponownym wyemigrowaniu do Anglii. Mieszkali tam aż do momentu, kiedy podczas II Wojny Światowej pocisk V-1 uderzył w kamienicę, w której mieszkali. Zginęli schodząc ze schodów i trzymając się za ręce.

Antek Kotowski, klasa VI D


"Nasza klasa na wycieczce". Opowiadanie science fiction

Kilka dni temu, cała nasza szósta klasa była na niezwykłej i niesamowitej wycieczce szkolnej. Wyjątkowo właśnie tej podróży nigdy nie zapomnę. Wyjechaliśmy z samego rana. Właściwie to odlecieliśmy. Kiedy przyszłam pod szkołę, zobaczyłam zwykły autokar. Mieliśmy jechać na wycieczkę szkolną do Krakowa. Wszystkie dzieci radośnie wsiadły do autokaru i wyruszyliśmy. Mijaliśmy najzwyczajniejsze drzewa, pola, inne samochody, bloki i domy, aż do pewnego momentu. Nagle zrobiło się ciemno. Wszyscy popatrzyli wystraszeni przez okno, przerywając wszelkie rozmowy i żarty. Zaczęły się na niebie pojawiać gwiazdy, komety i nawet planety. Zrobiło się bardzo zimno. Wtem, pani wychowawczyni, wytłumaczyła nam, że wjechaliśmy do tzw. hiperprzestrzeni. Nikt jeszcze nic o tym nie słyszał. Jednak do tego niesamowitego miejsca, przypominającego kosmos, wjeżdżało się zawsze, gdy pojechało się złą drogą, w kierunku Warszawy. Było tam podobnie, jak w kosmosie. Nawet były czarne dziury, które wszystko wciągały do siebie, światło również. Najgorsza była jedna rzecz. Pan kierowca powiedział nam, że już wielu ludzi wjechało do hiperprzestrzeni, jednak nikt już stamtąd nie wyleciał. Niektórzy wpadli w panikę i w histerię, a inni - bardziej odważni - postanowili się nie poddawać. Lecieliśmy autokarem cały czas naprzód, kiedy nagle wlecieliśmy na jakąś dziwną planetę, całą różową, w pomarańczowe plamy, z fioletowym pierścieniem. Ci dzielni wysiedli na zewnątrz. Ja również się odważyłam. Chodziliśmy po nieznajomej planecie, aż w końcu dotarliśmy do miejsca, w którym stał wielki jakby wieżowiec. Wokół budynku latały czerwone stworzenia. Ośmieliliśmy się wejść do wieżowca. W środku, wszędzie stały wielkie maszyny, były zapalone kolorowe światła, które kręciły się. Pomieszczenie to, wyglądało, jak olbrzymie laboratorium. Nagle usłyszeliśmy straszny łomot. Przeraziliśmy się nie na żarty. W tej samej chwili, zza wielkiej szafy, stojącej w rogu pomieszczenia, wyszło dziwne stworzenie. Miało ono pięć par oczu, dziesięć par rąk i dwie pary nóg. Było całe jaskrawozielone, a jego oczy, co chwilę migały na czerwono.

-Kim jesteś?- zapytał cicho nasz kolega.

-Jestem Bibo, hiperufoludek. A wy, co to za jakieś dziwne hiperstworzenia?

-My przybyliśmy tu niechcący, z planety Ziemi. Zgubiliśmy się.

-Ach. To już chyba nie powrócicie stąd do domu. Wasz pojazd nie ruszy już. Ale, jak chcecie, to możecie tu zamieszkać z nami.

-A co jecie?

-Bardzo różnorodne potrawy: codziennie jeden posiłek. Jemy, np. śruby lub gwoździe w hipersosie, a na deser- hiperczekoladę z hiperuszami hipermuchy.

-Ciekawe! Lecz my musimy powracać na naszą planetę - Ziemię.
-Przypomniało mi się, że my przecież mamy hiperpojazdy. Możemy wam jeden podarować.
-Dziękujemy!!!
Poszliśmy za Bibo, a on dał nam wspaniały pojazd, jakiego nikt nigdy nie widział. Powiedzieliśmy grzecznie do widzenia i jeszcze raz, gorąco podziękowaliśmy, za hiperpojazd. Lecieliśmy dalej, aż zobaczyliśmy przed sobą czarną dziurę, która już nas zaczęła ciągnąć do siebie. Nikt nie wiedział co robić. Wszyscy dobrze rozumieli, że jak wlecimy do czarnej dziury, będzie po nas. Byliśmy bezradni. Czarna dziura nas zaczęła pochłaniać. Wszyscy tylko zamknęli oczy. Nagle poczuliśmy ciepłe powietrze. Śmiertelnie przestraszeni, otworzyliśmy oczy. Byliśmy w naszym świecie. Dookoła nas, były drzewa, bloki, domy, ulice i inne samochody. Nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom. Przeżyliśmy!

Oczywiście tego dnia nie pojechaliśmy już do Krakowa. W telewizji, zarówno, jak i w radiu, mówili o naszej klasie, że jako pierwsza, przetrwała podróż do hiperprzestrzeni. Była to bardzo ciekawa, straszna i wspaniała przygoda. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś pojadę w taka podróż, lecz następnym razem, spróbuję coś interesującego odkryć i zbadać.

 

Małgorzata Zdyb kl. VId

 


WIGILIA


CZAS ŚWIĄTECZNY JUŻ NADCHODZI
TATA Z WUJKIEM PŁYWA W ŁODZI.
ŁOWIĄ SOBIE RYBKI Z RANA
BĘDZIE JE GOTOWAĆ MAMA.
BĘDĄ KARPIE, SZCZUPAK GROŹNY
MAMA KUPI DUŻO DROŻDŻY.
BĘDĄ BARDZO SMACZNE CIASTA:
MAKOWIEC, POWIDLAK, SERNIK I BASTA.
DZIADEK NAJBARDZIEJ CHCIAŁ PASZTET Z ZAJĄCA
ALE TA ZWIERZYNA KICAJĄCA
UCIEKŁA PRZED MYŚLIWYM
I JA JESTEM CZŁOWIEKIEM SZCZĘŚLIWYM.

GDY UBRANA JEST CHOINKA
TO PRZYCHODZI MA RODZINKA.
BABCIA, DZIADEK, CIOCIA, WUJEK,
NO I MAŁY BARTEK PSUJEK.
EWANGELIA PRZYPOMINA
O NARODZENIU BOŻEGO SYNA,
WSZYSCY DZIELIMY SIĘ OPŁATKIEM,
A JA PRZYTULAM SIĘ Z DZIADKIEM.
ZACZYNAMY ŚWIĄTECZNE OBRZĘDY
JEMY I ŚPIEWAMY KOLĘDY.

NA CHOINCE SĄ BOMBKI KOLOROWE
POD CHOINKĄ PREZENTY BOŻONARODZENIOWE
GDY NA NIEBIE GWIAZDKA ZAŚWIECI
Z PREZENTÓW CIESZĄ SIĘ DZIECI.
JUŻ DWUNASTA JEST GODZINA
CZAS POWITAĆ BOŻEGO SYNA.
NA DWORZE ŚNIEG BIAŁY PRUSZY
JA UBRANA W CIEPŁY KOŻUSZEK
IDĘ NA PASTERKĘ Z RODZICAMI
I Z TRUDEM PRZEBIERAM NOGAMI.
MAŁY JEZUSEK LEŻY W ŻŁÓBECZKU
JA NARESZCIE W SWOIM ŁÓŻECZKU.

Basia Lübek, klasa III B


Wierszyk Darii

Lubię w piłkę ręczną grać,
bo wtedy nie chce mi się spać.
Cieszę się gdy strzelę gola.
Inni mają mnie za idola.


O tożsamości narodowej parę refleksji

Marcin Kozera był niczym nie wyróżniającym się chłopcem, mieszkającym w Londynie, przy placu Charles Square. Wychodził z założenia, że jest Anglikiem i nie rozmyślał głębiej o swej narodowości. Jednak pewnego dnia zadał sobie pytanie: "Kim jestem?" Stało się to wtedy, gdy wraz z Krysią, koleżanką ze szkolnej ławki, pojechał do centrum, aby nacieszyć oczy pięknem miasta. Chciał pochwalić się, że jest prawdziwym Anglikiem i że to wszystko „należy” do niego. Przypomniał sobie jednak słowa nauczyciela, który opowiadał o ciężkiej pracy przodków na rzecz kraju. Uświadomił sobie, że jego rodzice trudzili się nie dla Anglii, lecz dla Polski. Byli przecież Polakami. Stopniowa zaczęła budzić się w Marcinie miłość do Polski, zastępując miejsce Anglii w jego sercu. Jednym z pierwszych przejawów tego pięknego uczucia było śpiewanie pieśni polskich w chórze. Marcin brał również udział w jasełkach. Wybrał rolę polskiego żołnierza i wspaniale wcielił się w tę postać, co wskazywało na to, że poczuł się prawdziwym Polakiem. Chłopiec wyrastał w kulturze angielskiej, lecz odnalazł swe prawdziwe korzenie i powrócił w swoim sercu, jakby z wygnania, do kraju swych prawdziwych przodków. Niektórzy są Polakami, lecz nie czują przywiązania do ojczyzny, nie kochają jej. Wielu nie zna historii Polski, jej hymnu i symboli narodowych. Uczniowie uczą się ich tylko dla dobrego stopnia. Ja też tak postępowałem, kiedy byłem młodszy, a kiedy przeczytałem opowiadanie M. Dąbrowskiej pt. : "Marcin Kozera", uświadomiłem sobie, że taka postawa nie jest godna pochwały. Szanuję symbole Polski, o czym bardzo często się zapomina, np. zmieniając słowa hymnu, niszcząc biało - czerwone flagi. Niektórzy postępują tak, aby zaimponować kolegom, inni dla zabawy lub po prostu bezmyślnie. To, że czuję się Polakiem, sprawia również fakt, że moi przodkowie walczyli za mój kraj. Ja kontynuuję ich starania, lecz w inny sposób: poznaję historię polską, uczę się języka ojczystego. Jestem Polakiem, ponieważ tak dyktuje mi serce. Wiem, że korzenie mego drzewa genealogicznego tkwią w polskiej ziemi.

Tymek Pień, klasa VI B


Moje myśli o tożsamości


Na co dzień nie zawsze uświadamiamy sobie, kim naprawdę jesteśmy. Zajęci innymi sprawami nie zastanawiamy się nad tym, czym jest dla nas ojczyzna. W innej sytuacji znalazł się Marcin Kozera - chłopiec pochodzący z polskiej rodziny, lecz wychowywanego przez ojca w Londynie.

Pewnego dnia Marcin zmuszony został do poznania historii, kultury i języka ojczystego na zajęciach w Domu Towarzystwa Polskiego.To, czego się tu uczył, wydawało mu się obce i dziwne.Czuł się do tej pory Anglikiem.W Domu Polskim poznał grupę dzieci, które w porównaniu do niego czuły więź z ojczyzną i chętnie uczyły się języka polskiego. Można powiedzieć, że dzięki tym nowym przyjaciołom, w Marcinie obudziło się zainteresowanie jego prawdziwą ojczyzną, że ją dla siebie odkrył. Momentem, w którym Marcin poczuł się w pełni Polakiem, była lekcja w angielskiej szkole i słowa wypowiedziane przez nauczyciela: "Z Niemcami graniczy tu Rosja, a tu Austria. Kiedyś była tu Polska, ale teraz już dawno jej nie ma". Słowa te wywołały w Marcinie po raz pierwszy wielkie uczucie patriotyzmu i miłości do ojczyzny. Marcin powiedział do nauczyciela: "Polska jest, proszę pana. Ja jestem Polakiem". Słowa chłopca są bardzo podobne do słów polskiego hymnu - "Mazurka Dąbrowskiego": "Jeszcze Polska nie zginęła póki my żyjemy..." Poska jest przede wszystkim w sercach i umysłach Polaków jako ziemia ojczysta, najważniejsza ze wszystkich miejsc.

Dla mnie Polska jest miejscem mego urodzenia. Tutaj urodzili się i żyli moi przodkowie. Przede wszystkim, dlatego czuję się Polką.

Katarzyna Serafinowicz, klasa VI A


"Moje refleksje o tożsamości"

W opowiadaniu Marii Dąbrowskiej, toczącym się rok przed I wojną światową, głównym bohaterem był Marcin Kozera. Jego ojciec - Polak wyemigrował do Anglii. Tam zamieszkała rodzina Kozerów. Marcin uczył się w angielskiej szkole, miał tam przyjaciół. Anglię uważał za swoją ojczyznę. A tu ojciec postanowił wracać do Polski. A przecież Marcin nie umiał mówić po polsku! Dlatego ojciec zapisał go do polskiej szkoły przy Charles Square. Przez to Marcin miał problem, duży problem. Nie wiedział, czy jest Polakiem, czy Anglikiem. Przecież kochał Anglię, bo w niej mieszkał. Ale gdy nauczył się trochę po polsku i dowiedział o Polsce, obudziła się w nim miłość do nieistniejącej ojczyzny ojca. To właśnie wtedy zalęgły się w jego duszy niejasności związane z jego narodowością.
W zimie Dom Towarzystwa Polskiego postanowił wystawić jasełka. Marcin nie brał w nich udziału, ponieważ nie potrafił jeszcze dobrze mówić po polsku. Jednak smutno mu było z tego powodu. Gdy został na jednej z prób po lekcjach, nauczycielka zmieniła zdanie i pod koniec przedstawienia dodała scenę, w której on miał grać polskiego żołnierza. Był bardzo z tego zadowolony, tym bardziej, że razem z nim miała grać jego koleżanka, Krysia. Po wielu dniach długich prób, nudnych przymiarek strojów i niecierpliwych wyczekiwań nadszedł dzień premiery przedstawienia. Jednak podczas występu Marcin nie odegrał swojej roli tak, jak miał to zrobić. Tylko stał i łzy płynęły po jego policzkach. Dalsza część występów potoczyła się własnym torem, ale w Marcinie coś się zmieniło. Zwątpił w swoją "polskość". Przekonał sam siebie, że powinien pozostać Anglikiem.
A potem nastąpił kolejny wstrząs. Podczas lekcji geografii w angielskiej szkole Marcin nie uważał. Jednak usłyszał słowa nauczyciela: "Kiedyś w tym miejscu była Polska, ale teraz jej nie ma. Teraz tutaj Niemcy graniczą z Rosją, a tam z Austrią". Tak raniące, przerażające słowa aż do głębi serca. "A więc to tak!? Ja się waham i nie wiem, czy jestem Anglikiem czy Polakiem, męczę się tak, a inni powiadają, że nie ma Polski!?" - myślał. Wstał i ogłosił, że jest Polakiem. Dostał za to brawa, za odwagę. Potem na "polskich lekcjach" zaproponował Krysi, żeby już zawsze byli razem.
Czuję się Polką, ponieważ jestem przywiązana do Polski i kocham ją. Począwszy od mojego miasta - Lublina po cały kraj. Czuję się dumna z osiągnięć i dokonań Polaków. Szczególnie bliski memu sercu jest Jan Paweł II. Uważam, że polska historia oraz osiągnięcia Polaków są piękne i wartościowe, i mam zamiar przekazywać je młodszym pokoleniom, gdy będę starsza. Mam wielkie poczucie więzi z moimi rodakami, szczególnie z mieszkańcami mojej małej ojczyzny.

Pamela Kępa, klasa VI D


Andrzejki

Andrzejki, imieniny Andrzeja,
każda buzia ,,Andrzejkowa" się zarumienia.
Wróżby, zagadki, w te imieniny,
i wszystko blisko zimy.
latego wszystkim życzymy,
wesołej i pogodnej miny.

Aleksandra Celińska, klasa Vd
 

Co sprawiło, że Marcin Kozera poczuł się Polakiem?
Co sprawia, że ty czujesz się Polakiem?

W historii państwa polskiego były takie okresy, kiedy Polacy nie mogli czuć się Polakami. Tak było prawie przez cały wiek XIX, kiedy Polacy żyli pod zaborami, czyli podlegali władzy monarchów Rosji, Prus i Austrii. Pozbawieni własnego państwa masowo emigrowali w poszukiwaniu pracy, lepszych warunków bytu lub z powodu prześladowań politycznych. W tych czasach rozgrywa się akcja noweli pt. "Marcin Kozera". Maria Dąbrowska przedstawia historię polskiego emigranta mieszkającego wraz z synem w Anglii. Jest tu opisany problem tęsknoty polskich emigrantów i rodzącego się patriotyzmu u młodych Polaków.

Marcin Kozera jest tytułową postacią noweli Marii Dąbrowskiej. Chłopiec ma 12 lat i od urodzenia mieszka wraz z ojcem w Anglii. Ojciec Marcina jest polskim emigrantem: opuścił swoją rodzinną miejscowość - Strzałków 30 lat temu.

Chociaż rodzice Marcina są Polakami, on czuje się Anglikiem. Uważa, że Anglia jest pięknym krajem, o czym chce przekonać swoją przyjaciółkę - Krysię, pokazując jej rzekę Tamizę. Czuje przywiązanie do Anglii i dumę, że właśnie tu mieszka.

Pierwszy kontakt Marcina z językiem i kulturą polską następuje w szkole działającej w Domu Towarzystwa Polskiego, do której zapisuje go ojciec. Początkowo Marcin nie angażuje się w naukę i nie czuje potrzeby uczestniczenia w lekcjach, co okazuje swoim złym zachowaniem. Z czasem zmienia się jego stosunek do szkoły. Zdobywa wiedzę o Polsce, zaprzyjaźnia się z polskimi dziećmi i coraz lepiej poznaje ich język. Coraz bliższe stają mu się sprawy, którymi żyją inni Polacy: ich kultura, wiara, tęsknota za ojczyzną.

Kiedy na lekcji geografii Marcin dowiaduje się, że Polska nie istnieje, bo nie ma jej na mapie, ponieważ jest pod zaborami, rodzi się w nim bunt i chęć walki o swoją ojczyznę. Uświadamia to sobie, grając rolę żołnierza w jasełkach. Mówi swojej nauczycielce, że "już wie, kim jest". Marcin postanawia przeprowadzić się do Polski, ponieważ rozumie, że tam jest jego miejsce.

Marcin poczuł więź z Polską, przez to, że wrastał w polską kulturę, obrzędy, posługiwał się tym samym językiem. Marcin Kozera nauczył się patriotyzmu wśród polskich przyjaciół. Mimo że Marcin nigdy nie widział Polski, nauczył się ją kochać i szanować jej wartości.

W przeciwieństwie do Marcina mieszkam w Polsce od urodzenia, jednak na co dzień nie odczuwam tego, że jestem Polką. Posługiwanie się językiem polskim, udział w obrzędach i chodzenie do kościoła to moja rzeczywistość, do której nie przywiązuję większej wagi, bo tak jest na co dzień. Podobnie jak wielu innych Polaków bardziej fascynuje mnie kultura innych krajów, ciekawe miejsca na świecie, nauka języków obcych. Polska kojarzy mi się z symbolami narodowymi: flagą biało - czerwoną, z godłem i hymnem narodowym. W moim życiu są momenty, kiedy bardziej uświadamiam sobie, że jestem Polką. Następuje to, kiedy biorę udział w świętach narodowych, akademiach poświęconych polskim bohaterom czy wydarzeniom historycznym. Czytając książkę pt. "Marcin Kozera", uświadomiłam sobie, jak wielu rzeczy nie doceniamy, bo je mamy. Nie musimy się o nie starać, walczyć. Zrozumiałam też, że poznając historię swojego kraju, ucząc się o nim, uczymy się jednocześnie być Polakami.

Monika Sieczka, klasa 6a


"Co sprawiło, że Marcin Kozera poczuł się Polakiem?
Co sprawiło, że Ty czujesz się Polakiem?"

Dawno temu, w Londynie, żył Marcin Kozera wspólnie ze swoim ojcem, Mateuszem Kozerą, z pochodzenia Polakiem. Nie miał matki. Nie potrafił mówić po polsku.
Był w trudnej sytuacji, ponieważ nie wiedział, czy jest Anglikiem, czy Polakiem. Postanowił być Polakiem, a ponieważ bardzo tego zapragnął, poszedł do szkoły polskiej, aby uczyć się tego pięknego języka.
Pewnego dnia na lekcji rozmawiano o przedstawieniu, które wkrótce miało się odbyć. Pani wychowawczyni powiedziała, że mogą do przedstawienia o Narodzeniu Chrystusa dodać polskiego żołnierza, którym mógł zostać właśnie Marcin. Bardzo się ucieszył, a zarazem zmartwił. Wiedział, że być polskim żołnierzem na przedstawieniu szkolnym to wielki zaszczyt, lecz martwił się z powodu swej słabej polszczyzny i bał się, że na przedstawieniu powie coś po angielsku, w ogóle się nie odezwie ze strachu lub zapomni, co ma powiedzieć i ucieknie ze sceny. Dzielny Marcin mimo obaw podjął próbę zagrania roli polskiego żołnierza i dowiedział się, że będzie tańczył z podobającą mu się dziewczyną o imieniu Krysia przy muzyce: "Jeszcze jeden mazur dzisiaj".
W chwili, gdy odbywało się przedstawienie Marcin poczuł, że jest Polakiem, a gdy wrócił do domu, ojciec zaśpiewał mu polską piosenkę, co jeszcze bardziej podniosło go na duchu. O swojej polskości upewnił się jeszcze bardziej podczas lekcji geografii. Zabolały go słowa nauczyciela mówiącego, że Polski nie ma na mapie.
Ja czuję się Polką, ponieważ tutaj się wychowałam, chodzę do polskiej szkoły, uczę się języka polskiego. Także moi rodzice oraz rodzeństwo sprawiają, że czuję, że to jest moja ojczyzna. Różne święta religijne na przykład Święto Zmarłych, które ostatnio obchodziliśmy, pokazuje, że kochamy naszych bliskich, pamiętamy o nich, chodzimy i sprzątamy ich groby. W innych krajach jest to Halloween, który w małym stopniu pokazuje miłość i szacunek ludziom, którzy odeszli. Podobnie Boże Narodzenie w Polsce to dzień wielkiego szczęścia, ponieważ narodził się Chrystus. Dla dzieci na innych kontynentach ten dzień sprowadza się do rozdawania prezentów przez Świętego Mikołaja i skupiają się tylko na tym. Tylko w Polsce łamiemy się opłatkiem i składamy sobie życzenia.
Cieszę się, że Marcin Kozera poczuł się Polakiem i zrozumiał, gdzie jest jego prawdziwa ojczyzna.

Karolina Wojtysiak, klasa VI D


Kim jest poeta - Marcin Komorski

Poeta, nasz emerytowany wierszokleta,
Lubi zjeść kotleta...
No chyba, że jest wegetarianinem,
Wtedy raczej spaghetti z winem.

Jednak poeta nie jest zwykłym cywilem
Wie jak ująć to, co się działo w Starożytności nad Nilem..
Przerasta nas swym wyobraźnią, intelektem,
I do tego wie, co zrobić ze szkodzącym insektem...

Kochamy poetów za ich piękną poezję,
Której słuchać można nawet lecąc na Malezję...
Ach te niezwykłe porównania!
Przecież w zachwyt wpada nawet Superniania!

Co to byłoby na świecie bez poetów...
Cóż.. W siatkówce nie byłoby tak emocjonujących setów...
W piłce nożnej zawodnicy nie strzelaliby goli...
A turyści nie piliby coca - coli!

Sam wymyśliłem.... =] ach ja zdolny jestem... ;]
Z dedykacją dla Pani Gał... ;]

Jesień - Aleksandra Celińska IVD

Jesień się kończy,
śnieg już pada,
a my,
w czapkach i szalikach,
oglądamy piękne krajobrazy.
Jutro wyjdziemy,
a kiedy się już
obejrzymy,
biały śnieg pod
sobą zobaczymy.
To będzie nasza polska
biała zima,
co nawet pewnie
do marca wytrzyma.


Polskie pory roku - Kamil Zieliński kl. VD

Wiosna, co po zimie śniegi topi,
I woń kwiatów dokoła rozsiewa,
Pielęgnuje je swym delikatnym słońcem.
Po niej lato nadchodzi,
Co słońcem turystów zaskakuje.
To właśnie w nim zboża, kwiaty i drzewa dojrzewają.
Ale lato nie trwa wiecznie,
Kiedyś jesień musi nastać.
W parkach stanie się złoto,
To właśnie jesień,
Która zwierzęta do snu zimowego przygotuje.
I zima polska wkrótce nadejdzie;
Raz mroźna a raz cieplejsza.
Choć wszyscy na nią narzekają,
To we śnie zimowym wypoczywają.

A My? - Łukasz Kowalczyk kl. Vd

A my? Dźwigamy tornistry jak woły,
W tornistrach ciężkie księgi.
Od książek się uginają stoły,
lecz w podręcznikach są wiedzy potęgi.


"Liścik m......" dla klasy V D
"Pani Dorotka, która lubi się czasem z poezją spotkać"
pozdrawia łobuziaki z V D, a zwłaszcza "Złotego Loczka", "Przemycia", "Kotka" i "Muszkę". Oto wierszyk dla nich:

Była raz sobie klasa V D,
Drugiej takiej nie znajdziecie,
Chyba na całym świecie.
Uczyły się w niej, przyznać muszę
Same orły i geniusze:
Badorki, Baranki, Cebulki,
Anie, Justynki, Pamciulki
Olki, Basie i Kasie,
A wśród nich był Szef i Boss,
Przemcio - co zawsze zabierał głos.
Oraz jego kumpel, słynny "Marcin K.",
Który na każdej lekcji zawsze rację ma,
W dodatku nie tylko filozof i intelektualista,
Lecz także z zamiłowania - wielki futbolista.
Był w klasie Hrabia von "Kotek",
Co pewnie zostanie prawnikiem,
I zasiądzie w jednej ławie (sędziowskiej)
Z mecenasem "Dratewką Szewczykiem".
Opisze to wszystko w gazecie,
Energiczny Redaktor "Mucha",
Któremu udzieli wywiadu,
Aktorsko uzdolniony Łukasz.
Uczyły się tu także Weroniki, Karolinki,
miłe Agaty, śliczne Klaudynki,
Które z pewnością kiedyś, jak tego jeszcze nie wiecie
będą podróżować po całym wielkim świecie.
Marzą o tym w tej klasie wszystkie dziewczyny,
Nawet skromna Małgosia -
Przyszła, wielka pani doktor medycyny.
A co z Karola i Kamila,
Kiedyś w przyszłości wyrośnie?
Tego jeszcze nie wiem, ale na razie,
Grzecznie na lekcję mnie zaproście.


Jesień - Olgierd Celiński kl.VI E

Jak tu szaro, jak tu smutno.
Drogi i dróżki złote i srebrne.
To już nie tęczowe lato,
To szarugi, to smutek jesienny

Gdy ostatni liść
złoty z drzewa spadnie,
to złoto będzie z października,
a smutek z listopada.

Szaro już i mokro,
ciemno już i smutno
chociaż jeszcze brzozy złociste,
chociaż jeszcze krzewy kolorowe.

Już ... ptaki przestały śpiewać,
przyroda układa się do snu zimowego,
smutno ... i deszczowo,
ale jeszcze jednak ładnie...

Październikowe święto - Basia Klatka kl.Vd

Nadchodzi październik,
14 już blisko.
Niech każdy pamięta,
kto chodzi do szkoły,
że Dzień Nauczyciela,
może by wesoły!
A wiec Moi Drodzy,
Napiszmy życzenia
od każdego z nas,
bo taki dzień,
zdarza się w roku tylko raz!

Szkolne rymy - Klaudia Węgorek kl. Vd

W szkolnej gazetce można pisać nawet o fretce.
Szkoła jest dla każdego matoła.
Nauczyciele, którzy mają wiedzy wiele, to nasi przyjaciele.
Mądrego ucznia trafia wiedzy włócznia.
W październiku robimy zielników bez liku.
Nie martw się wiedzy koniku, dosiądę cię w październiku.


 

Kapryśne drzewo

Powiedzieć można, że drzewo kaprysy swoje ma.
Gdy raz koło niego przechodzisz ono na Ciebie z uśmiechem spogląda i swymi
pięknymi jak złoto liśćmi zaszumi.
Lecz, gdy drugi raz przejdziesz, uderzy Cię spadającym jak strzała ostrym kasztanem.
Gdy patrzysz na nie ze złością, drzewo wygląda jak wojownik, dumny, dystyngowany.
Następnym razem widzisz małe suche drzewko ogołocone ze swych pięknych liści.
Wygląda jak niewolnik zimy.
Zły nastrój wtedy ma.
I co masz poradzić?
Długo by jeszcze wymieniać kaprysy jesiennego drzewa.

PEREŁKA


Niech żyje Tradycja


Jako też przed wiekami drzewiej bywało,
Młódź uczniowska ubierała się na granatowo i biało.
Panny mądre, roztropne przychodziły w białych bluzkach,
W granatowych spódniczkach, z uśmiechem na ustach.
Takoż i młodzież męska - nie nazbyt swobodnie,
Ale białe koszule, granatowe spodnie!

Śród pól jak przed laty, w gaju zadrzewionym,
Śród pagórków lubelskich, łagodnych, zielonych.
Stoi szkoła niewielka, co z mundurków słynie,
I mówi o tym nie tylko Kuratorium w Lublinie.
Piszą o tym w gazecie, piszą w Internecie,
I wy - dziatki z tej szkółki - dobrze o tym wiecie.
Że w szkole tej Tradycja mieszka i porządek,
Jak dziewczynki w chórze ustawione w rządek.
Tradycja noszenia strojów granatowo - białych,
Tradycja szanowana przez dużych i małych.

A kto by tego zwyczaju nie chciał uszanować,
I wolałby w pstrokatych szatach paradować,
Jako ta papuga iście bazarowa,
Czy też jako tak zwana "laska dyskotekowa",
(Dobrze, że wieszcz Adam nie znał tego słowa).
A kto by wolał do szkoły strój nadto swobodny,
To niech się zastanowi, czy tej szkoły godny?
I niechaj ze spokojem w swym sercu rozważy,
Czy właśnie taka pstrokata szkoła mu się marzy?

Lecz młodzież z tej szkoły pamięta przysłowie:
"Pazury na czerwono, to zielono w głowie".

O Tradycji pisała, Mickiewicza udawała,
nieznana nikomu poetka - wierszokletka,
której opiece powierzona ta szkolna gazetka.

A My - Basia Klatka kl. Vd

A my? My już po wakacjach.
Wróciliśmy do szkoły.
Żyjemy wspomnieniami
z letnich, wolnych chwil.
Ale jesień w swych barwach
niesie także radość.
To będą- uwierzcie,
równie piękne dni!"


Nowości! Nowości! Sensacyjne Wiadomości!

Dzień 8 maja 2009

wszyscy zapamiętamy

jako szczególnie ważny dla naszej szkoły!

XV Szkolna Wiosna Teatralna,

czyli "Lubelskie Lwy" przyznane!!!


oraz

Dzień Europy w Lublinie

Więcej czytajcie w dziale Wydarzenia









Wywiad z Bolesławem Prusem

Redaktor: Witam. Nazywam się Patryk Miś. Dziś moim gościem będzie Aleksander Głowacki.
Bolesław Prus: Dzień dobry państwu.
Redaktor: Dzień dobry. Zechciałby pan udzielić nam wywiadu?
Prus: Oczywiście.
Redaktor: Czy lubił Pan pisać?
Prus: Bardzo.
Redaktor: Czy podpisując swoje dzieła używał Pan swojego prawdziwego imienia i nazwiska?
Prus: Nie. Na początku podpisywałem się "Jan w oleju", a potem Bolesław Prus.
Redaktor: A skąd ten pseudonim się wziął?
Prus: Stąd, że moja babka była herbu Prus.
Redaktor: Aha. A kiedy pan się urodził i jak nazywali się pańscy rodzice?
Prus: Urodziłem się 20 sierpnia 1847 roku w Hrubieszowie. A moi rodzice to Antoni Głowacki i Apolonia Trzembińska.
Redaktor: Dobrze. Zachciałby nam Pan powiedzieć ile Pan miał lat, gdy umarli panu ojciec i matka?
Prus: Tak, oczywiście. Matka umarła, gdy miałem zaledwie 3 lata, a ojciec, gdy miałem 9 lat.
Redaktor: I co się potem z panem stało?
Prus: Znalazłem się pod opieką mojej babki Marcjanny Trzembińskiej mieszkającej w Puławach, a po jej śmierci mieszkałem u ciotki Domiceli Olszewskiej.
Redaktor: Gdzie pan ukończył szkołę podstawową?
Prus: Klasę V ukończyłem w Siedlcach, a dalej w uczyłem się w Kielcach.
Redaktor: Rozumiem. A czy uczestniczył Pan w powstaniu styczniowym?
Prus: Tak, owszem. Uczestniczyłem, a nawet zostałem ranny 1 września 1863 roku, następnie pojmano mnie do rosyjskiej niewoli.
Redaktor: I uciekł pan?
Prus: Nie. Ze względu na mój młody wiek wypuszczone mnie.
Redaktor: Dobrze. Zostawmy pana młodość i przejdźmy dalej. Jaka była Pańska pierwsza powieść?
Prus: "Pałac i rudera", którą napisałem w 1875 roku.
Redaktor: Które z pańskich dzieł podobało się ludziom najbardziej?
Prus: "Emancypantki" i "Faraon".
Redaktor: Aha. A kiedy pan je napisał?
Prus: "Emancypantki" w 1994 roku, a "Faraona" w 1997 roku.
Redaktor: Czy pisze pan coś teraz lub planuje coś napisać?
Prus: Tak, tak. Piszę powieść, którą najprawdopodobniej nazwę "Przemiana".
Redaktor: A jak się pan czuje?
Prus: Ogólnie dobrze, ale czasami dokucza mi serce.
Redaktor: To niezbyt przyjemne, gdy boli serce. Jaka Pańska powieść ostatnio się ukazała?
Prus: "Lalka", ale jeszcze nad nią pracuję.
Redaktor: Aha. No dobrze. Czas kończyć audycję. Dziękujemy panu bardzo za wywiad.
Prus: Ja również dziękuję.
Redaktor: Myślę, że spotkamy się jeszcze po wydaniu kolejnej z Pańskich powieści?
Prus: Z pewnością. Dziękuję za zaproszenie. Do widzenia.
Redaktor: Do widzenia, panie Głowacki. Żegnamy Państwa.

Przygotował Patryk Miś, klasa IV E
Na jednej z lekcji języka polskiego poznaliśmy fragment powieści Bolesława Prusa, pt. Anielka. Bardzo spodobało nam się wzruszające opowiadanie o tym, jak pies Karusek szukał swej pani, małej dziewczynki - Anielki. Pani zachęciła nas do poszukania wiadomości o autorze tej historii. Okazało się, że jego losy zwiazane były z Lubelszczyzną. Oto kilka informacji o tym pisarzu:

BOLESŁAW PRUS, czyli tak naprawdę Aleksander Głowacki, urodził się w1847 r., w Hrubieszowie (dokładnie w Zabeczu , współcześnie Żabcze) na Lubelszczyźnie. Osierocony w wieku 3 lat przez matkę, a w wieku lat 9 przez ojca, przeszedł pod opiekę babki Marcjanny Tremblińskiej mieszkjącej w Puławach. Po jej śmierci zamieszkał u ciotki Domiceli z Tremblińskich Olszewskiej w Lublinie, gdzie uczył się w Powiatowej Szkole Realnej. Klasę piątą ukończył w Siedlcach, gdzie nauczycielem był jego starszy brat - Leon. Naukę w klasie szóstej kontynuował w Kielcach. Z kieleckiej szkoły uciekł w 1863 r.do powstania styczniowego. Po kilku potyczkach, ranny, został aresztowany i osadzony w więzieniu w Siedlcach. Dzięki staraniom rodziny, uwolniony wrócił do Gimnazjum w Lublinie, które ukończył w 1866 r. z wynikiem celującym. W październiku rozpoczął studia w Szkole Głównej, w Warszawie. Trudności materialne sprawiły, że będąc na trzecim roku zmuszony był przerwać studia. Próbował różnych zawodów, dzięki którym mógłby zarabiać na życie; był m.in.fotografikiem, ulicznym mówcą, ślusarzem, próbował też sił jako dziennikarz. W 1882 r.po raz pierwszy wyjechał na wczasy do Nałęczowa, gdzie przyjeżdżał przez kolejne 30 lat, czyli aż do swojej śmierci. Zmarł na atak serca w wieku 64 lat. Został pochowany na cmentarzu na Powązkach, gdzie na pomniku znajduje się napis "SERCE SERC". Napisał m.in. "Placówkę", "Anielkę","Antka", "Faraona" , "Kamizelkę", "Katarynkę", "Emancypantki", a przede wszystkim najbardziej znaną swoją powieść "Lalkę", która będzie naszą lekturą w liceum.
MILENA PILIPCZUK, klasa IVe
KONCERT W NASZEJ SZKOLE

21 kwietnia 2009 roku odbył się w naszej szkole piękny koncert. Dwie bardzo utalentowane dziewczynki z Państwowej Szkoły Muzycznej zagrały na skrzypcach specjalnie dla nas. Jedna z nich, uczennica drugiej klasy -Wiktoria Matwiejuk (córka naszej pani od muzyki) i druga z piątej klasy - Nikola (nazwiska nie pamiętamy). Przyjechały wraz ze swymi nauczycielkami skrzypiec, jedna z pań akompaniowała na pianinie. Koncert był niezwykły. Naprawdę trzeba mieć talent, żeby grać tak, jak one. Zagrały bezbłędnie długie, trudne utwory: "Koncerty" Piotra Czajkowskiego i Antonio Vivaldiego.Wszystkich urzekła szczególnie mała Wiktoria, która mając za sobą tylko półtora roku nauki, grała tak samo pieknie, jak jej starsza koleżanka. Po koncercie dziewczyny odpowiadały na pytania zgromadzonej w stołówce widowni. Mówiły, że dużo ćwiczą. Opowiadały o swoich skrzypcach. Zakupić je można u lutnika, a struny zrobione są z włosia końskiego. Na wysłuchanie muzyki zostały zaproszone najgrzeczniejsze klasy, m.in. VI D, która była zaszczycona tym wyróżnieniem. Takie koncerty są wartościowe; poszerzamy naszą wiedzę i poznajemy piękno muzyki.
Ola Celińska, kl. VI D
Dnia 19 grudnia 2008 r. w Młodzieżowym Domu Kultury "Pod akacją" przy ulicy Grodzkiej 11, odbył się wernisaż i uroczyste ogłoszenie wyników konkursu plastycznego i literackiego pt. "Moje Boże Narodzenie". Na wystawie można było podziwiać wiele prac nagrodzonych i wyróżnionych. Komisja nagrodziła z naszej szkoły pracę Honoraty Kopyckiej z klasy 6b uczennicy Pani Elżbiety Soczyńskiej. Oprócz tego na wystawie znajdowały się prace: Kingi Śladeckiej z klasy 6b również uczennicy Pani Elżbiety Soczyńskiej oraz Emili Wrzos i Alicji Biegalskiej uczennice siostry Lucyny Lisak. Wystawę będzie można podziwiać do końca stycznia 2009 r. Natomiast prace, które niestety nie zostały nagrodzone czy wyróżnione w konkursie znajdują się w hollu naszej szkoły na parterze. Gratulujemy dziewczynom i życzymy dalszych sukcesów w dziedzinie artystycznej!!!
Honia
Rok szkolny 2007/2008
Wywiad z Józefem Czechowiczem:
Red. Martyna Wojciechowska: Witam, czy mogłabym zadać panu kilka pytań?
Józef Czechowicz: Oczywiście. Zauważyłem, że w waszej szkole wzrosło zainteresowanie moją osobą.
M.W.: Kiedy i gdzie się pan urodził?
J.CZ.: Co to za pytanie? Ale dobrze, odpowiem. Urodziłem się 15 marca 1903r. w Lublinie.
M.W.: Jest pan znanym poetą. Jakie dzieła się panu najbardziej podobały?
J.CZ.: Jestem skromny, nie lubię się chwalić. Lecz jestem dumny z utworu pt. "Lublin z dala".
M.W.: Gdzie pan mieszkał jako dziecko?
J.CZ.: Mieszkałem na ulicy Kapucyńskiej 3. Było to służbowe mieszkanie mojego ojca, który pracował w banku jako woźny.
M.W.: Kim był pan z zawodu?
J.CZ.: Skończyłem Seminarium Nauczycielskie, Wyższy Kurs Nauczycielski oraz studia w Instytucie Pedagogiki Specjalnej. Następnie pracowałem jako nauczyciel w szkole jezuickiej.
M.W.: Słyszałam, że był pan też dziennikarzem. Może pan opowiedzieć o tym coś więcej?
J.CZ.: Nie byłem dziennikarzem, ale pracowałem w redakcji jako poeta. Zadebiutowałem w czasopiśmie "Reflektor".
M.W.: Kiedy ukazał się pana pierwszy tomik?
J.CZ.: Ukazał się on kiedy miałem 24 lata.
M.W.: Dostał pan stypendium. Dlaczego nie został pan we Francji?
J.CZ.: Nie miałem czego tam szukać. Po stypendium wróciłem do Lublina. Wiedziałem, że we Francji mogę się rozwijać, ale ja kocham swój kraj.
M.W.: Co robił pan po powrocie do kraju?
J.CZ. Byłem redaktorem literackim w "Ziemi Lubelskiej". Potem znudziło mi się usługiwać innym i czekać czy zaakceptują mój wiersz, więc założyłem "Kurier Lubelski".
M.W.: Jakie miał pan zainteresowania?
J.CZ.: Jak chyba każdy poeta uwielbiałem czytać różne dzieła, lecz nic nie zastąpi doskonałości moich utworów.
M.W.: Czy chce pan coś przekazać czytelnikom "Szóstego Zmysłu"?
J.CZ.: Owszem, a więc: Droga młodzieży! Pamiętajcie o tym, żeby czytać wiersze oraz wartościowe książki.
M.W.: Ma pan rację. Chyba teraz niewiele młodzieży czyta książki, a jak pan kiedyś powiedział: "Kto czyta - żyje wielokrotnie, kto zaś z książkami obcować nie chce, na jeden żywot jest skazany". Dziękuję za wywiad.
J.CZ.: Również dziękuję. Trochę mnie ta rozmowa znudziła, ale mam nadzieję, że chociaż troche młodzież się czegoś o mnie dowie.

Martyna Wojciechowska klasa VI


Wywiad z Adamem Mickiewiczem:
Małgosia Lübek: Witam, Nazywam się Małgosia Lübek czy mogę zadać Panu kilka pytań?
Adam Mickiewicz: Bardzo proszę, chętnie porozmawiam, pochlebia mi że moja osoba budzi zainteresowanie w XXI wieku
M.L.: Czy cieszy się pan z bycia sławnym poetą?
A.M.: Oczywiście, to jest zaszczyt dla mnie, że jestem znany w dzisiejszych czasach. Przecież jak pisałem moim marzeniem było żeby moje książki „trafiły pod strzechy”
M.L.: Jak Pan ocenia swoje utwory?
A.M.: Pisząc je próbowałem być bardzo skupiony, żeby napisać to jak najlepiej umiałem.
M.L.: Który z pańskich utworów uważa Pan za najlepszy?
A.M.: Chyba utwór, który podoba się większości ludzi pt. „Pan Tadeusz”.
M.L.: A czy wie Pan, że został nakręcony taki film pt. „Pan Tadeusz”. Mnie bardzo się podobał.
A.M.: Naprawdę to wspaniale, w moich czasach nie mogłem przewidzieć takiego zdarzenia, ponieważ nie znaliśmy pojęcia filmu.
M.L.: Urodził się Pan w Zaosiu i później przebywał w Konstantynopolu.
A.M.: Tak właśnie było.
M.L.: A czy wie Pan, że miasto Konstantynopol zmieniło swoją nazwę?
A.M.: No właśnie słyszałem, że nazywa się teraz Stambuł. To bardzo ładna nazwa, ale tak szczerze mówiąc bardziej podobała mi się poprzednia.
M.L.: Czy mógłby mi Pan powiedzieć coś więcej o sobie?
A.M.: Tak oczywiście, proszę pytać.
M.L.: Jak nazywali się Pana rodzice?
A.M.: Ojciec nazywał się Mikołaj Mickiewicz, był nowogródzkim adwokatem, a matka zwała się Barbara z domu Majewska, była córką ekonoma z Czombrowa.
M.L.: Czy miał Pan jakieś rodzeństwo?
A.M.: Nie, ja byłem jedynakiem.
M.L.: Z kim Pan się ożenił?
A.M.: Z Celiną Szymanowską. Niestety dość szybko zmarła.
M.L.: Współczuję. A czy miał Pan z nią dzieci?
A.M.: Tak sześcioro. Bardzo je kochałem, ale musiałem je zostawić.
M.L.: To bardzo przykre.
A.M.: Wiem, ale nie miałem innego wyjścia.
M.L.: Czy chciałby Pan powiedzieć coś współcześnie żyjącym Polakom?
A.M: Tak oczywiście, chciałbym powiedzieć Polakom żyjącym w XXI wieku żeby zawsze pamiętali jak ważna jest ojczyzna, patriotyzm i wolność.
M.L.: Rozumiem i bardzo dziękuję za wywiad. Jestem wdzięczna za znalezienie dla mnie czasu. Do widzenia.
A.M.: Ja też dziękuję i polecam się na przyszłość. Do widzenia.

Małgosia Lübek VI "B"


Oscary 2008


W nocy z 24 na 25 lutego, w Hollywood odbyło się wręczenie Oscarów 2008 roku. Kategorii było 24. Polska też miała swoich reprezentantów. Jednak z dwóch polskich i dwóch polsko-angielskich przedstawicieli wybrano film "Piotruś i wilk" w kategorii NAJLEPSZY KRÓTKOMETRAŻOWY FILM ANIMOWANY.

Oto lista nagrodzonych Oscarami roku 2008.

NAJLEPSZY FILM
"To nie jest kraj dla starych ludzi"

NAJLEPSZA AKTORKA
Marion Cotillard - "Niczego nie żałuję"

NAJLEPSZY AKTOR
Daniel Day-Lewis - "Aż poleje się krew"

NAJLEPSZA AKTORKA DRUGOPLANOWA
Tilda Swinton - Michael Clayton

NAJLEPSZY AKTOR DRUGOPLANOWY
Javier Bardem - "To nie jest kraj dla starych ludzi"

NAJLEPSZY REŻYSER
Ethan Coen & Joel Coen - "To nie jest kraj dla starych ludzi"

NAJLEPSZY SCENARIUSZ ORYGINALNY
Diablo Cody - Juno

NAJLEPSZY SCENARIUSZ ADAPTOWANY
Ethan Coen i Joel Coen - "To nie jest kraj dla starych ludzi"

NAJLEPSZY FILM OBCOJĘZYCZNY
"Fałszerze" reż. Stefan Ruzowitzky (Austria)

NAJLEPSZY FILM ANIMOWANY
"Ratatuj" reż. Brad Bird i Jan Pinkava

NAJLEPSZE ZDJĘCIA
Robert Elswit - "Aż poleje się krew"

NAJLEPSZY MONTAŻ
Christopher Rouse - Ultimatum Bourne'a

NAJLEPSZA MUZYKA
Dario Marianelli - "Pokuta"

NAJLEPSZA PIOSENKA
%u201CFalling Slowly" z filmu Once; słowa i muzyka: Glen Hansard
i Marketa Irglova

NAJLEPSZA SCENOGRAFIA
Dante Ferretti i Francesca Lo Schiavo - Sweeney Todd

NAJLEPSZA KOSTIUMY
Alexandra Byrne - Elizabeth: "Złoty wiek"

NAJLEPSZY FILM DOKUMENTALNY
Taxi to the Dark Side

NAJLEPSZY KRÓTKOMETRAŻOWY FILM DOKUMENTALNY
Freeheld reż. Cynthia Wade, Vanessa Roth

NAJLEPSZY FILM KRÓTKOMETRAŻOWY
Philippe Pollet-Villard - Le Mozart des Pickpockets

NAJLEPSZA CHARAKTERYZACJA
Didier Lavergne i Jana Archibald - "Niczego nie żałuję"

NAJLEPSZY MONTAŻ DŹWIĘKU
Karen Baker Landers i Per Hallberg - "Ultimatum Bourne'a"

NAJLEPSZY DŹWIĘK
Scott Millan, David Parker, Kirk Francis - "Ultimatum Bourne'a"

NAJLEPSZE EFEKTY SPECJALNE
Michael Fink, Bill Westenhofer, Ben Morris, Trevor Wood - "Złoty
kompas"

CAŁOKSZTAŁT PRACY
Robert F. Boyle

Troszkę o Oscarach

Nagroda jest statuetką przedstawiającą rycerza opierającego się na dwuręcznym mieczu, stojącego na rolce filmu posiadającej pięć szprych, z której każda symbolizuje jedną z grup zawodowych reprezentowanych w Akademii: aktorów, scenarzystów, reżyserów, producentów i techników. Statuetka wykonana jest z brązu pokrytego 14-karatowym złotem. Statuetkę zaprojektował Cedric Gibbons w 1928 r., a jej odlew wykonał rzeźbiarz George Stanley. Oficjalnie nagroda Akademii nazywana jest Academy Award of Merit, jednak od roku 1931 używa się potocznej nazwy Oscar. Pochodzi ona od uwagi wygłoszonej w roku 1931 przez Margaret Herrick, bibliotekarza Akademii, iż statuetka przypomina jej wuja Oscara Pierce. Usłyszał to hollywoodzki dziennikarz Sidney Skolsky, któremu bardzo spodobało się to określenie i zaczął go używać w swoich felietonach.

Martyna Wojciechowska, klasa VI C


Andrzej Wajda

W związku ze zbliżającą się międzynarodową premierą filmu Andrzeja Wajdy, pt. "Katyń" należy wiedzieć coś nie coś o tym reżyserze.
6.03.2000 r. otrzymał Oscara za całokształt twórczości. Statuetkę przekazał do Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Urodził się w 6 marca 1926 r. w Suwałkach. Ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie i reżyserię w PWSF w Łodzi.

Debiutował filmem "Pokolenie", natomiast na scenie Teatru Wybrzeże w Gdańsku reżyserował swój pierwszy spektakl "Kapelusz pełen deszczu" M. Gazzo.
W 1963 r. zrealizował "Wesele" Stanisława Wyspiańskiego w krakowskim Starym Teatrze. Współpracowa z innymi teatrami wystawiając: "Play Strindberg", "Biesy", "Emigranci", "Zbrodnia i kara", "Hamlet IV", "Rozmowy z katem", "Jak brat bratu", "Białe małżeństwo" czy "Onych".

Czołowy przedstawiciel polskiej szkoły filmowej, podejmuje się zekranizować okres okupacji hitlerowskiej, kontynuując najlepsze tradycje polskiego romantyzmu w filmach: "Pokolenie" (1955), "Kanał" (1957, Srebrna Palma w Cannes), "Popiół i diament" (1958, nagrody w Wenecji, Vancouver, Berlinie Zachodnim), "Lotna" (1959), "Samson" (1961). Powraca do tej tematyki w późniejszych filmach: "Krajobraz po bitwie" (1970, nagrody w Mediolanie i Colombo), "Korczak" (1990), "Pierścionek z orłem w koronie" (1993), "Wielki Tydzień" (1996).

Szczególne miejsce w jego twórczości przypada dziełom zaangażowanym w rozrachunek z okresem politycznej dyktatury komunistycznej: "Człowiek z marmuru" (1977, nagrody w Cannes, Belgradzie, Cartagenie), "Bez znieczulenia" (1978, nagrody w Gdańsku i Cannes), "Człowiek z żelaza" (1981, Złota Palma w Cannes, nagrody w Londynie).
Podejmuje również współczesną problematykę obyczajową w filmach: "Wszystko na sprzedaż" (1968, nagroda Syrena Warszawska), "Polowanie na muchy" (1969), "Panna Nikt" (1996), "Popioły" wg S. Żeromskiego (1965), "Brzezina" (1970, nagrody w Mediolanie i Moskwie) i "Panny z Wilka" wg J. Iwaszkiewicza (1979, nagroda w Gdańsku, nominacja do Oscara), "Wesele" wg S. Wyspiańskiego (1972, nagrody w San Sebastian i Łagowie), "Ziemia obiecana" wg W. Reymonta (1974, nagrody w Moskwie, Gdańsku, Łagowie i Chicago, nominacja do Oscara), "Kronika wypadków miłosnych" wg T. Konwickiego (1986). Ponadto filmy: "Piłat i inni" (1971, RFN), "Danton" (1982, Francja, Prix Delluc, Cezar), "Miłość w Niemczech" (1983, RFN/Francja), "Pan Tadeusz" (1999), "Zemsta" (2002), "Katyń" (2007, nominacja do Oscara przyznawanego w 2008 roku dla filmu nieanglojęzycznego).

CIEKAWOSTKI

Andrzej Wajda jest członkiem Europejskiej Akademii Filmowej. Odznaczony francuską Legią Honorową (1982) oraz japońskim Orderem Wschodzącego Słońca (1995). Pełnił szereg funkcji społecznych i politycznych, m.in. był prezesem Stowarzyszenia Filmowców Polskich (1978-1983) i senatorem Rzeczypospolitej Polskiej (1989-1991). Członek Europejskiej Akademii Filmowej. W 1996 otrzymał w Berlinie honorową nagrodę Srebrnego Niedźwiedzia, 3 września 1998 podczas festiwalu filmowego w Wenecji został uhonorowany Złotym Lwem za całokształt twórczości. Jest członkiem Unii Teatrów Europy (UTE) - organizacji skupiającej najwybitniejsze osobistości teatru oraz sceny repertuarowe. W 2000 został laureatem Nagrody Wielkiej Fundacji Kultury za wybitne osiągnięcia w dziedzinie kultury. 21 czerwca 2001 otrzymał najwyższe francuskie odznaczenie - komandorię Legii Honorowej Republiki Francuskiej. 19 września 2001 Prezydent Niemiec Joahannes Rau nadał Andrzejowi Wajdzie Wielki Krzyż Zasługi.

Pamela Kępa, klasa VI D


Recenzja "Ogniem i mieczem"

W mojej recenzji chciałbym włączyć się w dyskusję, która trwa od 1999, czyli od roku powstania filmu Ogniem i Mieczem. Dyskusja ta ma na celu ustalenie, czy film góruje nad książką, czy odwrotnie. Wiele osób, a zwłaszcza starsi czytelnicy, za których czasów nie było jeszcze telewizorów, uważa, że to absurd porównywać jedno do drugiego. Dla nich książka jest czymś wspaniałym, pięknym dziełem, którego nic nie zastąpi, a film jedynie wierną ekranizacją.
Ja, z całym szacunkiem dla wspaniałego dzieła, jakim jest niewątpliwie trylogia fantastycznego pisarza Henryka Sienkiewicza, uważam, iż film jest ciekawszy, zwłaszcza dla młodzieży. Już wyjaśniam, dlaczego. Dzieło Hoffmana zrealizowane na podstawie powieści, jest bardziej zrozumiałe dla osób żyjących w dzisiejszych czasach. Obsada składa się z najlepszych aktorów. Film jest niezwykle wciągający, książka, mimo że piękna czasem jest bardzo monotonna, zbyt szczegółowe i długie opisy miejsc, osób, czasem wręcz niezrozumiałym słownictwem. To są główne powody, dla których według mnie film góruje nad książką. Myślę, że wiele osób w moim i podobnym wieku (jeśli nie większość) z pewnością bardziej wolą dzieło reżysera Hoffmana, także z tych powodów, co ja. Młodym ludziom nie dość, że bardzo podobają się filmy i w ogóle oglądanie telewizji, to niestety niektórych rozdziałów po prostu nie wytrzymaliby z nudów. No a film, dzięki obrazowi, muzyce, dźwiękowi, zawsze jest ciekawszy, nawet taki z okresu XVII w, nawet bez efektów w stylu matrixa, czy terminatora.

Marcin Komorski, klasa VI D


Wywiad z Wolfgangiem Amadeuszem Mozartem

Redaktor Martyna Wojciechowska: Witam. Czy zgodzi się Pan udzielić odpowiedzi na kilka pytań, dla czytelników gazety
"Szósty Zmysł"?
Wolfgang Amadeusz Mozart: Ojej, to już dzisiaj któryś z kolei. Co ta Wasza gazeta tak się mną zainteresowała? No pytaj, młoda dziennikarko.
Red.: Kiedy i gdzie się pan urodził?
W.A.M.: A co to ankieta jakaś, jak w urzędzie? Urodziłem się 27 stycznia 1756r. w Salzburgu, a zmarłem 5 grudnia 1791r. Żyłem więc krótko, ale za to w Niebie jest mi dobrze. Mają tu
instrumenty z mojej epoki. Anioły najbardziej lubią moje "Eine
kleine Nachtmusik". Mam nadzieję, że Wy też to znacie, skoro się tak mną interesujecie. Bo jak czytam w Internecie, (dzięki
któremu wiem, co się dzieje na ziemi), czego dzisiaj słucha
młodzież, to mi się loki w peruce z przerażenia prostują .
Red.: Pozwoli Pan, że zmienię temat. Ile miał pan rodzeństwa?
W.A.M.: Na ziemi oczywiście, bo w Niebie wszystkich spotakałem. Miałem szóstkę rodzeństwa, ale piątka umarła w wieku niemowlęcym. Została mi tylko starsza o 4 lata siostra Maria Anna, która razem ze mną włóczyła sie po róznych koncertach, na które woził nas ojciec. Nawet to lubiliśmy, bo dzięki temu zwiedziliśmy w dzieciństwie więcej niż niejedn dorosły człowiek.
Red.: Podobno był Pan zamożnym człowiekiem? Czy dostawał pan duże wynagrodzenia pieniężne?
W.A.M.: Ależ skąd!!! Dostawałem najczęściej prezenty, miałem więc mnóstwo złotych zegarków, tabakier, papierośnic. Niewysokie sumy, jakie dostawałem za napisanie oper najczęściej były przeznaczane na dzieci i na leczenie mojej żony.
Red.: Czy zostały dzieła, których pan nie dokończył?
W.A.M.: Tak, dwa miesiące przed śmiecią pracowałem nad mszą żałobną, ale w testamencie napisałem, żeby moi znajomi
kompozytowrzy dokończyli ten utwór.
Red.: Ile symfonii pan napisał?
W.A.M.: Około 60.
Red.: Jak wiele oper?
W.A.M.: Hmmm...Oper? Napisałem 16, a 3 nie dokończyłem.
Red.: Dziękuję za wywiad.
W.A.M.: Dziękuję. Pytania były nieciekawe, ale może dzieciaki
czegoś się o mnie dowiedzą.


Wywiad z Mozartem


REDAKTOR MAŁGOSIA LÜBEK: Dzień dobry.
WOLFGANG AMADEUSZ MOZART: Witam.
M.L: Chciałam przeprowadzić z Panem wywiad. Czy mogę?
W.A.M: Ależ oczywiście! W Niebie nie często zdarza się okazja do udzielenia wywiadu.
M.L: Dziękuję. Jak nazywali się Pana rodzice?
W.A.M.: Ojciec nazywał się Leopold Mozart. Był nauczycielem gry na skrzypcach i kompozytorem, a mama zwała się Anna Maria z domu Pertl.
M.L: Kiedy zmarli Pana rodzice? Jeżeli mogę zapytać.
W.A.M.: Tak, może pani, ale proszę mi wybaczyć, jeżeli się wzruszę. Ojciec 28 maja 1787, a matka 3 lipca 1778.
M.L: Czy miał Pan rodzeństwo?
W.A.M.: Byłem z kolei ich siódmym dzieckiem, z których tylko ja i moja starsza siostra Marianna zwana pieszczotliwie Nannerl pozostaliśmy przy życiu. Pozostała piątka zmarła w wieku niemowlęcym. Siostra była o trzy lata ode mnie starsza i także była uzdolniona muzycznie.
M.L: Czy muzyka była całym Pana światem?
W.A.M.: Uczyłem się także matematyki, w której wykazywałem spore zdolności. Wówczas wszystko: meble, podłoga, krzesła były pokryte wieloma liczbami pisanymi kredą. Zamiłowanie do matematyki pozostało mi do końca życia.
M.L: Podobno dużo Pan podróżował.
W.A.M: Od wczesnego dzieciństwa podróżowałem po całej Europie, gdzie dałem wiele koncertów.
M.L: W którym roku pojechał pan w podróż do Paryża?
W.A.M.: W 1776 roku.
M.L: Kogo Pan tam poznał?
W.A.M: Poznałem Jana Chrystiana, który był synem Jana Sebastiana Bacha, a to był wielki kompozytor.
M.L: Czy może Pan opowiedzieć o swojej żonie?
W.A.M.: Ożeniłem się z Konstancją Weber. Była piękną kobietą. Podobno teraz na ziemi robi się portrety inaczej niż za moich czasów.
M.L.: Tak teraz można robić zdjęcia.
W.A.M.: Czy teraz ja mogę Tobie zadać pytanie?
M.L.: Oczywiście.
W.A.M.: Dlaczego chciałaś przeprowadzić wywiad akurat ze mną, a nie z Bachem?
M.L: O panu Bachu już się uczyliśmy w szkole. Teraz przyszła kolej na Pana, Panie Wolfgangu Amadeuszu. Dowiedziałam się, że był Pan geniuszem muzycznym. Koncertował Pan na dworach ówczesnej Europy już jako pięciolatek. Wiem, że napisał Pan kilkadziesiąt symfonii, kilkanaście oper, koncerty solowe, muzykę kameralną, sonaty i inne dzieła symfoniczne. Dorobek Pana jest ogromny i obejmuje ponad 600 dzieł. Do najsłynniejszych należą - Eine Kleine Nachtmusik, Wesele Figara, Don Giovanni i Zaczarowany Flet. Wiem też, że Pan się nigdy nie mylił pisząc swoje kompozycje, bo Pana rękopisy nie nosiły śladów poprawek. Żył Pan zaledwie 35 lat. Jak można w tak krótkim czasie stworzyć tak olbrzymią ilość pięknej muzyki?
W.A.M.: Chyba rzeczywiście byłem geniuszem. Ciekawy jestem, czy pamiętacie o mnie do dzisiaj?
M.L: Twoje dzieła Mistrzu, a jest rok 2007, czyli od Pana śmierci minęło 216 lat, są obecne po dziś dzień - w literaturze, muzyce, tańcu, filmie. Na całym świecie organizowanych jest mnóstwo festiwali, koncertów związanych z Pana muzyką. Wystawiane są opery.
W.A.M: Jestem bardzo usatysfakcjonowany. Zrobiłaś mi wielką przyjemność przekazując mi te informacje. Dziękuję.
M.L: Dziękuję za tę przemiłą rozmowę. Do widzenia.
W.A. M.: Do widzenia!


Małgosia Lübek VIB



Recenzja książki "Tomek na wojennej ścieżce"


Wątek trzeciej części przygód młodego Tomka oplata się wokół
Indian Ameryki Północnej. Tym razem Polak, po wypadku w Ugandzie
(z udziałem afrykańskiego słonia), razem ze swym przyjacielem,
bosmanem Nowickim i koleżanką z Australii - Sally, przyjeżdża na
Dziki Zachód do krewnego
przyjaciółki, szeryfa Allana. Tam ,,osiada'' na jego rańczu i
poznaje nowego przyjaciela, Czerwonego Orła oraz próbującego
wskrzesić dawne czasy, buntowniczego wodza Indian, Czarną
Błyskawicę. Tomek bierze udział w dziesięciomilowym wyścigu, a po
nim zostaje uznany za honorowego członka plemienia Apaczów i
dostaje od starszyzny plemienia pięć orlich piór. Razem z
Indianami i przyjacielem muszą uwolnić Sally od Pueblosów, którzy
ją porwali. Jednocześnie przeżywa niesamowite przygody wkraczając
na tytułową ,,WOJENNĄ ŚCIEŻKĘ". Polecam do przeczytania
wszystkie części interesujących perypetii opisanych przez Alfreda Szklarskiego.
red. Bartek Badora, klasa VI D


Wywiad z Ludwikiem van Beetovenem

Red. Maciek Mucha: Czy zechciałby Pan udzielić wywiadu dla naszej gazety?
Ludwik van Beetoven: Ależ, oczywiście! Mamy w niebie Internet i często czytam, co słychać w waszej szkole.
Red.: Kiedy i gdzie Pan się urodził?
L.v B.: Pytanie nudne, jakich nie lubię, ale przypomnę, że urodziłem się 17 grudnia 1770 r., w niemieckim mieście, Bonn.
Red.: Jak mieli na imię pańscy rodzice?
L. v B: A cóż to znowu za pytanie? Sądzi Pan, że to będzie interesujące dla Czytelników? Mój ojciec nazywał się Johann van Beethoven, a matka - Maria Magdalena Keverich.
Red.: Kto był Pana pierwszym nauczycielem?
L.v B: No cóż, mój okrutny ojciec.
Red.:Dlaczego "okrutny"?
L.v B.: Dlatego, że biciem zaganiał mnie do gry na fortepianie. Kiedy odkrył, że mam talent, chciał zrobić ze mnie takie samo "cudowne dziecko", jakim był Mozart. Myślał, że zbije na mnie fortunę jak ojciec Mozarta.
Red: Dlaczego w wieku 17 lat wyjechał Pan do Wiednia?

L.v.B: Chciałem zwiedzić Niemcy i spotkać się z Mozartem, któremu trochę zazdrościłem i którego podziwiałem.
Red: Z czego pan utrzymywał się po śmierci matki?
L.v.B: Utrzymywałem się z lekcji muzyki w pewnej zamożnej rodzinie.
Red: Czy miał pan kiedyś żonę?
L.v.B: Nie, nigdy się nie ożeniłem, choć często się zakochiwałem. Miłość traktowałem jednak jako inspirację do twórczości. Miałem trudny charakter, no i od 23 roku życia zacząłem tracić słuch, co uniemożliwiało mi kontakty towarzyskie. Czy Pan wie, Panie Redaktorze, co dla muzyka oznacza utrata słuchu? To jak dla malarza stracić wzrok.
Red.: Rozumiem, współczuję i szczerze podziwiam Pana za to, że mimo głuchoty komponował Pan dalej. Proszę przypomnieć Czytelnikom, co Pan skomponował?
L.v.B: Skomponowałem 9 symfonii, 5 koncertów fortepianowych, utwory kameralne, 32 sonaty fortepianowe itd..
Red.: Które z nich najbardziej Pan ceni?
L.v B.: Bo ja wiem? Chyba symfonie, bo ludzie tego najczęściej słuchają, zwłaszcza 9 symfonii, która stała się jeszcze bardziej znana dzięki programowi telewizyjnemu i melodii "Europo witaj nam", czy jakoś tak.
Red.: Dziękuję za wywiad.
L. v B.: No i dobrze, znudziła mnie ta rozmowa, bo jak mówiłem mam wredny charakter.

Maciej Mucha, 6d


Wywiad z Janem Sebastianem Bachem

Redaktor Kasia Komorska : Kiedy umarli Pana rodzice?

Jan Sebastian Bach : Moja mama umarła kiedy miałem 9 lat , a mój tata kiedy miałem 10 lat.

Red.: Kto Pana wychowywał po śmierci rodziców?

J.S.B.: Po śmierci rodziców wychowywał mnie mój starszy brat.

Red.: Gdzie Pan się urodził?

J.S.B.: Urodziłem się w niemieckiej miejscowosci Eisenach.

Red.: Ile skomponował Pan utworów?

J.S.B.: Skomponowałem ponad 1000 utworów.

Red.: Jak nazywała sie Pańska żona?

J.S.B.: Miałem dwie żony: jedna nazywała się Maria Barbara, a druga Elżbieta.

Red.: Ile miał Pan łącznie dzieci ?

J.S.B.: Mialem 20-ro dzieci.

Red.: Na jakich umiał Pan grać instrumentach?

J.S.B.: Umiałem grać na organach, klawesynie i skrzypcach.

Red.: Kto nauczył Pana grać?

J.S.B.: Gry na instrumetach nauczył mnie mój brat.

Red.: Dziękuje za wywiad.

kATARZYNA kOMORSKA, 6D


22.10.07r., na lekcji ścieżki w 6c

Pani przeczytała nam utwór pt. ''Wogrodzie Sztuki". Królowa Sztuka miała siedmioro dzieci: Literaturę, Muzykę, Teatr, Rzeźbę, Malarstwo, Architekturę i Taniec. Muzyka upiększała swą muzyką utwory. Teatr robił przedstawienia na podstawie utworów Literatury. Rzeźba rzeźbiła różne postacie. Malarstwo uwieczniało sceny z życia codziennego a Architektura budowała i projektowała pałace i zamki dla królów. Moim zdaniem bajka ta może być dla dzieci. Ale słuchałem jej z uwagą i podobała mi się.
Nie wszystkie bajki muszą być tylko dla dzieci.

Piotr Tomasik, 6C


Wywiad z Janem Sebastianem Bachem

Redaktor Tymek Pień: Dzień dobry Panie Sebastianie, czy zechciałby pan odpowiedzieć na kilka pytań dla naszej gazety?
Jan Sebastian Bach: Jestem dziś trochę zapracowany, ale znajdę chwilę czasu dla pana.
Red.: Jak rozpoczęła się pańska przygoda z muzyką?
J.S.B.: No cóż ... Wyrosłem w muzycznej atmosferze rodiznnej, cały mój ród był nią przesiąknięty. Przez ponad 400 lat w mojej rodzinie byli muzycy i kompozytorzy. Wszyscy wokoło mnie: ojciec, wujowie, starszy brat to zawodowi muzycy, nie mówiąc też o dalszych krewnych ... Ja osobiście zacząłem od skromnego przepisywania nut i nauki gry na różnych instrumentach.
Red.: A jaki jest pana ulubiony?
J.S.B.: Oczywiście organy! Już jako młodzieniec znałem ich budowę, potrafiłem naprawiać je, wymieniać części.
Red.: Wiemy już, że jest pan wprawnym organistą, ale chyba nie tylko?
J.S.B.: Pełniłem również funkcję nadwornego skrzypka, nadwornego kompozytora i kantora. Uwielbiam również uczyć innych. Zawsze mam przy sobie jakiegoś ucznia.
Red.: Jest pan autorem licznych utworów. Czy mógłby pan zdradzić naszym czytelnikom, jakie dzieła lubi pan tworzyć najbardziej?
J.S.B.: Jestem człowiekiem głębokiej wiary, dlatego też ogromną przyjemność sprawia mi praca nad muzyką kościelną, religijną, zainspirowaną Ewangelią.
Red.: Jakie zdarzenie z pańskiego życia najbardziej zapadło panu w pamięć?
J.S.B.: Hmm ... Miałem pewną szaloną przygodę: będąc młodym człowiekiem wybrałem się do Lubeki, proszę sobie wyobrazić, na piechotę, aby usłyszeć grę Dietricha Buxtehudego. Musiałem przebyć w ten sposób prawie całe Niemcy.
Red.: Teraz z pewnością trudno by było panu znaleźć czas na takie wyprawy, z powodu pracy i obowiązków rodzinnych.
J.S.B.: Tak, wychowanie jedenaściorga dzieci jest dla mnie nie lada wyzwaniem... Ale w naszej rodzinie to nic dziwnego. Sam jestem ósmym dzieckiem mych rodziców.
Red.: Co lubi pan robić w wolnym czasie?
J.S.B.: Odpowiem w trzech słowach: zabawa, wino i śpiew. Oczywiście żartuję. W wolnym czasie komponuję fugi.
Red.: Dziękuję za poświęcony mi czas i życzę Panu miłego dnia.
J.S.B.: Cała przyjemność po mojej stronie młodzieńcze. Pozdrów ode mnie dzieciaki z "Szóstki", a przede wszystkim czytelników
"Szóstego Zmysłu".

Do widzenia


Recenzja bajki

"Dawno, dawno temu..., a może nie tak dawno (...), w pięknym ogrodzie pełnym pachnących kwiatów..." - tak zaczyna się bajka pani Doroty Gał, której premiera odbyła się 10 listopada, w naszej klasie. Ta niezwykła opowieść tłumaczy istnienie Sztuki, jako dobrej matki otoczonej gromadką dzieci: Malarstwa, Literatury, Rzeźby i innych. Na premierę, w czytelni szkoły przy ulicy Czwartaków 11 zeszły się niewiarygodne tłumy. Większość z nich to zagorzali fani tej autorki, którzy stwierdzili, że jej kolejne opowiadanie przebiło wszystkie poprzednie. Trzymamy kciuki za dalszą twórczość.

Recenzowała Marta Kaniuk, ABSOLWENTKA SP6


Wywiad z Honoratą Kopycką, autorką wernisażu "Łąkowe figle"

28 września 2007 r., o godz. 17. 30., w Galerii "Pod Akacją", mieszczącej się w Młodzieżowym Domu Kultury na ul. Grodzkiej 11, odbyła się wystawa prac plastycznych Honoraty Kopyckiej, naszej koleżanki z klasy V B, której wychowawczynią jest pani Renata Billewicz.

Z artystką rozmawiały red. Pamela Kępa i red. Justyna Barycka.

Redakcja "Szóstego Zmysłu": Kto zaszczepił w Tobie miłość do plastyki?
Honorata Kopycka: Od dziecka lubiłam malować, więc poprosiłam mamę,
aby zapisała mnie na takie zajęcia. Podczas zajęć wypoczywam, zapominam o wszystkim, uwielbiam tam chodzić, uwielbiam tworzyć.
Red.: Jak często chodzisz na zajęcia i ile one trwają?
H. K.: Chodzę do MDK raz w tygodniu po 4 - 5 godzin.
Red.: To dość sporo. Czy w tym czasie zdążasz namalować jeden rysunek lub więcej?
H.K.: Zazwyczaj jest tak, że na jednych zajęciach maluję farbami. Potem praca wysycha i na kolejnych ją dokańczam.
Red.: Co najczęściej lubisz malować?
H. K.: Najbardziej lubię malować ptaki, koty, kwiaty, ale także architekturę.
Red.: Kto Cię najbardziej wspiera w Twojej karierze?
H. K.: Oczywiście, moja najbliższa rodzina, czyli dwoje rodzeństwa i rodzice. Od pięciu lat gorąco mi dopingują.
Red.: Czy na zajęciach malujecie, co chcecie?
H. K.: Nie, nie zawsze. Czasem malujemy martwa naturę lub portrety.
Red.: Kto chodzi do Twojej grupy?
H. K.: To głównie dzieci w wieku 6-8 lat, ja, moja koleżanka z klasy, Marysia Kozłowska i dwie dziewczyny 17 - letnie.
Red.: Jaka pracę wykonujesz obecnie?
H. K.: Maluję architekturę na konkurs "Inspiracje muzyka dawną".
Red.: Jak nazywa się Twoja nauczycielka plastyki?
H. K.: Pani Iwona Jedlińska, ale często zajęcia prowadzone są przez jej studentów.
Red.: Pomówmy o Twoim wernisażu. Czyj to był pomysł?
H.K.: Każdy z moich kolegów i koleżanek koleżanek grupy mają taki własny wernisaż, czyli prezentację swoich prac. Ja jestem najmłodszą posiadaczką wystawy. Pani spodobały się moje prace i stworzyła wernisaż "Łąkowe figle". Rysunki były prezentowane w galerii "Pod Akacją" do 28 września 2007, a potem na korytarzu.
Red.: Czy zaprosiłaś kogoś na wystawę?
H.K.: Tak, zaprosiłam moją Panią od plastyki z "Szóstki", czyli Panią Elę Soczyńską, Panią Wychowawczynię, czyli Panią Renatę Billewicz i kilka koleżanek. Na otwarciu wystawy specjalnie dla mnie zaśpiewał chór MDK.
Red.: Z ilu prac składa się wystawa?
H. K.: Zawiera 20 prac; 6 z nich zrobiłam specjalnie dla wernisażu, inne pochodziły z różnych konkursów i nie tylko.
Red.: Czy masz w swoim dorobku wystawy grupowe?
H. K.: Tak, miałam taką w grudniu ubiegłego roku.
Red.: Jakie jest Twoje największe osiągnięcie?
H. K.: Jedna z moich prac, wysłanych na ogólnopolski konkurs pt. "Morskie opowieści" została uznana jako logo. Jestem laureatką wielu konkursów: wojewódzkich, ogólnopolskich, europejskich, międzynarodowych. Ponieważ sporo się tego nazbierało długo trzeba by je było wymieniać.
Red.: Dziękujemy za rozmowę i życzymy dalszych sukcesów.
H. K.: Dziękuję.


Wywiad z Janem Sebastianem Bachem

Redakcja: Dzień dobry. Czy mogę zadać panu kilka pytań dotyczących pańskiego życia i twórczości?
Jan Sebastian Bach: Tak, oczywiście.
Red: Kiedy i gdzie się pan urodził?
JSB: Urodziłem się 21 marca 1685 r. w Eisenach, małym mieście w Turyngii.
Red.: Kim byli pana rodzice?
JSB: Byłem ósmym dzieckiem Johanna Ambrosiusa Bacha, muzyka miejskiego i Marii Elisabeth Lammershirt, córki kuśnierza z Erfurtu.
Red.: Jak pan sobie radził w szkole?
JSB: Byłem raczej dobrym niż wybijającym się uczniem.
Red.: Jak zaczęła się pana przygoda z muzyką?
JSB: Moim pierwszym nauczycielem muzyki był ojciec, a następnie starszy brat Christopher, który był miejskim organistą.
Red.: Na jakich instrumentach umie pan grać?
JSB: Umiem grać na klawesynie, skrzypcach i organach.
Red.: Podobno był pan kantorem w kościele św. Tomasza w Lipsku?
JSB: Tak, ta posada wymagała ode mnie nauczania śpiewu w szkole św. Tomasza oraz cotygodniowego dostarczania muzyki do dwóch głównych kościołów Lipska.
Red.: Czy to prawda, że grał pan na dworze książęcym?
JSB: Tak, w 1708 r. podjąłem pracę jako nadworny organista i koncertmistrz w Weimarze.
Red.: Jak układało się pana życie rodzinne?
JSB: Moją pierwszą żoną była daleka kuzynka Maria Barbara Bach, którą poślubiłem w 1707 r. Maria Barbara zmarła w 1720 r. Mieliśmy siedmioro dzieci. Drugą moją żoną jest Anna Magdalena Wilcke. Mamy trzynaścioro dzieci.
Red.: Czy pana dzieci interesują się muzyką?
JSB: Większość moich dzieci jest uzdolniona muzycznie.
Red.: Na jakie instrumenty komponował pan swoje dzieła?
JSB: Komponowałem je na instrumenty klawiszowe, organy, ale także tworzyłem utwory na orkiestrę, chór i utwory kameralne.
Red.: Jest pan bardzo płodnym kompozytorem. Beethoven, nawiązując do pana nazwiska, które znaczy "potok" nazwał pana morzem, a nawet nazywa się pana "oceanem".
JSB. Owszem, oto moje największe dzieła:
- na orkiestrę: Koncerty Branderburskie, Suita C - dur nr 1, Suita h - moll nr 2, Suita D - dur nr 3,
- na chór: Magnificat D - dur, Oratorium na Boże Narodzenie,
- na instrumenty klawiszowe: zbiór 48 preludiów i fug, Koncert włoski F - dur
- na organy: Toccata i fuga d - moll, która okazała się bardzo popularna i jest często wykonywana na koncertach organowych w kościołach.
Red.: Dziękuję panu serdecznie za interesującą rozmowę.
JSB: Dziękuję, było mi bardzo miło.

Z wielkim kompozytorem rozmawiał krytyk muzyczny z klasy VI


RECENZJA BAJKI PT: "W OGRODZIE SZTUKI"


W poniedziałek, 22 października br., na zajęciach ścieżki
czytelniczo-medialnej, klasa VI C wysłuchała bajki pt. "W
ogrodzie Sztuki". Opowiadała ona o Królowej SZTUCE, która miała
siedmioro dzieci: MUZYKĘ - komponowała ona nowe utwory;
LITERATURĘ - pisała opowiadania i poematy; TANIEC- wirował wśród
kwiatów, traw i drzew w ogrodzie; TEATR- recytował utwory
literatury; MALARSTWO - malowało to, czym zainspirowały go
siostry: LITERATURA i MUZYKA; RZEŹBA - tworzyła rzeźby do ogrodu;
ARCHITEKTURA- tworzyła pałace królewskie z lodu, śniegu, liści,
piasku.
Moim zdaniem bajka była ciekawa, ponieważ dzięki opisom można
było sobie wyobrazić Sztukę jako Królową, poszczególne dziedziny
sztuki jako jej dzieci, a świat sztuki jako ogród.

Martna Wojciechowska, klasa VI C


"Koty" - recenzja


Musical "Koty" grany jest już od wielu lat w stolicy. Właśnie dobiega końca ostatni sezon spektaklu w Teatrze Muzycznym Roma, w Warszawie. Akcja rozgrywa się na miejskich dachach, gdzie co noc koty ruszają na Dachowy Bal. Muzykę stworzył znany kompozytor Andrew Lloyd Webber twórca np. "The Phantom of The Opera", "Jesus Christ Superstar", "Evita", "Variations", "Starlight Express" i wiele innych. Podstawą tego musicalu były wiersze Thomasa Stearnsa Eliota. Dzieło jest bardzo interesujące, zarówno dla oka jak i ucha. Musical wszędzie grany był pod oryginalnym, angielskim tytułem. Po raz pierwszy- w Polsce - spektakl jest grany pod przetłumaczonym tytułem "Koty". Grane były już w 26 krajach, jednak polska wersja jest jedną z najlepszych. "Memory" ("Pamięć")- najsłynniejsza piosenka z musicalu, doczekała się 150 różnych interpretacji. Koty mają świetny kontakt z publicznością, zwłaszcza kot Pumpernikiel (M. Rowińska, A. Mrozińska) i Mungojerrie (P. Strymiński, B. Figurski). Moim zdaniem to wspaniałe dzieło, które zadowoli niejednego amatora teatru. Podziwiam wspaniałe głosy aktorów, zwłaszcza wspaniałą Demeter (E. Lachowicz), która zachwyciła mnie swym głosem, oraz taniec i akrobacje tancerzy. Spektakl warto zobaczyć. Wybierzcie się z Rodzicami!

Krytyk teatralny, red. Małgorzata Bielawska, klasa VI c


Byliśmy na "Katyniu"
W piątek, 5 października 2007 r. klasy VI D oraz VI A były w kinie "Cinema City", które mieści się w "Plazie" na ulicy Lipowej. Kiedy spotkaliśmy się pod szkołą o godzinie 7:50 każdy miał uśmiech na twarzy, bo pierwszy raz mieliśmy iść do tego nowego kina. Wkrótce jednak musieliśmy spoważnieć, bowiem szliśmy na wyjątkowy film - "Katyń", czyli najnowszy film Andrzeja Wajdy.
W kasach były długie kolejki. Wszyscy chcieli kupić popcorn i coś do picia. Po kontroli biletów weszliśmy do sali, gdzie seans już się rozpoczynał. Usadowiliśmy się na swoich miejscach i uważnie patrzyliśmy w ekran. Film wymagał powagi i skupienia. Zrobił na nas duże wrażenie, zwłaszcza końcowe sceny, które były bardzo brutalne i okrutne.
Podziwiam wszystkich tych, którzy pracowali nad filmem, ponieważ był wiarygodny, wzruszający i na pewno wiele zmienił w naszych sercach. Naprawdę warto go zobaczyć.

Krytyk filmowy, red. Justyna Barycka, klasa VI D


Byliśmy na filmie "Katyń"

5 października 2007r, o godz. 8.00 uczniowie klas VIA i VID poszli do kina Cinema City w Plazie na film pt. "Katyń", w reżyserii Andrzeja Wajdy. Film zrobił na nas ogromne wrażenie. Przez cały czas trwania seansu słychać było szlochanie, co było znakiem wzruszenia i zrozumienia skomplikowanej historii naszej Ojczyzny. Najbardziej żal nam było dziewczynki, tak dramatycznie przeżywającej rozstanie z ojcem. Ostatnie sceny filmu były bardzo wymowne. Z kina wróciliśmy w ciszy.

Joanna Petkowicz kl. VIA

 


Recenzja

Polecam książkę pt. Ten obcy Ireny Jurgielowiczowej - lekturę dla klasy szóstej oraz jej świetną kontynuację pt. Inna?, również tej autorki.

Ten obcy

Akcja książki toczy się w Olszynach koło Warszawy, gdzie czwórka przyjaciół, "załoga": Pestka, Ula, Marian i Julek razem spędzają wakacje. Pewnego dnia na "ich" wysepce, którą na rzece Młynówce utworzyła wiosenna powódź znajdują Obcego. Ma na imię Zenek i przyszedł z "daleka", choć jest ich rówieśnikiem. Chłopak jest bardzo skryty i cichy, ale i tak imponuje Julkowi, np. odwagą, którą się wykazał. Dla Pestki jest bardzo "interesującym obiektem", ponieważ przyjechał do Olszyn stopem. Ale jest o niego zazdrosna, bo traci przez niego autorytet. Ogólnie wszyscy go lubią, a ktoś nawet bardziej...
Koniec jest bardzo romantyczny i sądzę, że nikt się go nie spodziewał. Naprawdę warto przeczytać.

Inna?

Akcja książki zaczyna i kończy się w Warszawie. Natomiast reszta rozdziałów -z jednym w Olszynach - toczy się w Jurocinie.
W tym miasteczku, do Mariana, na Święta Bożego Narodzenia przyjeżdża jego brat cioteczny Julek, Zenek i dziewczyna z Domu Dziecka, Danka. Problemy przeszłości oraz bardzo wysokie poczucie godności jak na TAKĄ dziewczynę są aż szkodliwe dla otoczenia i dla niej samej przede wszystkim. Danka pomimo, że jest jej tam bardzo dobrze, wszystko psuje i chociaż wszyscy starają się być dla niej (…), ona uważa, że zmarnowała swoją, życiową szansę. Na szczęście jest jeszcze Ula i jej wspaniały pokoik ...

Będę ciepło o tych książkach myślała. A Was zachęcam, aby je przeczytać.
Red. Pamela Kępa z klasy VI D



 
SZÓSTY ZMYSŁ - Gazetka Szkolna
Szkoła Podstawowa nr 6 w Lublinie
Zespół graficzno-komputerowy: pani Dorota Gał, pani Elżbieta Krzowska

Archiwalne Numery